Zawodowiec: goście w śmieciarkach to prawdziwi twardziele

Opublikowano Kwiecień 22, 2015 | przez lucky bastard

11CHARACTER-articleLarge

Jak długo można żyć bez czekolady? Bardzo długo. Bez seksu? Prawdopodobnie dłużej niż myślisz. A wyobraź sobie gorący, letni dzień. Trzydzieści stopni w cieniu, zero wiatru. Wtedy, właśnie wtedy, powinniśmy zadać sobie pytanie – jak długo można żyć bez… gości zbierających śmieci? Tych umorusanych, zwykle w brudnych kostiumach.

Smród doprowadzający do tego, że każdej komórce twojego ciała zbiera się na wymioty. Nie mówiąc już o brodzeniu w tonach odpadów po kolana. Na co dzień nikt z nas nie zdaje sobie sprawy z tego, jak ten na ogół dyskryminowany zawód jest ważny, ale też cholernie, prze cholernie niebezpieczny.

Typowy dzień? Wstajesz wcześnie rano, wsiadasz do pustej śmieciarki z zamiarem wypełnienia jej do wieczora. W Nowym Jorku średnio dziennie przeciętna śmieciarka zbiera 5 ton odpadów. Pomyślicie – i co niby grozi śmieciarzowi? Przecież to najprostsza sprawa na świecie. Obrzydliwa, śmierdząca, ale nie ma w niej nic trudnego. Bierzesz worek, wrzucasz i jedziesz dalej.

No, nie do końca.

Największym wrogiem jest ruch. Przeciskanie się pomiędzy samochodami w wąskich uliczkach. Śmieciarki przez kierowców są traktowane jak intruzi. Regularnie obtrąbiane, brawurowo wyprzedzane. Przez potrącenia zginęły setki, jeśli nie tysiące ich pracowników.

To największe, ale nie jedyne niebezpieczeństwo. Do tego wszystkiego dochodzi wdychanie szkodliwych oparów, praca z ciężkim sprzętem czy toksycznymi odpadkami, które w skrajnych przypadkach grożą nawet wybuchem. Blisko dwadzieścia lat temu jeden z pracowników, 19-latek, zmarł w skutek zatrucia kwasem fluorowodorowym, który wytworzył się po eksplozji w bębnie prowadzonej przez niego śmieciarki.

051412dektrash_bs2

Śmieciarzy – bo tak nazywa się ich na co dzień – nie wymienia się w szeregu z zawodami powszechnie uznawanymi za bohaterskie. O ile policjanci czy strażnicy miejscy może nie są lubiani, chociaż ich praca oczywiście jest niebezpieczna, o tyle strażacy cieszą się bezwzględnym uznaniem. Walka z ogniem, skutkami katastrof, grzebanie w gruzach w poszukiwaniu żywych. Robi wrażenie.

Niewielu ludzi zdaje sobie jednak sprawę z tego, że praca śmieciarza jest równie niebezpieczna. W szczególności odnosimy się tu do sytuacji w Nowym Jorku. Wszystko potwierdzają statystyki. Śmiertelność wśród – tym razem nazwijmy ich ładnie – pracowników sanitarnych, jest tam dwukrotnie wyższa niż policjantów i aż SIEDMIOKROTNIE niż strażaków. Nieźle co?

article-2275039-176993B0000005DC-269_634x394

Pokażemy najbardziej dobitny przykład, jaki tylko można sobie wyobrazić. Steven Frosh przez pięć lat pracował w policji. Nie wytrzymał stresu, presji i czyhających za każdym rogiem niebezpieczeństw. Rzucił tamtą robotę, zatrudnił się jako śmieciarz i… zginął. Będąc w pracy został staranowany przez samochód czyszczący ulice. Ten chciał ominąć śmieciarkę, której trudno było nie zauważyć, ale Stevena – wrzucającego do niej śmieci – już przeoczył. Podobnych przypadków było całe mnóstwo.

Łącząc fakty spokojnie można powiedzieć, że zbieranie śmieci jest ryzykowne bardziej niż bycie policjantem czy strażakiem. W 2012 roku więcej zgonów przy pełnieniu obowiązków zawodowych odnotowano jedynie w lotnictwie, dekarstwie, hutnictwie, rybactwie i wyrąbie drzew. Śmiertelność dla przeciętnego zawodu to 4,7 zgonów na 100 tys. W przypadku pracowników sanitarnych ryzyko przy tej samej liczbie wynosi 46.

Funeral+Held+Brooklyn+Two+Young+Brothers+Killed+xB8uWks8N3jl

W Polsce sytuacja wygląda nieco inaczej. Na pewno jest większy luz, bo i my produkujemy znacznie mniej syfu niż Amerykanie. Ale mimo to panowie w śmieciarkach zasługują na zdecydowanie większy szacunek. Za małe pieniądze robią to, czego większość z nas brzydziłaby się za dwa razy więcej hajsu. Módlmy się, żeby pewnego dnia nie wzięli przykładu z górników czy innych nauczycieli i nie zastrajkowali…

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑