Dobry zwyczaj, pożyczaj (na wieczne nieoddanie)!

Opublikowano Październik 21, 2013 | przez ZP

molksiazkowy

Rozumiem ludzi, którzy nie chcą pożyczać innym pieniędzy. Nawet niewielkich sum. Takie czasy, że każda złotówka jest cenna. Czego jednak nie rozumiem, to tzw. książkowych chomików. Ludzi, którzy nie podzielą się z innymi ani jedną pozycją, chociaż mają wokół siebie tyle różnych powieści/reportażów/wywiadów/biografii, że istnieje realna szansa, iż jedna z półek pod ich naciskiem pęknie, a następnie zabije właściciela mieszkania.


Jestem marzeniem każdego uczestnika imprezy urodzinowej. Wiadomo, że jak idzie się do mnie na zabawę, wystarczy kupić książkę albo przeciętnej jakości wino i już, gospodarz będzie rozradowany. Naprawdę, nie potrzeba mi do szczęścia zestawu drogich noży, ekskluzywnej wody kolońskiej czy nowych, wypasionych słuchawek do muzyki. Nie, starczy jedna książka, by było pięknie.

Tak samo chętnie jak przyjmuje literaturę, obojętnie czy klasykę, czy nowości, tak samo entuzjastycznie… się jej pozbywam. Wyznaje zasadę, że na świecie jest zbyt wiele świetnych książek, by tracić czas na przeczytanie jednej kilka razy. Owszem, zdarzają się wyjątki, dzieła absolutnie wybitne, do których warto co jakiś czas wracać, ale generalnie jest to odesetek procenta. Całą resztę fajnie jest zaliczyć i zapomnieć. A skoro tak – po cóż trzymać te stosy papieru w domu?

O ile nie zamierzamy zamienić go w antykwariat, o ile nie chcemy wypaść na intelektualistkę przed dziewczyną, która wpada do nas po raz pierwszy, nie ma to żadnego sensu. Dlatego zamiast magazynować nowe nabytki/podarki, warto po prostu… je oddawać. Robię tak od lat, ostatnio policzyłem, że w minionej dekadzie pożyczyłem – na wieczne nieoddanie – koło stu pozycji.

W życiu nie przyszło mi do głowy, żeby się o nie upominać. Nie, to nie ma sensu, niech służą nowym właścicielom jak najlepiej. Przeważnie są to moi przyjaciele albo przynajmniej nieźli znajomi, a więc ludzie bliscy, na których rozwoju intelektualnym mi zależy. Wobec tego cieszę się, że mogę się do niego przyczynić poprzez… zajumanie mi książki w trakcie spotkania przy winku w moim mieszkaniu. Bo trzeba Wam wiedzieć, że właśnie tak najczęściej tracę swoje zbiory – ktoś wpada na miły wieczór, rozmawia, a po jakimś czasie odchodzi od stołu, by rozprostować nogi. Wtedy zazwyczaj trafia do wyeksponowanej w salonie, nie za dużej, ale jednak widocznej, szafki z książkami.

– O, tego jeszcze nie czytałem, mogę? – gdybym dostawał dolara za każdym razem kiedy usłyszałem to zdanie, byłbym milionerem.

– Jasne, bierz.

– Dzięki, oddam niebawem!

Ta, akurat. Nie oddasz. I dobrze!

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑