Złap wymarzoną pracę – żeby życie miało sens

Opublikowano Wrzesień 4, 2013 | przez Drysus

job

Zabrzmi to jak cholerna bufonada, ale nic na to nie poradzę – zazdroszczę sobie. Nie ogromnej kasy, wypasionej fury czy chaty na Wilanowie. Spokojnie, bez przesady, jeszcze się nie dorobiłem. Ale zazdroszczę sobie… pracy. Dokładnie, dobrze czytacie – pracy. Przed którą nie tylko nie uciekam, ale do której, choć dla wielu brzmi to abstrakcyjnie, bardzo chętnie wracam.

Pracowałem w kilku firmach. Małych, dużych, bardziej znanych i tych raczej anonimowych, które – delikatnie mówiąc – rynku nie zawojowały. Dla mnie były to fuchy „tymczasowe” – dłuższe, krótsze, ale nigdy nie na lata. Wiecie o co chodzi. Każdy z nas miał przynajmniej jeden taki moment w życiu, że portfel zaczynał mocno gryźć po dupie i zwyczajnie trzeba było się gdzieś zahaczyć. Normalka. Chyba że ktoś miał dzianych rodziców i żył do trzydziestki jak pączek w maśle z rękami nie skalanymi pracą – w takim razie sorry, lepiej kliknij ten mały czerwony „x” w prawym górnym rogu, bo raczej nie zrozumiesz.

Wracając – chodziłem do roboty bo musiałem, ale traktowałem takie prace bez żadnych szczególnych emocji. Trochę jak wizytę w KFC – wchodzę, robię swoje i wyjazd. Jutro tak samo, pojutrze też. Nieważne co i jak, byle hajs się zgadzał. Zawsze jednak tylko do finansowego odblokowania. Odkucia się. Pewnie powinienem dłużej, ale nie potrafiłem. Czułem się jakby z każdym dniem ktoś mocniej zaciskał mi pętlę na szyi. Zwyczajnie się dusiłem. Z dnia na dzień coraz bardziej. I dlatego zawsze, mimo cieszących oczy zer na koncie, dochodziłem do wniosku, że takie życie nie ma sensu.

Spotykałem jednak w tych firmach ludzi, którzy licznik stażu mieli podkręcony co najmniej do 10 lat i w głowie kreślili wizje kolejnych premiowanych wysług i awansów. Co najlepsze, przeklinali dosłownie każdą minutę spędzoną w biurze. Nienawidzili swojej roboty.

Spotykam ostatnio kumpla z takiej właśnie dawnej pracy na przystanku. Kontaktu nie utrzymywaliśmy, nie widzieliśmy się dwa, może trzy lata. Od słowa do słowa standardowo przeszliśmy do tematu pracy.

– Kurwa, daj spokój – atakuje na wstępie. Czyli zaczyna się obiecująco.

– Non stop to samo. Rano do biura, zapierdol cały dzień, jebanie się z tymi papierami i… – w tym momencie się wyłączyłem.

Najbliższe 3 minuty ciągnęły się jak guma od starych majtek. Zwyczajnie przestałem go słuchać. Może nie było to zbyt kulturalne, ale szczerze mówiąc miałem to gdzieś. Przez 3 minuty jednym uchem wpadały mi do głowy te wszystkie narzekania, bluzgania i plucie jadem na – jakby nie było – własne życie, a jak już przemieliłem całą tą papkę i wyrzuciłem drugim, zapytałem na koniec:

– Czemu nie rzucisz tej roboty w cholerę, skoro tak uwiera?

Rzucił tylko: „ale po co?”.

Pierwszy raz tak bardzo ucieszyłem się na widok autobusu. Jechałem do domu i próbowałem jakoś ogarnąć jego podejście do rzeczywistości, ale nie potrafiłem. I to jego głupie pytanie: po co?” Właśnie po to, żebyś nie myślał o swojej pracy jak o łagrach w bolszewickiej Rosji i żebyś nie czuł się w niej ciągle jak zajechany syberyjski drwal. Szkoda, że wcześniej nie zdążyłem mu tego powiedzieć.

Nie czuję się odpowiednią osobą do prawienia umoralniających kazań i wskazywania ludziom lepszej drogi w życiu. Absolutnie. Ja na swoją wymarzoną robotę musiałem czekać 6 lat, ale dziś jestem po prostu zadowolony z życia. Wstaję rano i (nie)normalnie chce mi się pracować. Napieprzam w klawiaturę, bo lubię, a nie dlatego, że mi za to płacą.

Jestem zdania, że nie da się dobrze pracować nie kochając swojej roboty. Nie da się rozwijać i poświęcać dla rzeczy, które notorycznie cię wkurzają. Żal mi trochę tego kumpla. Nie dlatego, że robi w tym cholernym biurze, bo sam sobie takie życie wybrał. Bardziej dlatego, że nie miał jaj powalczyć o marzenia – pracę, w której by się spełniał i która dawałaby mu satysfakcję. Żal mi każdego, kto budzi się rano z „kurwami” na ustach bez zapału do pracy.

Rada na dziś będzie więc bardzo prosta, wręcz banalna: róbcie w życiu tylko to, co naprawdę kochacie.

„Ale po co?”

Żeby wam po prostu wyszło.

Komentarze


Tagi: , ,



Back to Top ↑