Zawodowiec: pozorant, czyli niezły ryzykant

Opublikowano Sierpień 12, 2015 | przez MB

pozo

Mimo że nazwa tej profesji budzi różne skojarzenia, prawda jest taka, że pozorant to ciężki i niewdzięczny fach. Trzeba mieć w sobie nie tylko dużo cywilnej odwagi, ale także należy wykazać się przede wszystkim ogromną wytrzymałością na stres.

Słownik synonimów podaje, że pozorant to inaczej symulant, kombinator, krętacz, blefiarz, udawacz.  Wszystko się zgadza, ponieważ główny cel to wywieść w pole psa. Nie byle jakiego, bo policyjnego. Podczas tresury psów służbowych policji pozorant odgrywa kluczową rolę. Kontakt z nim to dla wielu zwierząt przechodzących szkolenie prawdziwa szkoła życia i w dużej mierze to od niego właśnie zależy, czy krwiożerczy czworonóg pomyślnie ukończy kurs. Nie da się jednak ukryć, że dla gościa w kombinezonie to również duże przeżycie. Równie dobrym synonimem byłoby słowo „ryzykant”.

Rekrutując się na pozoranta trzeba kochać adrenalinę, silne emocje i umieć zachować zimną krew w sytuacji największego zagrożenia. Oczywiście świadomość, że w istocie jest się bezpiecznym na pewno pomaga przetrwać chwile napięcia, ale w momencie, w którym nienażarta bestia szykuje się do skoku, człowiekowi na pewno buzuje krew w żyłach.

Powiedzieć jednak, że praca pozoranta polega jedynie na tym, że pozwala się gryźć, to nie powiedzieć nic. Wymaga się od niego o wiele więcej. Wytrzymałość, koordynacja ruchowa, znajomość i opanowanie własnego ciała to podstawa. Dobre przygotowanie fizyczne jest niezbędne, bo psa policyjnego w słabej formie raczej trudno spotkać. Ludzie pracujący w tym fachu narażeni są na przeciążenia, zwichnięcia, wybicia, skręcenia i złamania, dlatego powinni być też zwinni, gibcy, powinni dobrze trzymać balans i szybko biegać. Ci, którzy zaniedbują regularny trening, po służbie cierpią na dolegliwości stawów i kręgosłupa.

Przez zestawienie siły ze sprawnością policjanci zawód pozoranta nazywają połączeniem strongmana, sprintera i boksera. Podobnie też jak sportowcy trenerzy spotykają się z rywalami nie w kij dmuchał. Pracują m.in. z rottweilerami, owczarkami niemieckimi i malinoisami. Na etapie szkolenia mają wpływ na ich rozwój zarówno fizyczny jak i psychiczny. To trudna sztuka, ponieważ z jednej strony muszą „stworzyć” groźną maszynę do unieszkodliwiania przestępców, z drugiej zadbać o jej empatyczne odruchy. Pozorant często musi nawiązać z psem więź i poprzeć ją znajomością zwierzęcej anatomii i psiego sposobu myślenia. Najlepsi potrafią również udzielić zwierzęciu pierwszej pomocy i posiadają wiedzę kynologiczną. Choć pozorant trenerem nazywany jest jedynie umownie, to znajomość sprzętu stosowanego podczas tresury również wchodzi w zakres jego obowiązkowych umiejętności.

Z kolei w skład obowiązkowego sprzętu wchodzi ubiór ochronny. Największe wrażenie robi ten do pełnego gryzienia, w którym pozorant zasłonięty jest od stóp do głów. Taki kombinezon zdecydowanie pomaga w nabraniu zaufania do zwierzęcia. Są jeszcze rękawy ochronne oraz nakładki ochronne ukrywane pod cywilnym ubraniem. Tworzenie więzi między pozorantem a psem polega na tym, aby czworonóg poznał swojego tresera w naturalnym otoczeniu. Elementem tego procesu jest również praca z psem zarówno w jak i bez kagańca.

Widok szarżującego owczarka niemieckiego lub dwóch rottweilerów próbujących urwać kończyny górne to widok zdecydowanie dla twardzieli. Żeby bez wahania narażać się na takie rzeczy trzeba mieć nerwy ze stali i twardą dupę. A przy okazji miękkie serce, dzięki któremu można złapać nić porozumienia z groźnym zwierzęciem. Dlatego dobrych pozorantów jest tak niewielu.

Komentarze


Tagi: , , , , , , , , , , , ,



Back to Top ↑