Życie Gnidy

Opublikowano Styczeń 31, 2014 | przez Pato

laska

Gnida nie podnosi się dziś z łóżka. Nie musi. Po dziewiątej przewróci się na lewy bok. Po jedenastej zerknie na telefon i dalej nakryje się kołdrą. Gnida nie chodzi do pracy. Nie studiuje. Oczy przeciera po dwunastej. Drapie się w kroczu i pierdzi. Jej kuweta to dwa metry kwadratowe. Jej poranek to Facebook i SMS-y. Nerwowo wciska przycisk „wyślij”. Bez skutku. Gnida od trzech dni nie ma nic na karcie.

Jej dzień wygląda zawsze tak samo. Nie zmienia majtek, bo po co? Przecież i tak cały dzień spędzi w wyrze. Nie założy nowej koszulki, bo nie ma. Gnida dwie godziny spędza w łazience, ale tylko ona wie, po co. Nie kupi mydła. Nie spuści wody. Pożółkłe skarpety wypierze tylko wtedy, gdy będzie musiała wyjść z domu. Zazwyczaj w piątek.

Na razie Gnida nie wychodzi. Przegląda się w lustrze i zalewa gorący kubek. Obok stygnie herbata. Gnida nakrywa się kołdrą i włącza telewizor. Ogląda Trudne Sprawy. Bawi ją dwucyfrowe IQ bohaterów. Gnida jest wtedy taka mądra, najlepsza. Głupie seriale ogląda dla śmiechu. Przecież na co dzień obcuje z kulturą wysoką.

Gnida budzi się do życia razem z odgłosem głupawych sitcomów. Sitcom = Gnida. Gnida = sitcom. Przeżywa odcinki „Pełnej Chaty” jakby wciąż miała siedem lat. Śpiewa Hannah Montanę, chociaż śpiewać nigdy nie umiała. Na koniec włączy sobie „Pamiętniki z wakacji” i pójdzie odebrać telefon. Ściana, na której zwykle siedzi oparta, okaże się czarna.

Gnida lubi odbierać telefony, ale nie lubi pomagać. Nie pójdzie do sklepu, bo jest chora. Nie posprząta, ponieważ do życia wystarcza jej dwumetrowa kuweta. O szesnastej dzwoni do niej mama, pyta o pomoc w zrobieniu kolacji. Gnida nie pomoże. Nie chce i nie umie. Ostatni raz gotowała parówki w czajniku, gdy szwendała się po akademikach. Dziś już się nie szwenda. Leży.

Gnida najlepiej czuje się w Internecie. Tu nikt nie śmierdzi i nikt nie pokazuje twarzy. Wszystko można zatuszować i spłycić do 140-znakowego tweeta. Gnida nie lubi Twittera, bo nie potrafi pisać. Woli czytać o łosiach zlizujących sól z ulic i sprawdzić, ile kosztowały buty Beyonce. Woli przeglądać głupie filmiki i ludzi przewracających się na skórce od banana. Na koniec włączy Spotify. Z głośników popłynie Sylwia Grzeszczak.

Gnida znowu wmówi sobie, że ma talent do śpiewania. Znowu utknie w bańce mydlanej pt. „zrobię, będę”. Nie, Gnida nikim nie będzie. Nie ma planów i nie ma marzeń. Nigdy nie pracowała. Nie wie, co to wola i determinacja. Nie zna wczesnych pobudek. Życie Gnidy to życie w sitcomie. W trójkącie Facebook – Instagram – Youtube.

Gdy się ściemni (czyli zaraz po pobudce), Gnida spróbuje wyjść do ludzi. Umyje włosy, wyleje na siebie resztę perfum. Znowu będzie się uśmiechać i prosić o dwa złote. Kupi piwo. Zapali papierosa. W towarzystwie przejrzy co tam nowego na Pudelku, a gdy ktoś spyta ją o hobby, odpowie: „teatr, muzyka, kino”. Uśmiechnie się jeszcze raz.

Człapać do domu będzie dopiero w okolicach rana. Taplając się w śniegu puści z telefonu muzykę. Będzie tańczyć, bełkotać. Zaczepiać przechodniów. Gdy przekroczy próg, runie na swojej dwumetrowej kuwecie. Zaśnie. Na kolejny odcinek sitcomu zaprosi dopiero po godzinie czternastej.

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑