Zawodowiec: żadna praca nie jest tak niebezpieczna, jak… łowienie krabów

Opublikowano Kwiecień 15, 2015 | przez lucky bastard

????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????

Jak myślicie, jaki jest najniebezpieczniejszy zawód świata? Mogłoby się wydawać, że najbardziej jest zagrożone życie strażaków, policjantów, czy żołnierzy. Tymczasem odpowiedź w pierwszej chwili wydaje się kompletnie absurdalna. Otóż największe szanse na to, że nie wrócą po pracy do domu mają… poławiacze krabów. Ich wskaźnik śmiertelności wynosi 300 na 100 tysięcy osób i jest znacznie wyższy niż ten w przypadku pilotów, drwali, górników i wszystkich innych zawodów!

Jak to możliwe? Przede wszystkim: poławiacze krabów pracują w cholernie niebezpiecznych warunkach. Sezon na połów trwa od października do stycznia, co jak nietrudno się domyślić, nie jest najlepszym czasem na wodne wycieczki po oceanie. Ze względu na niską temperaturę nieustannie grozi im ryzyko hipotermii, a ich kutry są skute lodem – czemu jest to niebezpieczne, chyba nie musimy wyjaśniać. Do tego dochodzi ciągłe zagrożenie sztormami, a jakby jeszcze tego było mało, takie połowy nie odbywają się blisko lądu. Już prędzej – blisko lodu, ponieważ poławiacze próbują swojego szczęścia przede wszystkim w okolicy wybrzeża Alaski. Na łasce oceanu.

Kilkunastometrowe fale, które otaczają kuter i zalewają jego pokład to standard, codzienna rzeczywistość. W mgnieniu oka nierozważny poławiacz może zostać zmyty do morza, a wtedy może już liczyć tylko na to, że jego ciało zostanie odnalezione. A o wypadnięcie z pokładu rozbujanego, oblodzonego kutra nie jest wcale trudno. Kolejnym zagrożeniem są same klatki, które służą do wyciągania na pokład krabów. Potrafią one ważyć nawet po kilkaset kilogramów. Puste, zanim jeszcze wypełnią się dziesiątkami, setkami krabów. Wystarczy jeden mały błąd, by kolejny połów zakończył się tragedią.

krab1

Kolejna sprawa to tak zwany czynnik ludzki. Poławiacze pracują w małych, kilkuosobowych grupach i są dla siebie nawzajem jedyną szansą na pomoc i wsparcie. Przede wszystkim mentalne – praca ta wiąże się z ogromnym stresem i odpowiedzialnością. Każdy błąd uczestnika wyprawy może zakończyć się śmiercią nie tylko jego, ale także pozostałych członków załogi. Hart ducha i silna psychika są tu równie ważne, co twarde mięśnie.

Często połowy te zostają w głowach ich uczestników nawet wtedy, gdy stąpają już po twardym lądzie. Wielu nie potrafi sobie poradzić z obciążeniami psychicznymi i fizycznymi, na jakie byli wystawieni na morderczym morzu. Pakują się w alkohol, sięgają po narkotyki. A to w ich przypadku autostrada do tego, by znaleźć się na dnie – żaden kapitan nie weźmie ze sobą na niebezpieczną wyprawę uzależnionego, niestabilnego emocjonalnie poławiacza.

krab2

Skoro taka ryzykowna fucha, to jakim cudem znajdują się ludzie, którzy chcą ją wykonywać? Odpowiedź jest prosta. Kasa, kasa, kasa. Łączne przychód z połowów krabów na Alasce to ponad 127 milionów dolarów. Jeśli grupie poławiaczy dopisze szczęście, to w ciągu kilkunastu, czasem kilkudziesięciu dni zarobią około 40 tysięcy dolarów na głowę, a drugie tyle dostanie kapitan kutra. Średnie zarobki jednej osoby to 250 tysięcy rocznie, przy czym po pierwsze jest to praca sezonowa, a po drugie właściciele kutrów i kapitanowie często zgarniają dla siebie nawet połowę utargu. Mimo wszystko, sami chyba przyznacie, że to całkiem niezły zarobek jak na, powiedzmy, trzy miesiące pracy. Magazyn Buisness Week określił poławianie krabów jako najgorszy zawód z najlepszymi zarobkami. I trudno im odmówić racji.

Komentarze


Tagi: , , , , , ,



Back to Top ↑