As wywiadu, kokainista, antykomunista – zawsze wierny… sobie

Opublikowano Wrzesień 14, 2013 | przez Gofrey

piasecki

Istnieją życiorysy, które czyta się lepiej niż najprzedniejsze książki klasyków literatury. Notki encyklopedyczne, które mają więcej zwrotów akcji niż wszystkie pozycje z TOP 20 Empiku razem wzięte. Krótkie teksty biograficzne, które chciałoby się obejrzeć na srebrnym ekranie, wysłuchać z ust ich bohatera przy ognisku lub w knajpie przy szklance czegoś mocniejszego, albo chociaż przeczytać jako pełnoprawną powieść przygodową. Najlepsze historie pisze samo życie? Banał, banał, banał. Ale jaki celny i jak często będący jedynym rozsądnym komentarzem…

Zawsze mnie to w pewien sposób bawiło. Pisarz gimnastykuje się miesiącami, dopieszcza każde zdanie, dobiera epitety, planuje fabułę, tworzy plany, kreuje mocne charaktery, buduje sieć relacji między poszczególnymi, zmyślonymi postaciami. A potem wpada jakiś pismak, który w kilku zdaniach masakruje większość epickich historii jednym króciutkim tekstem odkurzającym zapomnianego bohatera sprzed lat.

Wiele razy pytałem sam siebie – czemu nie ma jeszcze superprodukcji o Pileckim, czemu nie ma komiksów, czemu nie ma gier komputerowych, w których żołnierz byłby rzucany po frontach całej II Wojny Światowej, w międzyczasie samemu pakując się w sam środek obozowego piekła. Przecież zeszłoby na pniu, szybciej niż kolejny porucznik Collins, albo inny kapitan Sullivan przemierzający post-apokaliptyczne pustynie. Ale dzisiaj nie o Pileckim. Dzisiaj o perełce, którą przypomniał portal kresy.pl, która oryginalnie pojawiła się na polskieradio.pl, a wreszcie którą rozpromował poczciwy wykop.pl.

Kolejny z bohaterów, których losy były tak poplątane, że aż… niemożliwe. Którzy żyli tak, jakby ich CV zapisywał pieprznięty, aczkolwiek ogromnie utalentowany pisarz-kokainista. O właśnie, kokaina. Wiecie, że Sergiusz Piasecki szmuglował ją dla sowieckich oficerów Gosudarstwiennoje Politiczieskoje Uprawlenije, czyli rosyjskiej policji politycznej z okresu międzywojnia? Jakby to powiedział Paweł Zarzeczny – nie wiecie, gimbusy, bo wy w ogóle nic nie wiecie.

No dobra, ja też jeszcze dwie godziny temu bym nie skojarzył, a Piasecki kojarzył mi się z kumplem z osiedla, tym facetem od Rewińskiego z „Ale plama” i jakimś dziennikarzem, którego strasznie wszyscy obśmiewają na Twitterze. A, no i z Piaskiem, którego znał Fred. Tymczasem okazuje się, że to dość popularne nazwisko nosił as polskiego wywiadu, poczytny pisarz, antykomunista i kokainista w jednej osobie – Sergiusz. Sergiusz Piasecki. Ach, Sergiusz Piasecki, okej. Dopiero za drugim razem sobie przypomniałem to nazwisko, obiły mi się o uszy nazwy jego książek, może nawet kojarzę postać, ale kokaina? As wywiadu?

Właściwie powinienem tutaj przekopiować to, co przeczytałem na wyżej wymienionych portalach, byłoby więcej, niż ciekawie. Od czego tu zacząć? Może w kolejności od najbardziej imponujących wyczynów, chronologia jest nudna.

Najbardziej modny dziś, wczoraj, zawsze – antykomunizm. Sam tytuł publicystycznej notki na kresy.pl dobrze opisuje postać Piaseckiego. „Komunistów bił, gdzie chciał i jak chciał”. Od dziecka był skłonny do bójek i tułaczki, uciekł z domu i trafił do Moskwy (jak piszą na kresy.pl – „po wielu przygodach”), gdzie akurat komunizm był „at its best”.

Z opowieści różnych ludzi wnioskuję, że kto widział komunizm na własne oczy – nie w książce, nie we wspomnieniach z dzieciństwa, nie w telewizji, nie w Internecie – ten stawał się z miejsca antykomunistą. Piasecki pooglądał to i owo, pogadał z tym i z tamtym, ale przede wszystkim doświadczył na własnej skórze Moskwy zarządzanej przez czerwoną zarazę.

Od tej pory – nie da się tego ująć inaczej – napierdalał.

Bił kurwy i złodziei, dokładnie tak, jak zakładał inny wielki Polak. Walczył o niepodległość Białorusi, był w polskiej Dywizji Litewsko-Białoruskiej, uczestniczył w obronie Warszawy podczas wojny 1920 roku. W międzyczasie – jak to wielcy ludzie – zajmował się drobnymi przekrętami, między innymi „pożyczaniem bez deklaracji oddania” (bezduszne kresy.pl opisują to jako „związał się ze środowiskiem miejscowych złodziei”) oraz „szulerką, produkcją pornograficznych zdjęć, fałszowaniem czeków i dokumentów”. Jakoś trzeba sobie było po demobilizacji radzić.

Wróćmy na moment do początków historii, bo te akurat dokładnie opisał sam Piasecki w książce „Drogą pod ściankę” (cytat za wikicytatami):

Wprost ze szkoły, w jasnym gimnazjalnym palcie i granatowej czapce z palmami, dostałem się do więzienia. Sprawa nie była pospolita. Zrobiłem zbrojny zamach na inspektora gimnazjum i gospodarza klasy. Miałem rację, choć to nie usprawiedliwia mej reakcji. Wkrótce dokonałem fantastycznie głupiej – i dlatego się udała – ucieczki z więzienia i skoczyłem w wir awanturniczego życia i rewolucji.

Co dalej? Wreszcie patriotyczne uniesienie, czyli współpraca z II Oddziałem Sztabu Generalnego, polskim wywiadem, którego obiektem zainteresowania pozostawali bystrzy goście z dużą wiedza o Kresach, Rosji i bolszewizmie. Piasecki spełniał wszystkie warunki, więc szybko stał się jednym z najlepszych agentów. Żył mocno – tak jak złodzieje z którymi bujał się w Mińsku, gdy pisał że „imponowało mu mocne życie”. Mocno rzadko znaczy uczciwie. Na boczku – albo nie do końca na boczku – szmuglował kokainę dla wspomnianych oficerów rosyjskich, a i sam nie stronił od strzałów w nos.

Znów kresy.pl: „Niestety skromna pensja zmusiła go do zajęcia się przemytem między innymi kokainy dla sowieckich oficerów GPU. Był to również sposób na pozyskiwanie informacji. Wkrótce sam uzależnił się od narkotyku, co nie pozostało bez wpływu na jego zachowanie. Coraz częściej wywoływał burdy i awantury. Ostatecznie został wydalony ze służby.”

Zaraz „niestety”. Wierny służbista nie stałby się nigdy cenionym pisarzem, którego wspominki rozpieprzają całą scenę literacką, nawet jeśli ich autor polskiego uczył się w więzieniu. Ach, bo wypadałoby dodać – Piasecki po wszystkich przygodach z służbą w polskim wywiadzie kontynuował mocne życie m.in. napadając na kupców. W końcu trafił do paczki, gdzie raczej nie próżnował. Nauczył się polskiego (do tej pory operował różnymi gwarami, slangami oraz rosyjskim) oraz zaczął pisać. Jak już zaczął, machnął kilka dzieł, za którymi już zacząłem się rozglądać po bibliotekach. Miał o czym pisać – nawet za kratami zdarzało mu się stanąć na czele więziennego buntu, albo uczestniczyć w innej awanturze. Przelanie na papier swoich przemyśleń okazało się strzałem w dychę – literacka elita zagrzmiała – ułaskawić! Mościcki zadośćuczynił ich prośbom i faktycznie ułaskawił Piaseckiego. Było warto. Poniżej dwa fragmenty z wikicytatów, z książki „Kochanek Wielkiej Niedźwiedzicy”.

W owym okresie pracowałem jednocześnie w wywiadzie wojskowym. Przemytnicy o tym nie wiedzieli. Wywiad zaś nie wiedział, że pracuję z przemytnikami (…) Oddział II płacił bardzo mało, ja zaś utrzymywałem za granicą wiele placówek wywiadowczych. Chciałem, by moi ludzie byli dobrze opłacani. Przemycałem do Rosji kokainę, a stamtąd futra.(…) Nie zabezpieczyłem siebie, nie kupiłem nawet kamienicy, choć mogłem kupić ulicę. A później głodowałem w więzieniu.

***

Żyliśmy jak królowie. Wódkę piliśmy szklankami. Kochały nas ładne dziewczyny. Chodziliśmy po złotym dnie. Płaciliśmy złotem, srebrem i dolarami. Płaciliśmy za wszystko: za wódkę i za muzykę. Za miłość płaciliśmy miłością, nienawiścią za nienawiść.

Potem znowu wojna, w której stał się wykonawcą wyroków Polski Podziemnej. Z zastrzeżeniem – „ja niczego nie przysięgam i nie ślubuję”. Jak przez całe życie – wierny każdemu, Ojczyźnie, przełożonym, ideałom – ale najbardziej wierny sobie.

Wykradł raport na temat zbrodni katyńskiej, uratował życie Mackiewiczowi odmawiając wykonania wyroku śmierci, odstrzelił redaktora gadzinówki – zasadniczo dawał radę. Gorzej było po wojnie, gdy do władzy doszli potomkowie tych, których znienawidził w Moskwie, tuż po ucieczce z rodzinnego domu.

Mówił jak jest, co w tamtych czasach było wydaniem na siebie wyroku. Ukrywał się przed UB, a potem… Tym razem oddajmy głos wikipedii. To zawsze podniecające, gdy pomimo encyklopedycznego stylu historia trzyma w napięciu:

W 1946 wraz ze złożoną z polskich żołnierzy w ubraniach cywilnych obsadą konwoju UNRRA wyjechał przez Cieszyn do Włoch, gdzie utrzymywał się z prac fizycznych.

Do końca życia pisał, żyjąc już nie mocno, ale skromnie. Krytykował komunizm, na wszelkie sposoby, krytykował tych, którzy uwierzyli komunistom, oberwał od niego także Miłosz. Krytykował rządy, które układały się z komunistami. Pozostał wierny, zawsze wierny. Semper Fidelis, jak na patetycznych plakatach, na których on pewnie dopisałby żartobliwie: Swemper Fidelis… sobie.

Komentarze


Tagi: , , , , , ,



Back to Top ↑