Znęcanie się Wiśniewskim to jak śmianie się z czyjejś stulejki. Ale cóż, musimy

Opublikowano Luty 6, 2014 | przez Pato

Michal_Wisniewski_nagral_6304307

Dziwne rzeczy dzieją się ostatnio wokół Michała Wiśniewskiego. Dopiero co zmienił image i wypuścił na świat piosenkę, po której smak porannej kawy to smak wymiocin, a dziś światem zatrzęsła informacja o sprzedaży jego nowej płyty. Uwaga. Usiądźcie wygodnie w fotelach i zapnijcie pasy. Michaś sprzedał… tysiąc egzemplarzy.

Tak, wiem, to już staje się nudne. Nieludzkie. Niegodne. Śmiać się z Michała to jak śmiać się z czyjejś stulejki, znęcać się nad pięciolatkiem albo mówić niepełnosprawnemu w knajpie: „Piłeś? Nie jedź!”. Już kilka razy dostał na Wyszło. Inne media też go nie oszczędzają. Ale nie wytrzymałem – musiałem skrobnąć o tym kilka słów, bo oto dzieją się rzeczy niecodzienne.

Tysiąc…

To jak frekwencja na ROW-ie Rybnik. Jak liczba ludzi w dziesięciu autobusach na Nowym Świecie albo populacja małej wsi na Podlasiu. Nie będę teraz pisał elaboratu o słabnącej sprzedaży płyt ogólnie, o tym, że fenomenem polskiego show-biznesu jest to, że artyści mają większe zwroty niż nakład. Nie chcę mi się tego rozwijać, bo tematem nr jeden i tak jest Wiśniewski.

Facet zapowiadał mocny powrót. Zatrudnił agencje PR. Umówił się z wydawcą, który miał go promować tak, jak nikogo wcześniej. Dziś ten sam wydawca śmieje się z Michasia, pytając, dlaczego nie ma go jeszcze na liście tysiąca najbogatszych Polaków! Oj, wesoło ogląda się teraz przepychankę tych dwóch panów. Facet wydał Michasia i teraz publicznie się z niego nabija. Michaś odbija piłeczkę, twierdząc, że jeszcze wszystkim pokaże, bo niedługo wyda dwa teledyski.

– Żałość z Was płynie. Wy zlewacie tę płytę, bo to porażka, a ja uważam, że wszystko przed tą płytą co najlepsze – pisze na Facebooku, a ja się zastanawiam, dlaczego w komentarzach jeszcze nikt nie zaalarmował, by wezwać lekarza.

Pora chyba pożegnać się z Michałem raz na zawsze. Kupić wieniec. Postawić znicz.  Facet jest dziś na absolutnym dnie. Osiągnął poziom – ale nie sprzedaż! – branży disco-polo, zmienił image, chwytał się wszystkiego. Życia niestety nie oszuka. Tysiąc egzemplarzy…

Marketingowy ból dupy.

Komentarze


Tagi: , , , , ,



Back to Top ↑