Zawodowiec: Poczta Polska pod strzechy!

Opublikowano Czerwiec 17, 2015 | przez Gofrey

agencja1-1024x679

W naszym zawodowym cyklu mieliśmy wszystko. Od drwala, przez chirurga szczękowego na ostrym dyżurze, aż po stylistę słoni na Sri Lance. Dziś przyszedł czas na zawód o wiele bardziej „normalny”, ale przy tym bardzo ciekawy. Głównie z uwagi na fakt, że może symbolizować rozpoczęcie pewnych nieodwracalnych zmian w najbardziej skostniałych instytucjach w państwie.

Ajent pocztowy.

Ha, pewnie wielu z was w życiu nie słyszała takiej nazwy. A jednak, wszystko wskazuje na to, że właśnie ludzie podobni ajentom to przyszłość nie tylko Poczty Polskiej, ale i każdej państwowej firmy, która wreszcie będzie musiała zerwać z przyzwyczajeniami z poprzedniej epoki. W skrócie: agencje pocztowe to coś, co można byłoby chyba nazwać „partnerstwem prywatno-publicznym”. Wszystko odbywa się pod ścisłą kontrolą i banderą Poczty Polskiej, czyli spółki państwowej, ale szeregowcami są w tym wypadku prywatni przedsiębiorcy, który biorą na siebie „front” walki z klientami.

To oni ogarniają sobie lokal, czasami wyznaczając na agencję część swojego sklepu czy salonu. To oni ustalają sposób działania, liczbę pracowników, kształt pracy. Poczta Polska narzuca z kolei ceny poszczególnych usług i produktów oraz godziny pracy. Dlaczego to takie dobre wyjście? Ano dlatego, że ajent zarabia tylko wtedy, gdy ma klientów. W przeciwieństwie do „normalnych” placówek poczty, ajencje otrzymują od poczty tylko tyle, ile sami „wywalczyli” sobie na froncie. Nie ma klientów – nie ma kasy.

Stąd wynika szereg różnic między ajencją a regularną pocztą. Skoro w tym układzie pieniądze otrzymuje się wyłącznie za obsłużonych klientów, ajenci muszą zwracać uwagę na jakość obsługi, marketing, kompromisy z klientami oraz – ogółem – działanie tak, by chcieli do ajencji wracać. Biorąc pod uwagę liczne opinie o niezbyt uprzejmej obsłudze w „normalnych” placówkach poczty – to duży plus. Ajent musi dbać, by nie było kolejek. By wszystko działało sprawnie i bez przeciągania zbędnymi formalnościami. A jednocześnie wciąż musi spełniać wszystkie wymogi poczty, z wielokrotną kontrolą wprowadzanych do systemu przesyłek włącznie.

W praktyce wygląda to tak: wysłanie dziesięciu listów poleconych na poczcie to odbiór dziesięciu znaczków i dziesięciu potwierdzeń nadania, wypełnienie każdego, oklejenie kopert i zapłata. W ajencji istnieje duże prawdopodobieństwo, że ajent nie tylko pomoże okleić każdą z kopert, ale i – chcąc rozładować kolejkę – wesprze przy wypisywaniu potwierdzeń. W końcu jeśli klient wkurzy się czekaniem, jemu przeleci koło nosa kilka złotych.

Ajencje to też przyzwoity sposób na dotarcie Poczty Polskiej do tych wsi „zabitych dechami”. Zamiast utrzymywać osobny punkt z pełnym pakietem usług – wynajem kawałka lokalnego sklepu na zaoferowanie tych najbardziej potrzebnych opcji jak wysłanie listu, paczki czy opłacenie rachunków. Istotne cięcie kosztów przy jednoczesnym zwiększeniu komfortu użytkowników.

Minusy? Największym jest chyba ograniczenie zasobu usług. W ajencji (jeszcze?) nie odbierzesz awizo, w ajencji nie da się wypłacić pieniędzy. Poza tym – to nadal poczta, więc za przelew na rachunek bankowy trzeba zapłacić, w przeciwieństwie do licznych banków internetowych. Ajencje nadal mają sporo braków, wynikających o dziwo głównie z tej kontrolnej i dość mocno ingerującej w pracę agencji roli „wielkiego brata” użyczającego nazwę i „know-how”. Jest to jednak – naszym zdaniem – wyznaczenie drogi dla wszystkich państwowych spółek, dla których jedyną szansą na rozwój i zatrzymanie strat jest dostosowanie się do zasad wolnego rynku.

A tutaj nie ma nic za darmo. Nawet dla pracowników pod flagą spółki Skarbu Państwa.

Komentarze


Tagi: , ,



Back to Top ↑