Człowiek, który podbił świat w tygodniu, kiedy ty się opierdalałeś: Axl Rose

Opublikowano Kwiecień 24, 2016 | przez MB

Axl3

Ciepło ci, wygodnie? Jesteś najedzony, wypoczęty, browar z kumplami zaliczony? Po pracy mała drzemka, osiem godzin w tyrce a potem laba? Ludzie, których opisujemy w tym cyklu, przekraczają granice własnych możliwości, pobijają rekordy i zostają sławni dzięki ciężkiej pracy, hartowi ducha i wyrzeczeniom. A ty co? Opierdalasz się. Głupio ci teraz?

W minionym tygodniu nie było chyba osoby, która wzbudziłaby więcej ekscytacji niż Axl Rose. Przynajmniej w świecie muzyki. Mimo że z niebytu wrócił już jakiś czas temu, to dopiero teraz tak naprawdę cały świat wie, że wokalista Guns’n’Roses nadal bardzo poważnie traktuje swoją muzyczną karierę.

Wieść o tym, że podczas tegorocznego festiwalu Coachella na scenie ponownie ujrzymy skłócony przed laty oryginalny skład Gunsów gruchnęła już jakiś czas temu, ale chyba nikt nie brał jej do końca na serio. Jeszcze bardziej absurdalnie brzmiały pogłoski, że Rose ma zastąpić w AC/DC samego Briana Johnsona. Wiadomo przecież, że Axl ani nie wygląda, ani nie śpiewa już tak samo jak kiedyś. Że mocno się roztył, że zamiast śpiewać charczy, że bardziej niż siebie samego przypomina swoją karykaturę. Słowa hejtu wylane na niego przez ostatnie kilka miesięcy można cytować godzinami, słowa niedowierzania jeszcze dłużej.

Tymczasem krytykowany na każdym kroku Axl Rose zebrał się w sobie, napiął każdy mięsień i każdą żyłę, i zrealizował wszystko to, co sobie zaplanował. Choć na wpuszczonych do sieci filmach widać, że nie przyszło mu to z łatwością młodego i krnąbrnego dzikusa, którym był u progu swojej wielkiej kariery. Na chwilę przed planowanym występem na Coachelli złamał nogę. Koncert jednak się odbył a siedzący na krześle Axl w gipsie i w usztywniaczu i tak porwał tłumy. Powiedzenie „jak za dawnych” byłoby trochę na wyrost, ale za to „był to powrót wyczekiwany” już nie. Słuchacze Guns’n’Roses, dziennikarze oraz całe rockowe środowisko naprawdę chcieli by Axl i Slash w końcu się pojednali. Gdy już to zrobili, prawdziwi fani dali wyraz swojej ogromnej radości. Wątpliwa forma fizyczna, wyraźna nadwaga i raczej mało efektowna estetyka Axla nie miały w tamtym momencie żadnego znaczenia. Liczył się kontekst historyczny.

Tak samo jak w przypadku dołączenia Axla do AC/DC.  Umówmy się, w tej chwili nie ma na świecie lepszego niż Rose kandydata na wokalistę tej kapeli. Ok, zespół mógł wybrać kogoś innego, ale o silniejszym głosie, mógł postawić na kompletnego leszcza z cover bandu albo z talent show, ale czy ten ktoś dorównałby legendzie AC/DC? Czy podołałby wyzwaniu? Czy przyciągnąłby tłumy na stadiony? Czy byłby tak znakomitym ruchem marketingowym? Szczerze wątpimy. Mimo braku najwyższej jakości Axl Rose w świecie rocka i nie tylko to nadal wielka marka, która jeszcze przez chwilę przed ostatecznym zakończeniem kariery butnego rockmana, może i powinna znów budzić respekt.

To prawda, że po umiejętnościach wokalnych i elektryzującej prezencji został już tylko cień, ale w tym gościu nadal widać wielką pasję, widać zaangażowanie i spore chęci. Tym, co ze sobą zrobił przez lata, oczywiście mocno zszargał sobie opinię, ale jest na najlepszej drodze by ją odbudować i zejść ze sceny w glorii i chwale, na własnych warunkach.

Komentarze


Tagi: , , , , , , , , , , , , , ,



Back to Top ↑