Zawodowiec: wcale nie chcesz być drugim Jamesem Bondem

Opublikowano Lipiec 29, 2015 | przez lucky bastard

Clipboard01

Jamesa Bonda zna każdy, prawda? I każdy patrząc na jego kolejny gadżet, kolejną zagraniczną piękność w łóżku czy kolejny sportowy samochód, myśli sobie: fajnie byłoby być takim tajnym agentem. Tym z filmu? Jak najbardziej. Takim w rzeczywistości? Przenigdy. Rację przyznacie sami po przeczytaniu tego tekstu. Dziś wejdziemy w skórę szpiega.

Od początku. Poprzedniego dnia naoglądałeś się filmów o Bondzie. Budzisz się rano i myślisz: tak, chcę być tajnym agentem, to moje przeznaczenie. Chcę zwiedzać świat, balować na bankietach, podrywać urocze Azjatki. No i jak trzeba będzie, to i pociągnąć za spust, skoro Agent 007 miał licencję na zabijanie. Idziesz do księgarni, kupujesz stos kryminałów. Wypożyczasz dziesięć filmów sensacyjnych, z otwartą buzią patrzysz na Bonda i jego niesamowite wyczyny. Wiedza teoretyczna opanowana. Teraz wypadałoby wykonać pierwszy krok.

Clipboard01

Posługujemy się przykładem Stanów Zjednoczonych. Tam aplikację na bycie tajnym agentem może złożyć każdy, kto spełni kilka podstawowych warunków. Pierwszy to naturalnie brak kłopotów z prawem. Poza tym nie biorą ćpunów, ludzi niewykształconych, mających chorobę lokomocyjną i ludzi nie posiadających amerykańskiego obywatelstwa.

OK, CV wysłane. Pierwsze koty za płoty. Oby nie było do bólu standardowe, bo inaczej przepadnie w stercie 10 tys. innych, które wpływają każdego miesiąca. Tak przynajmniej mają w CIA.

Dodatkowym atutem będzie rzecz jasna znajomość języków obcych, najlepiej niestandardowych. Załóżmy, że znasz chiński mandaryński, arabski i grenlandzki. Dzwonią do ciebie i proponują okres próbny. Skaczesz pod sufit, ale nie możesz nikomu się pochwalić. Przecież jesteś tajnym agentem. To znaczy będziesz, jeśli zdasz pięćset testów sprawdzających kondycję fizyczną i psychiczną, co może potrwać nawet kilka lat. I tu zaczynają się schody.

bond

Niektórzy być może poczują się, jakby właśnie powiedziano im, że Święty Mikołaj nie istnieje, ale pewna agentka CIA powiedziała bardzo trafne zdanie.

Jeśli James Bond naprawdę pracowałby jako szpieg, to zdecydowaną większość czasu spędzałby za biurkiem. Na pewno nie byłby samotnym wilkiem, którego znamy z filmów.

Niestety. Pościgi, strzelaniny, samochody, laski, balety i najdroższe hotele to jedna wielka fikcja. Agenci czasem wysyłani są właśnie do miejsc najbardziej obskurnych, bez bieżącej wody. Po co? Żeby nie wzbudzać podejrzeń. Wynagrodzenie jest oczywiście ściśle tajne, ale źródła mówią, że wcale nie przyprawia o zawrót głowy. Sorry, ale ze strzelanin też raczej nici. Pozwolenie na broń ma zaledwie odsetek agentów.

Sami rozumiecie. Nie jest tak kolorowo, jak mogłoby się wydawać. Ba, jest jeszcze gorzej. Możecie być tajnymi agentami i jeździć starym Oplem, a jedyne dziewczyny, jakie będziecie mieli okazję wyrwać, to grube, przyspawane do biurek koleżanki. I jak? Ciągle chcesz być Bondem?

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑