Dupy nie urwało, ale „Dzień Bastylii” to solidne kino akcji

Opublikowano Czerwiec 7, 2016 | przez Gofrey

2000x1333_o7qup3

Największa zagwozdka twórców filmów sensacyjnych w dzisiejszych czasach: jak umieścić wszystkie obowiązkowe dla tego gatunku schematy w taki sposób, by całość wciąż pozostała świeża? Jak rozwiązać kwestię dwieście piętnastego pościgu po dachach paryskich kamienic, by uniknąć wtórności? Autorzy „Dnia Bastylii” przebiegli po tych kominach z wyjątkową gracją.

Mięśniak, agent CIA, bezkompromisowy, działający zawsze jedynie według własnych zasad i własnego kodeksu. Kolejna mutacja bohaterów granych przez Stevena Seagala chociażby. Cwaniaczek. Drobny kieszonkowiec, pozornie wycofany, ale z nadludzko szybkim refleksem i ripostą. No i wreszcie ona, idealistka, naiwna do przesady, ale dzięki swej naiwności bohaterska i waleczna. Przyznajcie, nie jest to zespół złożony z postaci, które odmienią światowe kino i będą stanowić wzór dla twórców na całe dekady.

Sęk w tym, że złożony z nieszczególnie oryginalnych postaci zespół mierzy się z wyjątkowo oryginalnymi problemami. W dodatku mierzy się tak dynamicznie, że kolejne problemy i problemiki goszczą na ekranie kilkanaście czy kilkadziesiąt sekund. Czego tu nie ma? Arabski terroryzm, który koniec końców jest nie do końca arabski, francuscy nacjonaliści i anarchiści, obie grupy ślepe i głuche na manipulacje grubszych misiów. Korupcja, machlojki, paryscy paserzy, gra wywiadów USA i Francji, przez osiem sekund (liczyliśmy!) nawet problem niskich rent dla poszkodowanych w akcji policjantów. Efekt jest taki, że żaden z tematów nie wysuwa się na temat główny filmu, ale każdy z nich przykłada swoją cegiełkę do ogólnej przyjemności z oglądania tegoż.

Z pewnością znacie takie filmy, akcja rozwija się 85 minut, a potem w pięć minut strzelba wisząca na ścianie nagle eksploduje, 3/4 bohaterów ginie, a ten dobry okazuje się zdrajcą. „Dzień Bastylii” próbuje to ostatnie pięć minut rozciągnąć na cały film. Pod tym względem jest trochę podobne do gier komputerowych – kilka zdań wprowadzenia, jeden gest, dwa polecenia i ruszamy z misją. Bufonowaty szef schodzi ze sceny, zastępuje go polityk, polityk jeszcze spaceruje po parkingu, a już wkraczają na niego manifestujący przeciw brutalności policji fanatycy w kominiarkach.

Pewnie ktoś będzie narzekał: przesyt jest taki, że ani wątek manipulowania masami poprzez internetowe hashtagi, ani wątek oszołomów, z których każdy zagraża bezpieczeństwu obecnej Francji, ani – w sumie – żaden inny nie jest do końca wykorzystany. Naszym zdaniem jednak: to duży plus. Dzięki tej żonglerce film nie jest ani prostą antyislamską historyjką, ani antynazistowskim banałem o tragicznych skutkach przebudzenia nacjonalistów europejskich. Nie ma tu do szpiku kości dobrych i do szpiku kości złych, bo okazuje się, że wszyscy są zarządzani nawet nie z tylnego siedzenia, ale z ciemnej klitki gdzieś na piętrowym parkingu.

Zwroty akcji? Jeden, ale dość poważny. Gra aktorska? Poza tym, że Idris Elba momentami zbyt mocno przypomina Dwayne’a „The Rock” Johnsona – bez zarzutu. Szczególnie przekonujący jest Richard Madden, który w bardzo uroczy sposób portretuje niedoszłego intelektualistę zarabiającego okradaniem turystów na ulicach Paryża. Dość porządnie zrobiono też dialogi – jak zwykle balansując między patosem i chwałą (opcjonalnie: Francji albo USA) a cyniczną ironią. Kapitalne są momenty, gdy agent specjalny opowiada o swojej przeszłości po to, by wzbudzić zaufanie partnera oraz chichot wszystkich bohaterów, gdy naiwna idealistka opowiada o tym, że „Jean był inny” i „naprawdę ją kochał”. Nie jest to debiutujące niedawno „Nice guys”, ale puszczanie oka spuszcza trochę powietrza, gdy ratowanie losów państwa staje się nieco zbyt pompatyczne.

Czy za tydzień będziemy pamiętać o tym, że oglądaliśmy „Dzień Bastylii”? Nie. Czy jutro poruszymy w dyskusji ze znajomymi wątek inwigilacji liźnięty przez autorów filmu? Nie. Ale czy uważamy dwie godziny spędzone w kinie za stracone? W żadnym wypadku. Jak sesja paintballa – zostanie ci z tego co najwyżej kilka siniaków, ale zabawa była w porządku.

I nawet strzałów chyba padło więcej.

Komentarze

Liczba wątków
Wykorzystanie poszczególnych wątków
Szybkość (filmu i kieszonkowca)
Fabuła

Podsumowanie: Z pewnością znacie takie filmy, akcja rozwija się 85 minut, a potem w pięć minut strzelba wisząca na ścianie nagle eksploduje, 3/4 bohaterów ginie, a ten dobry okazuje się zdrajcą. "Dzień Bastylii" próbuje to ostatnie pięć minut rozciągnąć na cały film.

3.8


Ocena użytkowników: 0 (0 głosów)

Tagi: , , ,



Back to Top ↑