Zawodowiec: syberyjski traper

Opublikowano Kwiecień 1, 2015 | przez lucky bastard

syberyjscy mysliwi

Nie wytrzymalibyście na tym stanowisku chociaż tygodnia (my zresztą też). Dzień byłby już osiągnięciem. Co więcej, jeśli już nawet odnieślibyście sukces, zdołali pokonać siarczysty mróz, diabelnie trudne warunki i nie dali się dzikim zwierzętom, to czekałby na was wróg znacznie bardziej zdradziecki: samotność. Przejmująca, wielomiesięczna, przed którą przy tej fusze nie ma ucieczki. Poznajcie los traperów syberyjskich.

Sezon łowczy spędzają w dziczy, samotnie, kilkaset kilometrów od domu. Towarzyszy im w tym czasie tylko wierny pies, no i oczywiście – wierna strzelba. Ale myliłby się ten, kto myśli, że traperzy dziś garściami czerpią z nowych technologii. Nie, poza bezwzględnie niezbędnym skuterem śnieżnym, wciąż w użyciu są klasyczne metody łowieckie i wyposażenie. Zamiast kupionych w sklepie nart śnieżnych – własnoręcznie ciosane z drewna, znacznie trwalsze. Pułapki? Te same patenty od – na oko – tysiąca lat, żadnych innowacji, ale to między innymi dlatego, że na tych sprawdzonych metodach można polegać.

Z czym przychodzi im się zmagać, na czym polega ich znój? W codziennej rozpisce sprawdzanie pułapek. Polowania. Magazynowanie zdobyczy i chowanie ich głęboko w ziemi przed między innymi niedźwiedziami. Trzeba pilnować stanu chat, bo rozmiary terenów, które przypadają na jednego trapera, są ogromne. Każdy ma więc co najmniej kilka „domków”, a o każdy trzeba zadbać tak samo, bo nigdy nie wiadomo gdzie akurat złapią cię warunki, w których nie można podróżować. Tu też tkwi klucz: mierzenie się z nieprzewidzianym. Drzewo może spaść na chatę, dzikie zwierzęta zapędzić się pod siedzibę trapera, jeśli śnieżyca się przedłuży, w oczy może zajrzeć głód. W takim miejscu trudne sytuacje są nieuniknione, traper musi je oswoić.

Jest zdany tylko na siebie i swoje umiejętności. Jeśli coś mu się stanie, nikt nie zdąży czas. Nie zadzwoni po karetkę, nie przyleci helikopter – będzie po nim i tyle, tego roku nie wróci na święta, a rodzina zostanie bez środków do życia. Ale obok trudności, obok tak wielu przeciwności, są też zalety. Traperzy nie mierzą się z biurokracją, nie biorą udziału w wyścigu szczurów, a ich sukces zawsze jest – można powiedzieć – sprawiedliwy, bo zależy tylko i wyłącznie od indywidualnych umiejętności. Przekazywanych, co oczywiste, z ojca na syna, szkoły traperskiej jeszcze nikt nie wymyślił. Tak samo w kwestii praw: w praktyce to traperzy kierują się swoim, nienarzuconym przez rząd kodeksem, podobnie też wyznaczają terytoria.

Powiedzieć, że jest to zawód wymagający, byłoby skrajnym niedopowiedzeniem. Ale to też życie, które daje poczucie wolności w takiej dawce, jakiej nikt z nas pewnie nie zazna. No i, jak traperzy sami mówią, nie ma nic lepszego, niż siedzenie przy ogniu z kubkiem herbaty po długim, pracowitym dniu. Znaleźlibyście lepsze rozrywki niż środek głuszy i samotne ognisko? Ale tu jest ukryta ważna prawda: nie ważne gdzie jesteś i co robisz, jeśli jesteś usatysfakcjonowany sobą, tym co zrobiłeś danego dnia, będziesz szczęśliwy. Własna produktywność cieszy jak mało co, a traper nie ma innej drogi, niż zasuwać aż się kurzy.

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑