Zawodowiec: tam, gdzie kończy się granica normalności

Opublikowano Wrzesień 24, 2015 | przez ZP

szmal

Wyobraź sobie taką sytuację: dosyć ciężki przedmiot leci w twoim kierunku z prędkością 100 km/h. Co robisz? Jeśli pomyślałeś coś w stylu „schodzę z drogi, o ile w ogóle zdążę”, znaczy to jedno – nie jesteś bramkarzem w piłce ręcznej.

– W naszej dyscyplinie granicą normalności jest linia szóstego metra. Wszystko bliżej bramki to czyste szaleństwo – powiedział kiedyś Sławomir Szmal. Ciężko się z nim nie zgodzić. Bo przecież tacy ludzie jak „Kasa”, patrząc na to z boku, są trochę wariatami. Dwumetrowe chłopy biegną w ich kierunku sprintem i rzucają piłkę ze wspomnianą wcześniej szybkością, a oni, miast uciekać gdzie pieprz rośnie, robią wszystko, żeby ją odbić. Rękami, nogami, ale też klatką piersiową. Często zdarza się jednak tak, że piłka ląduje na… jajach golkipera.

– Da się to jakoś przeżyć, ponieważ mamy ochraniacze, które amortyzują siłę uderzenia. Boleśniejsze są ciosy w twarz – mówi jeden z najlepszych bramkarzy XXI wieku, Matias Andersson z Flensburga Handewitt. Ten filmik najlepiej obrazuje słowa Szweda:

 

Bramkarze muszą też uważać na szybkie kontry rywali. W ich trakcie przeciwnik wybija się w powietrze tuż przed linią szóstego metra, skutkiem czego sam rzut oddaje z bardzo bliskiej odległości.

Niebezpieczeństwo tej sytuacji polega na tym, że rozpędzony zawodnik może z całym impetem uderzyć w golkipera lub spaść na niego. Taka sytuacja miała przed laty miejsce w Płocku, w meczu gospodarzy z ekipą z Zabrza. Janusz Bykowski zakończył kontrę w tak niefortunny sposób, że upadł całym ciężarem ciała na nogę bramkarza Artura Górala. Efekt? Otwarte złamanie kości piszczelowej, po którym najlepszy wówczas polski bramkarz już nigdy nie grał na tak wysokim poziomie co przed kontuzją.

Handballowi bramkarze ciężką pracę wykonują także poza boiskiem. Zwróćcie uwagę jak bardzo każdy z nich jest rozciągnięty – w tym fachu umiejętność zrobienia szpagatu to podstawa, jazda obowiązkowa.

Poza ćwiczeniami gimnastyczno-ruchowymi ważne są też zajęcia w siłowni. W meczach tego nie widać, bo Szmal zakłada podczas nich luźną bluzę z długim rękawem, ale gdybyście pochodzili na treningi Vive czy kadry i zobaczyli Sławka gdy się przebiera, na usta cisnęłoby się jedno słowo: „wow”.  Bramkarz kieleckiego klubu jest bowiem znakomicie wyrzeźbiony, nie ma na klacie nawet grama zbędnego tłuszczu. I choć nie każdy golkiper może pochwalić się taką sylwetką, to wszystkich ich łączy jedno: wykonują zawód podwyższonego ryzyka, w którym zdrowie zagrożone jest nie tylko podczas meczów, ale i w trakcie treningów.

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑