Zawodowiec: stylista… słoni na Sri Lance

Opublikowano Czerwiec 10, 2015 | przez lucky bastard

Clipboard02

Opisany przez nas zawód nie będzie ani niebezpieczny, ani obrzydliwy, ani typowo męski. Nadrabia jednak oryginalnością i dostojnością. Dziś zabieramy was na wirtualną wycieczkę do Azji. Kontynentu zapachu orientalnych przypraw, przepychu świątyni i kolorowych parad religijnych. My o tym ostatnim. Kishinchand Chadiram Thadhani – to imię i nazwisko – jest zawodowym… stylistą słoni. I to od blisko pięćdziesięciu lat.

Zapytacie: po cholerę stroić trąbalskich? Jak nie trudno się domyślić, ma to ścisły związek z religią – buddyzmem. Nasz bohater jest oficjalnym krawcem słoni na dziesięciodniowej paradzie na Sri Lance, która dla buddystów jest jedną z najważniejszych. Słonie są specjalnie ubrane na cześć Buddy, a jeden z nich – oczywiście muszący spełniać twardo określone warunki – niesie na grzbiecie paczuszkę z czymś, co według wiernych jest kłem samego proroka. Dobra, tyle o otoczce. Teraz o samej pracy, bo – przyznacie – jest dość nietypowa.

Nasz bohater (nie będziemy przeklejać imienia, bo i tak nie zapamiętacie) charakteryzuje siebie samego jako artystę. Kiedy tylko usłyszy słowo „krawiec”, dostaje wysypki. Pierwsze słoniowe wdzianko zrobił jako młody chłopak, zbierając skrawki materiału z fabryki ojca. Denerwowało go to, że słonie na paradach wyglądały mało efektownie, żeby nie powiedzieć nieekskluzywnie, owinięte jakimś prześcieradłem i linami. On stworzył krój, dzięki któremu tkanina idealnie przylegała do skóry, bez użycia dodatkowych akcesoriów.

z_fea800

sri-lanka-kandy-esala-perahera3

Esala_Perahera

Krok po kroku, strój po stroju, stał się jednym z najwybitniejszych ludzi w swoim fachu. Dziś, mając grubo ponad siedemdziesiąt lat, nie musi nawet zbierać wymiarów. Wystarczy, że rzuci okiem na słonia i zabiera się do szycia. Do tej pory wykonał blisko trzy tysiące sztuk strojów.

– Uczestnicząc w paradach uderzyło mnie to, że ludzie są ubrani lepiej od słoni, czyli tak naprawdę ich głównych bohaterów. Postanowiłem to zmienić – mówi wprost pytany o powód wykonywania takiego, a nie innego zawodu. Kolorowe stroje, pełne przeróżnych błyskotek, szyje się z 27. metrów materiału. To prawie dziesięć razy tyle, ile potrzeba na garnitur dla przeciętnego mężczyzny!

Nasz bohater dziś oczywiście nie pracuje już w pojedynkę. Zatrudnia około pół setki szwaczek, ale cały czas trzyma nad wszystkim pieczę i sam wcale nie próżnuje, co widać na zdjęciu u samej góry. Rocznie jego zakład produkuje od 35 do 40 strojów, które eksportowane są nawet do Chin i Korei Południowej. Każde wdzianko kosztuje stosunkowo niewiele, bo od 400 do 1000 dolarów, w zależności od stopnia zaawansowania projektu. Zakupy u słoniowego stylisty robią nie tylko religijni dostojnicy, ale także bogaci ludzie, którzy potem ofiarowują je Buddzie.

Komentarze


Tagi: , , , , ,



Back to Top ↑