Zawodowiec: saper. Najbardziej ryzykowna profesja świata?

Opublikowano Czerwiec 24, 2015 | przez MB

saper

Jest taki żart, że saper w życiu myli się tylko dwa razy – pierwszy i ostatni. Laików bawi, saperów pewnie nie. Przeciętny zjadacz chleba nawet nie wyobraża sobie presji, jaką musi znosić ktoś, co codziennie patrzy śmierci w oczy.

Najlepszym filmem o saperach, jaki widzieliśmy, był „The Hurt Locker. W pułapce wojny” z Jeremym Rennerem w roli głównej, który w obrazie Kathryn Bigelow rozpoczynał swój marsz na szczyt. Ta produkcja o żołnierzach stacjonujących w Iraku z niesamowitą wręcz precyzją oddaje warunki pracy sapera i udowadnia, że dowcip o myleniu się dwa razy to tylko durny suchar. Jeśli ukryty w domowych pieleszach widz potrafi z zapartym tchem śledzić przebieg rozbrajania miny, zastanówcie się, co musi czuć koleś w kombinezonie.

Rozminowywanie terenu i obiektów to jedno. Do głównych zadań sapera należy także oczyszczanie terenu z wybuchowych przedmiotów, wysadzania niewybuchów i niewypałów. Jeszcze do niedawna zajmował się również minowaniem przestrzeni, zakładaniem pułapek saperskich, usuwaniem wraków, budowaniem i demontowaniem fortyfikacji, a także wysadzaniem mostów. Dlatego w dorosłym świecie ten zawód cieszy się tak dużą estymą i podziwem. Być saperem znaczy mieć jaja.

Aby odnieść sukces, czyt. dostać się do elitarnych jednostek, trzeba mieć specjalne predyspozycje. Słynne szkolenie IEDD (rozbrajanie improwizowanych ładunków wybuchowych) finalnie przechodzi zaledwie dwadzieścia procent kursantów. Podejmując to wyzwanie trzeba być przygotowanym nie tylko na przecinanie kabelków, ale także na mozolne wkuwanie teorii, przeciskanie się przez rury kanalizacyjne, doskonalenie technik poszukiwawczych, czy spędzanie niekończących się godzin w niewygodnym i klaustrofobicznym kombinezonie chroniącym jedynie przed  małymi ładunkami.

Robota saper nie zaczyna się i nie kończy na zneutralizowaniu wybuchowych przedmiotów. W dużej mierze polega na ich odnajdywaniu na każdym dostępnym (i niedostępnym) terenie. Ładunki zakopywane są zarówno w miastach, jak i na wsiach, umieszczane są przy torach i pod podłogami, zaraz pod cienką warstwą piasku jak i pod płaskim, niepozornym kamieniem. Aby do nich dotrzeć, niejednokrotnie należy przeczesać ogromne połacie terenu, przemieszczać się wzdłuż rzek, pokonać setki kilometrów. A każdy krok musi być dokładnie przemyślany.

By być naprawdę dobrym, trzeba nauczyć się wyłączyć emocje, trzeba – poniekąd – zostać maszyną. Saper ma zbyt wiele do stracenia, by mógł o tym myśleć. Sentymenty siedzące z tyłu głowy w tym fachu nie pomagają, więcej, paradoksalnie mogą stać się przyczyną popełnienia błędu lub zawahania. A ktoś, kto rozbraja miny przeciwpiechotne, nie może mieć wątpliwości. Musi być pewny, zdecydowany i mieć żelazne nerwy. Strachu nie pozbędzie się jednak nawet największy rutyniarz, prędzej pozna techniki, które pozwolą mu nad nim zapanować.

Do tego wszystkiego należy jeszcze dodać świadomość odpowiedzialności nie tylko za swoje, ale i za cudze życie. Tak samo często cywili, jak i kolegów z zespołu. Istnieją bowiem ładunki konstruowane tak, by przechytrzyć sapera i na miejscu zlikwidować cały saperski team. Dlatego w teren nie może pójść byle kto, nie może to być żołnierz z tzw. pierwszej łapanki. Na misje zostają wysyłani już goście po wieloletnich szkoleniach, wszystkich możliwych testach i sprawdzeniu się w każdych warunkach. Trzeba bowiem pamiętać, że saper to nie mięso armatnie, a wybitny fachowiec i profesjonalista.

Najlepiej opowiada o tym Kevin Ivison w książce „Saper. Prawdziwa opowieść o najbardziej ryzykownym zawodzie świata”.

Komentarze


Tagi: , , , , , , , , , , , , , , ,



Back to Top ↑