Ciężkie jest życie faceta, który nie znosi wyprzedaży…

Opublikowano Grudzień 27, 2015 | przez ZP

B0KARB-bored-shopp_2609644b

Wyprzedaż. Magiczne słowo, które podnieca w tym kraju wszystkie laski, zadbanych heteryków oraz każdego homoseksualistę. Są jednak w Polsce ludzie, których wizja zakupów po korzystnych cenach nie przyprawia o odczucie bliskie orgazmu. Więcej: oni NIENAWIDZĄ tych wypraw do centrów handlowych bardziej niż teściowych.

Klasyczny Kowalski jest już wkurwiony, kiedy żona obwieszcza, że ruszają do Arkadii albo innego Galmoka. Wiadomo, wyjście na wieczorną wyprzedaż oznacza dwa wypite browary mniej. I jeden przepuszczony mecz/odcinek serialu. Już samo to wprowadza naszego bohatera w minorowy nastrój. Na pewno nie poprawia go fakt, że przez kilkanaście minut nie jest w stanie znaleźć miejsca parkingowego dla swojego mustanga. W tym czasie, ma się rozumieć, szanowna małżonka buszuje już po sklepach, po cóż miałaby czekać aż Kowalski zaparkuje? Tu liczy się każda sekunda, przecież jakaś wredna baba może jej sprzątnąć sprzed nosa wyśniony ciuch!

Kiedy Kowalski znajdzie już miejsce dla auta, niechętnym krokiem rusza na piętro. Gdy po dwudziestu minutach intensywnego obchodu po galerii – połowicy naturalnie rozładował się telefon, ewentualnie go nie słyszy – trafia wreszcie na swoją kobietę, stanowczo mówi jej „nie wchodzę z tobą do środka, poczekam”. No więc czeka. Dziesięć minut, pół godziny, godzinkę. Kowalski jest tym staniem w bezruchu tak zmęczony, że nie zwraca nawet uwagi na atrakcyjne młode dziewczęta, chadzające z gracją po obiekcie. Nie ma też ochoty rozmawiać ze współtowarzyszami niedoli, ci goście kojarzą mu się z looserami. Kowalski, naturalnie, nie zamierza też sprawdzić w komórce w necie wyniku meczu – jest tak poirytowany, że go nie widział, iż stara się o nim nie myśleć. O czym za to myśli to samobójstwo. Wychyla się dyskretnie przez szklaną balustradę na trzecim piętrze i zastanawia się: skoczyć, czy nie? Ostatecznie postanawia jednak żyć dalej, chce doczekać końca sezonu, by sprawdzić, czy jego ulubiona drużyna znowu wszystko spierdoli i nie dostanie się na podium, czy też może jednak w końcu sięgnie po medale.

Chwila sportowej refleksji kończy się w momencie, w którym żona zrobiła już wszystkie potrzebne zakupy. Żeby było jasne: Kowalski nie poznaje jej po twarzy czy sposobie chodzenia. Nie, on wie, że to jego kobieta tylko dzięki temu, iż kojarzy jej głos. Twarzy i całej reszty nie widać, wszystko zasłaniają torebki z luksusowych sklepów, w których wybranka serca nabyła wszystkie niezbędne jej do życia produkty. Kowalski nie chce nawet  myśleć, ile na nie wydała. Wie, że za dużo. Zdaje sobie sprawę, że z wymarzonego zimowego wyjazdu na Tenerifę nici, bo stara popłynęła. Jest zły, oglądanie zgrabnych tyłeczków w bikini zimą to jego pasja. Tym razem muszę się bez nich obejść, myśli, wyjeżdżając z parkingu. Za szybko. Zbyt frywolnie, co oczywiście kończy się spektakularnym dzwonem. Kowalski zderzył się z Lewandowskim, który tymczasem uśmiecha się od ucha do ucha. Idiota? Nie, szczęściarz: stłuczka pozwoli mu uniknąć chodzenia z żoną po tej cholernej galerii…

Komentarze


Tagi: , , , , ,



Back to Top ↑