5 letnich premier płytowych, na które czekamy

Opublikowano Lipiec 8, 2016 | przez MB

Choć lato nie uchodzi za najlepszy czas na wydawanie płyt, to jednak zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie miał to w dupie i właśnie na jeden z ciepłych miesięcy zaplanuje premierę swojego zajebistego albumu. Poniższych wydawnictw nie możemy się doczekać.

1. Biffy Clyro „Ellipsis”

Biffy

Biffy Clyro to obecnie jeden z najciekawszych rockowych zespołów na świecie, który w Polsce robi prawdziwą furorę. Odkąd wydał pamiętną płytę „Puzzle” każdy ich kolejny krążek budzi wielką ekscytację i jest jeszcze lepszy od poprzedniego. Promujący „Ellipsis” singiel „Wolves Of Winter” wydaje się potwierdzać tendencję wzrostową i dobrą formą grupy. Znając więc zamiłowanie kapeli do nagrywania od początku do końca równych albumów pozbawionych wypełniaczy i zapchajdziur, ich najnowsze wydawnictwo powinno wgnieść w ziemię wszystkich zwolenników alternatywnego grania. Jeśli faktycznie tak się stanie, będziemy katować tę płytę aż do jesieni, a dokładnie do października, ponieważ wtedy zespół zagra koncert na warszawskim Torwarze. Dzięki siódmej już pozycji w dyskografii druga połowa 2016 roku może należeć do Biffy Clyro.

2. Michael Kiwanuka „Love & Hate”

kiwanuka

Twórczość Michaela Kiwanuki nie bezpodstawnie porównywana jest z dokonaniami takich gigantów jak Otis Reding oraz Bill Whiters. Ten urodzony w 1988 roku wokalista to ogromny talent, którym na dobre zabłysnął wydając swoją debiutancką płytę „Home Again”. Wówczas nikt nie miał wątpliwości, że na scenie muzyki soulowej pojawiła się prawdziwa perła. Przed testem drugiej płyty Kiwanuka wydaje się już mocno ukształtowanym muzykiem o określonym stylu i własnej tożsamości, dlatego jesteśmy spokojni o jej wysoki poziom, szczególnie, że za brzmienie odpowiadał m.in. niezawodny Danger Mouse. Są duże szanse na to, że będziemy mieć do czynienia z ponadczasowym albumem, który połączy sznyt lat siedemdziesiątych ze współczesnym szaleństwem. Liczymy na to, że będzie pysznie.

3. Różni wykonawcy – „Beso Beach Formentera 2016”

Beso

Na szczęście są jeszcze takie muzyczne kompilacje, na które się czeka. Słuchacze czterdzieści plus mają składanki Marka Sierockiego, miłośni muzyki klubowej płyty wydawane pod szyldem Beso Beach, legendarnej imprezowni na wyspie Formentera, zaraz obok kultowej Ibizy. Lokal słynie nie tylko z kapitalnych drinków, ale także z niesamowitych imprez. Wyjątkowość ich wydawnictw polega na tym, że selekcji utworów oraz ostatecznego mixu dokonuje jeden z popularnych rezydentów klubu. W edycji na 2016 rok znalazły się utwory m.in. takich artystów jak Groove Armada, Lost Frequencies, Pablo Nouvelle, Twax i Nicolas Haelg, którzy w środowisku muzyki downtempo są wielkimi gwiazdami. Składanki Beso Beach to za każdym razem duże rarytasy nie tylko dla wkręconych imprezowiczów, którzy płyty na pewno będą słuchać w streamingu, ale także dla kolekcjonerów płyt, którzy nadal cenią sobie estetyczne i efektowne wydania.

4. Honne „Warm On A Cold Night”

Honne

Duet Honne to prawdziwa sensacja, która serca fanów podbiła singlami wpuszczanymi do Internetu. Ludzie znają go bardzo dobrze już od dwóch lat. Zespół konsekwentnie publikował kolejne utwory, a nad płytą pracował bardzo spokojnie chcą wydać produkt dopracowany w najmniejszym szczególe. Taki też powinien być  krążek „Warm On A Cold Night”. Kilka utworów z płyty, w tym tytułowy, „All In The Value”, „The Night” i „Gone Are The Days” to już spore hity znane m.in. przez bywalców modnych klubokawiarni. Muzyka grupy to sensualna muzyka elektroniczna z dobrymi melodiami i mądrymi tekstami traktującymi przede wszystkim o relacjach damsko-męskich. Można się przy niej bawić, ale zdecydowanie lepiej słuchać jej w trakcie seksu. Już nie możemy się doczekać tych wszystkich nocy spędzonych przy debiutanckiej płycie Honne. Ich wrześniowego występu podczas Soundrive Festival również.

5. Blues Pills „Lady In Gold”

blues pills

Żadna inna kapela na świecie tak świetnie nie broni honoru hard rocka jak właśnie ten zespół. W dodatku przewodzi mu seksowna i drapieżna Elin Larsson, która ma głos jak dzwon, a ciało jak fotomodelka. Największą energię grupa prezentuje oczywiście podczas koncertów (kolejny występ Blues Pills w Polsce jeszcze w sierpniu, tydzień po wydaniu „Lady In Gold”), ale w studyjnych nagraniach ich muzyka też ma w sobie ogień. Odważnie nawiązuje do psychodelicznego brzmienia lat siedemdziesiątych dwudziestego wieku. W dwudziestym pierwszym takie granie też ma rację bytu i w dalszym ciągu jest podobnie ekscytujące. Szczególnie w tak świetnym wykonaniu, jakie prawdopodobnie już niedługo usłyszymy na płycie „Lady In Gold”. Wszystkie znaki na niebie i Ziemi wskazują, że warto czekać.

Komentarze


Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,



Back to Top ↑