Zawodowiec: mąż… do wynajęcia

Opublikowano Czerwiec 3, 2015 | przez lucky bastard

11328887_1432721650382455_1036654320_n

Ile spraw można załatwić w ciągu godziny? Naprawić cieknący kran, zacinający się zamek, odetkać zatkany zlew, zreperować niedomykające się okno albo naoliwić skrzypiące drzwi. Ewentualnie… wszystko naraz. Oczywiście, pod warunkiem, że do waszych drzwi zapuka „mąż do wynajęcia”. Tak, dobrze przeczytaliście. Zjawisko jest naprawdę ciekawe, a zawód, o ile już można go tak nazwać, typowo męski, w sam raz do rubryki „zawodowca”.

W internecie niesamowicie się tego ostatnio namnożyło. Ogłoszenie za ogłoszeniem, we wszystkich większych miastach i w przystępnych cenach. Okazuje się, że istnieją już nawet całkiem nieźle zorganizowane firmy, coś jak „stajnie mężów na godziny” albo „wypożyczalnie mężów…”. Dzwonisz i przychodzi. Złota rączka. Facet, który wszystko może i za drobną opłatą wszystko chętnie zrobi. Podstawowe pytanie brzmi: czym więc różni się od typowego mechanika? A no tym, że mąż na godziny jest wielofunkcyjny, tak bardzo, jak daleko sięga tylko wyobraźnia. Można mu zlecić naprawienie kranu, ale równie dobrze wspólne wyjście na zakupy albo wizytę w szkole rodzenia – klient(ka) płaci i wymaga.

„Zamiast wzywać kilku fachowców do różnych prac, o wiele korzystniej i taniej jest wezwać „męża do wynajęcia”, który wykona wszystko za jednym zamachem”, czytamy w internecie. Tego typu uzasadnienia pojawiają się najczęściej, a ludzie, którzy parają się tym nietypowym zajęciem, przekonują o swojej wszechstronności.

Być może część z was kojarzy lekko szmirowany film pt. „Mąż do wynajęcia”, w którym główna bohaterka trzy dni przed datą ślubu przyłapuje narzeczonego z inną, przez co wpada na szatański pomysł. Znajduje nieznajomego, najemnego robotnika i proponuje  grubą sumkę – 100 tysięcy dolarów – za rok wspólnego życia.

W rzeczywistości aż tak dobrze nie jest. Chociaż…

„Kiedyś o 22. zadzwoniła do nas Pani, która stwierdziła, że z koleżanką właśnie napełniają wannę, jest szampan i truskawki, więc… serdecznie zapraszają”,  tak w rozmowie z bankier.pl opowiada właściciel jednej z takich firm. „Zamieniłem sytuację w żart, mówiąc, że mogą Panie zadzwonić powtórnie, jeśli z kranu będzie lecieć zimna woda lub nie będzie schodzić po kąpieli”.

Chyba nie tylko nam przyszło do głowy, że sprawa może mieć drugie dno i nie tylko o przetykanie kranów chodzi. A jednak, większość panów twardo przekonuje o swoim profesjonalizmie i że – jak w każdej robocie – tak i w tej są granice.

Żeby było śmieszniej, twierdzą, że co najmniej połowa ich klientów to… mężczyźni. Tacy, którym zbyt dobrze się powodzi, mają zbyt mało umiejętności albo chęci, żeby zajmować się majsterkowaniem. Do jednej z trójmiejskich firm wynajmujących mężów niegdyś zadzwonił nawet… Marek Kamiński. Polarnik, facet, który samotnie zdobył biegun południowy, tym razem miał problem z marmurowym zlewem.

Komentarze


Tagi: , , , , ,



Back to Top ↑