Żywy trup, zwany największym centrum handlowym świata

Opublikowano Wrzesień 24, 2014 | przez lucky bastard

South China Mall: The Empty Temple of Consumerism

Każdy z nas zrobił kiedyś złą inwestycję. Zamówiłeś przez internet coś, czego nie potrzebowałeś, ale co wydawało się bardzo zabawne po alkoholu. Przepłaciłeś, a sprzęt okazał się niewymiarowy, niepraktyczny, zepsuty. Jeśli zdarzyło ci się to niedawno, służę pocieszeniem. Oto jedna z najgorszych inwestycji w historii świata.

Chodzi o największe centrum handlowe na naszej planecie. Great Mall of China, w którym było dość miejsca na 2350 sklepów. Do tego nowoczesne kino IMAX. Rollercoaster, po części w środku, po części na zewnątrz. Mall tak duży, że posiadał własny, wewnętrzny środek komunikacji. Jaki? Gondole! Tak jest, przez mall płynęło coś na kształt sztucznej rzeki, którą mogłeś dostać się w różne miejsca – nie wszędzie naturalnie, ale przynajmniej skrócić sobie dystans. Miał on ponad 2 kilometry długości.

Wybór środka transportu nie jest przypadkowy – poszczególne sekcje centrum zaaranżowano w stylu różnych miast świata. Mamy Paryż, Kair, San Francisco, Amsterdam i inne. W rezultacie znajdziemy tu również odpowiedź na Sfinksa czy też Łuk Triumfalny, zresztą konkretnych rozmiarów. Mall miał być symbolem rozwoju chińskiej gospodarki, pokazać, że to prawdziwy tygrys dzisiejszej ekonomii. Już w trakcie budowy trąbiono o nim nie tylko w Azji, ale i publikacje poświęcano mu w prestiżowych magazynach zachodnich, choćby New York Timesie. Zawsze w samych superlatywach.

A potem, po otwarciu w 2005, gigantyczna klapa. O wynajęcie miejsca w mallu – delikatnie mówiąc – nie zabijano się i do dziś stoi on niemal zupełnie pusty, 99% miejsca nie jest w żaden sposób zagospodarowane. Nawet trudno nazwać to centrum handlowe wymarłym, bo już w momencie otwarcia było dokładnie identycznie i nikt nie chciał tam lokować swojego biznesu. Centrum nigdy nie tętniło życiem. Great Mall of China wcale dorobił się nawet prześmiewczej nazwy, „Not So Great Mall of China”.

mall1

Czemu stało się jak się stało, skoro w promieniu kilku kilometrów mieszka 6 milionów ludzi, w promieniu kilkunastu 9, a w promieniu kilkudziesięciu 40? Jak to możliwe, że w chińskim megalopolis, zbitce potężnych miast Dongguan, Shenzen, Guangzhou, w dodatku przy blisko położonym Hong Kongu, największy mall świata poniósł klęskę i to na taką skalę?

Przeliczono się. Działano według zasady „zbuduj, a ludzie przyjdą”, nie robiąc dostatecznie wielu profesjonalnych analiz, czy ludzie istotnie potrzebują takiego megamallu i będą uważać go za wygodny i atrakcyjny. Nie pomogła też lokalizacja, którą zbagatelizowano. Uznano, że Great Mall of China będzie miejscem, do którego ludzie będą pielgrzymować, nawet, jeśli nie znajdzie się ono blisko centrum. Brak metra, szybkiej kolei, lokalizacja za daleko od centr megalopolis – to dobiło inwestycję.

Ale co ciekawe: dziś, dziewięć lat po otwarciu, w Chinach nikt nie dopuszcza myśli o porażce, co pokazuje tamtejszą mentalność. Sprawę potraktowano honorowo, Mall miał zbyt wielką prasę na świecie, by chiński rząd pozwolił projektowi upaść. Ostatnio półoficjalnie wykupił obiekt i nie ma zamiaru pozwolić mu umrzeć, choć pewnie w każdym innym miejscu świata pozwolono by na bankructwo. Wciąż pompowane są tam pieniądze, planuje się przebudowę, a także robi co tylko się da, by centrum żyło. Ten jeden procent, który faktycznie jest użytkowy, działa. To teraz  bardziej centrum rozrywki, najważniejsze są kino, rollercoaster, parę kafejek, tor gokartów. A że zaraz obok zionie pustką ogromna przestrzeń? Cóż, mogli trafić się gorsi sąsiedzi.

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑