Zawodowiec: ringowy cutman, specjalista od guzów, siniaków i tamowania krwi

Opublikowano Maj 13, 2015 | przez lucky bastard

1509109_1417942861860334_4588333374695307963_n

Cykl zawodowiec miał proste założenie: pokazujemy zawody, które stały się symbolem męstwa. Jak więc pominąć „cutmana”, który faceta ma już w samej nazwie? Niezorientowanym na początek warto wyjaśnić – chodzi o człowieka, który zajmuje strategiczne miejsce przy ringu, w czasie gali bokserskiej, MMA i wszelkich innych sztuk polegających na dawaniu sobie po gębach. Jego podstawowym zadaniem jest ocucić klienta, zatamować krew, doprowadzić do ładu i odesłać z powrotem do walki.

Zdarzają się w tej robocie kobiety, ale przyznajcie – to fucha w sam raz dla „zawodowca”.

Cutman ma wielką władzę – kiedy sędzia odsyła zawodnika do narożnika po ciężkim knock-downie albo kilku rundach, w których konsekwentnie zbierał po głowie, to od skutecznej i sprawnej interwencji cutmana nieraz zależy czy wróci jeszcze do walki. Nie przez przypadek slogan reklamowy jednego z najbardziej szanowanych i znanych ludzi w tej branży brzmi: „Giving the fighters One More Round”. On po prostu daje zawodnikom jedną rundę więcej.

W Stanach Zjednoczonych, będących największym bokserskim rynkiem na świecie, żeby zostać cutmanem należy zrobić licencję – zdać egzamin teoretyczny oraz praktyczny. Wiele organizacji wymaga konkretnych „papierów”. Oczywiście trzeba też posiąść podstawy bandażowania, opatrywania ran, radzenia sobie z opuchlizną po ciosach, a do tego świetnie wiedzieć, jak używać całego arsenału medykamentów i urządzeń. Tejpy, bandaże, wazelina, lód, adrenalina, żelazko bokserskie, maści, szwy, plastry…

Najważniejsza jest wazelina. To dzięki niej pięści lepiej prześlizgują się po skórze, zmniejszając ryzyko rozcięcia. Na opuchlizny najlepiej działają… kawałki metalu trzymane w lodzie, działające jak kompres. Chociaż cuda mogą zdziałać przede wszystkim ręce – byle wiedzieć gdzie, w jaki sposób uciskać i rozmasowywać.

W Polsce temat oczywiście raczkuje. Najbardziej znani cutmani pracują przy walkach przeróżnych bokserów, raz tu, a raz gdzieś indziej. Dorywczo, najczęściej wynajmowani na konkretne gale. Przykładowo: KSW dopiero od niedawna zatrudnia po dwóch cutmanów w czasie jednej imprezy.

– W MMA na dziś każdy mógłby nim zostać. Nie ma ani regulacji prawnych, ani szkoleniowych, choć na pewno osoby z wykształceniem paramedycznym odnajdą się lepiej – mówi w wywiadzie dla SportoweFakty.pl uprawiający tę profesję Vahagn Petrosyan.

– Rywalizujemy ze sobą na zdrowych warunkach. Ja pracuję nad rozcięciami swojego zawodnika, drugi cutman robi to samo, próbując na koniec zobaczyć, kto wykonał lepiej swoją robotę. Robiąc to mamy… masę zabawy – dodaje Amerykanin Jacob Duran, jeden z największych kozaków w tym fachu. Nie wątpimy, że niejedną walkę skończył w lepszym humorze (i stanie) niż jego podopieczny.

Komentarze


Tagi: , , , , , , ,



Back to Top ↑