Zombie ruszają na łowy. Uwaga na noworoczne wyprzedaże

Opublikowano Grudzień 29, 2013 | przez MB

zombie

To się właśnie zaczyna. Polska rusza w tany i rzuca się na promocje w galeriach handlowych.

Zimowe wyprzedaże to nasza niepisana tradycja. To nic, że Święta Bożego Narodzenia pochłonęły równowartość dwóch wypłat, to nic, że niektórzy wsparli się kredytami, to nic, że zabawa sylwestrowa wraz z kreacją to kolejny potężny wydatek. Kasa znaleźć się musi.

Choćby skały srały, jakimś cudem się znajduje. Na ubrania, na sprzęt ogrodowy, na akcesoria kuchenne, na AGD, na RTV i masę innych rzeczy. Niby takie wyprzedaże to wcale niezła inicjatywa, bo np. dysk zewnętrzny można kupić za grosze, ale bezlitośnie odsłania tendencję do nabywania produktów niepotrzebnych i niepraktycznych. Nożyce do cięcia blachy, foremki do ciastek w kształcie kucyków, jedwab do włosów w sprayu, dziesiąta para butów, piętnasty czarny t-shirt.

-W tamtym roku kupiłam sobie m.in. szminkę, lakier do paznokci i kredkę do oczu. Choć sama nie wiem, po co, bo i tak się nie maluję – przyznała się moja koleżanka, która regularnie wpada w zakupowy amok.

Jej przypadek oczywiście nie jest odosobniony. Z badań wynika, że niepotrzebne graty nabywa co czwarty Polak, a najwięcej najpewniej podczas noworocznych wyprzedaży. No bo kiedy indziej? Wyłażą i grasują tworząc piekło na Ziemi. Jeszcze jakieś ostatnie dni wolnego, jeszcze weekendy, niby już do roboty, ale nadal rozluźnienie i klimat sprzyjający szastaniu hajsem. Szaleństwo porównywalne co najmniej z otwarciem nowego supermarketu w okolicy. Walki o darmowe odtwarzacze DVD, boje o kubeczki jogurtów. Noworoczna wyprzedaż to swoistego rodzaju kumulacja, która w klientach wzbudza podobne emocje.

Sprzedawcy narzekają, że w trakcie noworocznych promocji w ludzi wstępują demony. Są nieprzyjemni, opryskliwi, nawet wulgarni. W stosunku do siebie i ekspedientów. Spojrzenia dzikie jak podczas polowania na jelenie, niczym Rambo uzbrojeni w wózki, torby i plecaki szukają najniższych cen jak najgłupszych przedmiotów. Kuchenne rękawice wyrywają sobie zębami, kiecki zdzierają prosto z człowieka, a przy kasie targują się jak Żydzi. Prawdziwa Planeta Małp.

I wszystko w ramach tradycji. A dzień święty trzeba przecież święcić, dlatego nie odpuszczamy zakupowego szaleństwa, które ogarnia cały kraj. Strzeżcie się i bez konieczności nie opuszczajcie swoich domostw. Istnieje bowiem wysokie prawdopodobieństwo spotkania stada zombie, o wiele groźniejszego niż te z „Walking Dead”.

Jedyne bezpieczne miejsca to stoiska z książkami. Tam potwory wyprzedaży się akurat nie zapędzają.

Komentarze


Tagi: , , , , , , ,



Back to Top ↑