Człowieku, nie olewaj głodnych bliźnich…

Opublikowano Sierpień 15, 2014 | przez Dżordż

70af12c5-1189-4e0f-81ca-a5357b35a0c1

To był piękny poranek na Placu Zbawiciela. Sierpniowe słońce przyjemnie kąsało po twarzy, gorąca kawa łechtała gardło, a smaczny papieros – płuca.

Koleżanka, z którą umówiłem się na spotkanie, miała kwadrans spóźnienia, ale wobec powyższych drobnych przyjemności w ogóle mi to nie przeszkadzało. Delektowałem się nimi do chwili, w której wpadłem na banalny pomysł: pójdę do sklepu po świeży egzemplarz „Przeglądu Sportowego”. Właśnie tak – do sklepu, a nie kiosku, z prostej przyczyny: na placyku jest miejsce na tęczę i fantazyjne knajpki z mikrośniadaniami, niestety nie ma budki z gazetami.

No więc idę leniwie do nieco schowanego na tyłach Placu Zbawiciela Top Marketu, pod którym dostrzegam dwóch obwiesiów. 30-40 lat, twarze zaorane alkoholem, ubrania zdecydowanie dalekie od strojów obowiązujących na balach, ich zapach też raczej nie przywodził na myśl Sephory. Jestem przekonany, że chcą wydębić kilka złotych na poranne kacpiwko, dlatego patrzę na nich z niesmakiem. Nie słyszę co mówią, jestem jeszcze zbyt daleko, widzę natomiast, że mieszkańcy Warszawy jeden po drugim ich zlewają. Nie stają, nie rozmawiają, traktują gości jak powietrze. I ja mam taki zamiar, gdy dochodzę do bram sklepu, słyszę jednak słowa, które wszystko zmieniają:

– Chłopie, jesteśmy głodni. Kupiłbyś ze dwie bułki? Naprawdę chcę nam się jeść.

Posyłam im uprzejmie skinienie głowy, wchodzę do Top Marketu, biorę gazetkę, produkty śniadaniowe dla siebie, pare kajzerek i dwa jogurty dla nich. Chwilę potem daję im żarcie i wysłuchuję pochwalnych słów o tym jak równy ze mnie gościu. Nie sprawiają mi one przyjemności, jestem zły. Dobry humor sprzed kilku minut prysnął, bo zdałem sobie sprawę, że kilkadziesiąt osób przede mną nie zareagowało na prośby tych facetów.

OK, nie wyglądali zbyt świeżo. Jasne, nocą zamiast na wódę mogli wydać kasę na jedzenie. Bez dwóch zdań – były to klasyczne żule, żyjące z dnia na dzień. Wszystko się zgadza, ale – do jasnej cholery – oni nie prosili o browara czy kasę, którą wydaliby na jakąś ćwiartkę wódki, nie, ci ludzie chcieli po prostu zapchać puste żołądki.

I co? I mijający ich bliźni mieli to w dupie. 1 sierpnia mieszkańcy stolicy hurtowo oddawali hołd bohaterom Powstania, cztery dni później przechodzili obojętnie obok głodnych. Pierwszego sierpnia ich serca wypełnione były patriotycznymi treściami, czwartego – nie było w nich choć grama empatii.

Jest mi cholernie przykro, że mieszkańcy mojego miasta bywają tak okrutni. Rozumiem, że nie każdy warszawiak musi wysyłać paczki biednym dzieciom w Afryce, ale jeśli już ubóstwo zagląda ci, człowieku – dosłownie – w oczy, nie udawaj, że go nie widzisz. Nie ignoruj go z taką łatwością, z jaką olewasz prośby o dwa złote na alkohol. Odmówić pijakowi wódki to jednak co innego niż pozbawić go możliwości jedzenia…

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑