Życie po stwierdzeniach epickich

Opublikowano Styczeń 25, 2013 | przez Redakcja

epickie

EPICKIE – napisał kolega i zalinkował jakieś całkiem śmieszne wideo dziecka, które bełkocze po podaniu leków. MIAZGA – pisze inny o jakimś kawałku, w nazwie którego widzę czterech raperów, każdy z pierwszej ligi. Odpalam, słucham, wyłączam. Rap jak rap, średniawka, dam głowę, że słyszałem to już setki razy.

Nie kryję, spodziewałem się więcej. Kiedy widziałem, że ma być EPICKO, myślałem, że za moment obejrzę film, który zredefiniuje moje postrzeganie rozrywki, a ze zwykłych kilku minut przed komputerem wyciśnie wspomnienia, jakie zachowam na lata i które będę, w postaci linku, przekazywał w spadku dzieciom.

I co mam powiedzieć teraz, siedząc, wysłuchawszy tego kawałka, któremu dam 6 na 10 i obejrzawszy film, który sprawił, że lekko podniosłem prawy kącik ust – no ale wciąż nie była to spodziewana, półgodzinna, heroiczna walka o to, by nie spaść w pracy z krzesła i nie zacząć turlać się przy ludziach po podłodze?

Niestety, nie mam dobrych wiadomości.

W którym momencie przestaliśmy określać dobre rzeczy dobrymi, średnie – średnimi, a określenia zaczęły brać udział w wyścigu, w którym „świetne” oznacza byle gówno, które może zalinkować tylko człowiek, który przez rok dostał łącznie mniej, niż 50 like’ów?

W którym momencie określenie: „bardzo dobry” przestało przekazywać moc, jaką przekazywały przez lata? W którym momencie zaczęło im brakować siły, by zachęcić do kliku (w ten pieprzony film z dzieckiem po lekach)? Kiedy zaczęliśmy szukać synonimów, choć kiedyś potrzebowaliśmy ich dużo mniej?

Winię, oczywiście, internet. Jako człowiekowi pragnącemu być lubianym, zawsze wydaje mi się, że nie mogę po prostu podzielić się czymś ze znajomymi, muszę podkręcić to tak, by wiedzieli, że jako dystrybutor rozrywki spisuję się najlepiej i nie generuję rzeczy zwykłych.

Jesteśmy jednak zbyt leniwi – zajedziemy nawet językowe perełki. A one są jak but na hipsterze: modne tylko, gdy mało popularne.

Na Weszło pojawiły się niedawno nowe określenia. Ktoś napisał: „brutalny” i bardzo mi się to spodobało. Brutalny mógł być wpierdol w meczu, brutalny może być melanż, brutalna może być oczywiście dziewczyna i wtedy, jak rozumiem, jest brutalnie piękna.

Problem, że teraz słyszę na łączach, że coś jest „brutalnie zajebiste”, „brutalnie dobre” i „najbrutalniejsze”. Zmierzch gwiazdy.

Sam też nie jestem bez winy. W pewnym momencie podchwyciłem od kogoś: „nokaut”, „KO”. Po kilku użyciach świeżości dodało rozszerzenie: dobry kawałek, który zamiatał konkurencję, był już „technicznym nokautem” a jego konkurencja mogła „zejść z ringu”. „X rzuca ręcznik”, pisałem. ZBYT WIELE RAZY.

Straciliśmy oryginalność? Czy może… za dużo polecamy?

***

Poniższa muzyka:

sprawiła, że jestem gotów nigdy w życiu nie usłyszeć już dźwięku.

Przesada? Trochę. Ale dobrze to opisałem, prawda?

Posłuchajcie tego, Nicolas Jaar to geniusz z najwyższej ligi.

(O, znów to zrobiłem).

Popracujmy wszyscy nad słownictwem.

Komentarze


Tagi: ,



Back to Top ↑