Blaski i cienie życia kierowcy tira

Opublikowano Lipiec 11, 2014 | przez MB

tir2

Zawód kierowcy tira w Stanach Zjednoczonych kojarzy się z wolnością, czasem na rozmyślanie, kultową czapką z daszkiem, dalekimi podróżami i dobrą płacą. W Polsce z kolei z wąsem, przepoconym podkoszulkiem, przerwami na flaki wołowe, dziurami w drogach i marnym groszem. Tak się składa, że oba te obrazy są właściwe.

Kierowca tira to zawód na pewno szczególny. Odpowiedzialny, w pewnych kręgach nawet prestiżowy. Jednak, czy dobrze płatny? Sami oceńcie. W Polsce zarabia na rękę od 3 do 5 tysięcy. Szału nie ma, ale myślimy, że pielęgniarki chętnie by się zamieniły. Zwłaszcza, że oprócz pieniędzy kierowca ciężarówki otrzymuje wiele możliwości.

Podróże. To zawód nierozerwalnie z nimi związany. Właściwie za to kierowcy się płaci, by przemieszczał się z kraju do kraju. Taka fucha uchyla wiele drzwi. Tirowiec (to wcale nie męski odpowiednik tirówki) poznaje, chłonie i doświadcza. Liźnie języka, zapozna się z obcą kulturą, zobaczy świat. W końcu to pracownik sam reguluje godziny pracy. Jest sobie sterem i okrętem, całkowicie swobodny i wolny jak ptak. Oczywiście pomijając normę, w której musi się zmieścić. W Polsce to maksimum dziewięć godzin ciągłej jazdy.

Ale i ta nie jest męczarnią, kiedy umysł ma się otwarty. Kierowca obdarzony przez naturę właśnie takim typem umysłu wykorzysta ten czas na rozmyślanie. Nad życiem, nad  poniesionymi porażkami, nad lekcjami, które może z nich wyciągnąć. Zacznie pracować nad wnętrzem, przemyśli wady, doceni zalety, poczyni ważne postanowienia. Nic tak nie buduje człowieka jak czas spędzony z samym sobą. Szczególnie ten opłacony.

trucker

Wyjazd w trasę jest jak ucieczka. Najogólniej mówiąc, od wszystkiego. Od niezapłaconych rachunków, od teściowej, od marudnych dzieci, od sprzątania, wyrzucania śmieci, polityki, afer podsłuchowych i kiepskiej muzyki pop. Trochę jak w filmie „Wszystko za życie”, tylko nie trzeba walczyć z niedźwiedziem. Choć przygód nie da się uniknąć, co stanowi kolejną wartość dodaną.

Oceniając z typowo męskiego punktu widzenia, życie w trasie to także sposobność do rozwinięcia życia seksualnego i odbywania licznych przypadkowych stosunków. Niekoniecznie ze wspomnianymi wyżej tirówkami. Wyobrażacie sobie, ile razy przystojny kierowca tira może w ciągu roku zaruchać? Motele, hostele, pokoje do wynajęcia, stancje, pola namiotowe. Szeroki wachlarz możliwości otwiera sama ciężarówka, np. kiedy kierowca zabiera uroczą damulkę na stopa. Miejsca jest w brud, fura wypasiona, laska raz i drugi naciśnie w klakson, zagwiżdże gwizdkiem i już, jest urobiona.

tirowa

Jak wszystko w życiu, tak i zawód kierowcy tira ma drugą stronę medalu.

W trasie może i odpoczywa się od trudów życia codziennego, ale na dłuższą metę rozłąka z rodziną jest nie do zniesienia. Poważnie wpływa na relacje międzyludzkie. Praca nie pozwala być na miejscu w razie nagłych wypadków, utrudnia zaplanowanie wspólnie spędzonego czasu, świąt, wakacji. W dużej mierze odpowiedzialność spada na partnera.

Według nas to zawód typowo dla singli. Dla ludzi bez zobowiązań, bez zahamowań i domowych obowiązków. „Na zleceniu” czeka wiele pokus, którym ciężko się oprzeć, więc lepiej nie kusić losu i w przypadku stabilnego życia rodzinnego zdecydować się na inną karierę.

Jednak małżeństwo to nie wszystko, co łatwo może się kierowcy ciężarówki sypnąć. Bardzo łatwo podupaść na zdrowiu i zaniedbać sylwetkę. Stołowanie się w przydrożnych barach, podjadanie w fast foodach i kebabach to niebezpieczna droga na intensywną terapię. Niezdrowy styl żywienia zestawiony z siedzącym trybem pracy to już pewna śmierć przed czterdziestką.

trucker2

A przecież uwzględnić należy jeszcze tyranie pod presją czasu i stres z tym związany.

Tirowiec skazany jest wyłącznie na siebie. Co prawda jest w stałym kontakcie z bazą, ale w kryzysowych sytuacjach ten kontakt jest gówno wart. Trzeba mięć więc głowę na karku i stalowe nerwy. Niekorzystne warunki pogodowe, karambol na autostradzie, poważna awaria pojazdu, zepsuty system łączności i zupełne odcięcie od świata.

Zapraszamy do lektury „Następnego do raju” Marka Hłaski.

Doskwierająca tygodniami samotność, monotonne obrazy za oknem, oczy twardo wpatrzone w jeden punkt przed siebie, kotłujące się myśli, tęsknota i brak możliwości powrotu. Nic dziwnego, że wśród kierowców odnotowuje się wiele przypadków depresji. Po kilku zleceniach mogą stać się antyspołeczni i wyobcowani.

W dodatku początkujący tirowiec musi liczyć się z mniejszym wynagrodzeniem.

Komentarze


Tagi: , , , , , , , ,



Back to Top ↑