Żegnaj, mistrzu, po tobie nie ma już nic

Opublikowano Kwiecień 12, 2014 | przez Gofrey

rip-windows-xp

To nie była miłość od pierwszego wejrzenia. Na początku byłem nieufny. Nie lubię zmian, nowości wzbudzają we mnie niepokój, a na swoim sprzęcie instaluję coś nowego tylko wtedy, gdy już inaczej nie działa.

Jasne, pierwsze wrażenie było całkiem w porządku, świetny widoczek, sporo zieleni, błękitu. Moje doświadczenie zamykało się w dość kanciastych i nieporadnych bryłach, więc zaokrąglone przyciski i mocno odświeżony pulpit potrafiły namieszać w głowie. Ja jednak kręciłem nosem – w sumie byłem gówniarzem, może po prostu nie dojrzałem jeszcze do tak poważnych związków?

Potem jednak miesiące zamieniły się w lata, a nim zdążyłem się obejrzeć – minęła dekada. Konkretnie trzynaście długich lat. W życiu nie zauważyłbym, że za moment będziemy świętować naszego wspólnego piętnastaka, ale w ubiegłym tygodniu światem wstrząsnęła wieść, która i mnie zmroziła krew w żyłach.

Microsoft kończy wsparcie dla systemu Windows XP.

Czy umarła część mnie? Czy przemknęło mi przez myśl, by zakończyć swą przygodę z komputerami? Czy uznałem, że pracę, którą wykonuję niemal wyłącznie na moim archaicznym XP-eku, będę musiał dalej wykonywać za pomocą kartki i długopisu, jedynego systemu operacyjnego, do którego mam choć porównywalne zaufanie?

Tak, tak i tak. Windows XP to coś więcej, niż tylko system operacyjny. To system, w którym zieleń i błękit uspokojały i wyciszały, którego krągłości i ciepłe menusy wprowadzały w stan błogości, relaksowały po godzinach ciężkiej pracy, a w czasach szczeniackich – stanowiły ekscytujące preludium do świata gier.

To tu zobaczyłem, czym jest Internet, to tu poznałem moc odpowiednio skrojonego opisu na Gadu-Gadu, tutaj poznałem przeglądarki inne, niż Internet Explorer, wreszcie to tu powstał najlepszy komputerowy zbiór gier systemowych, od Pająka, przez King Cell i Kierki, aż po „zwykłego” Pasjansa. Pochodzę z czasów, w których dzieciaki wiedziały co łączy rower i kapsle, drzewa oraz motocykle, a także trzepak i boisko do piłki nożnej, ale drugim podwórkiem, po tym między blokami, był zielony trawniczek w XP…

Gdy dowiedziałem się, że Microsoft kończy wsparcie dla XP… czytelnicy „Weszło” dokończyliby pewnie parafrazą piłkarza Arboledy: „było mi smutno, płakałem”. Ja jednak postanowiłem chwycić się brzytwy, sprawdzić, co to tak naprawdę oznacza i czy mimo wszystko nasz związek będzie mógł trwać. Psia mać, pracuję na MS Office 2003, nie mam możliwości otworzyć plików .docx, a Windows 8 widziałem tylko w telewizji, to nie może być koniec, nie tak, nie w ten sposób.

Niestety. Według ekspertów dalsza praca na XP to czysta nekrofilia, ziomala wyzionęła już bowiem ducha, a teraz odłączane są respiratory. Nie będzie uaktualnień, nie będzie nowych wersji programów, nie będzie łatek… Pewnie jeszcze jakiś czas podziałam na MS Word 2003, pewnie jeszcze jakiś czas będę mógł zachwycać tą idealną (niezbyt jaskrawą, nie ubrudzoną, nie leśną, ani nie wyblakłą) zielenią i równie pięknym kolorem niebieskim. Pewnie jeszcze jakiś czas będziemy razem, ale powoli trzeba się godzić ze stratą. Powoli trzeba się godzić z tym, że mistrz odchodzi.

I przypomnieć sobie, czym są listy, telefony, zeszyty w kratkę oraz kalkulatory. Czym jest chińczyk, maszyna do pisania i magnetofon na kasety (tak, tak, takie cacko też mam w domu!). Przecież nie zainstaluję „ósemki”…

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑