Dlaczego nie domyślam się tego, o czym myślą kobiety (i nigdy nie będę)

Opublikowano Marzec 27, 2013 | przez Redakcja

facepalm

Gdybym za każdym razem, kiedy słyszałem w życiu od kobiety: „Domyśl się”, miał robionego loda, prawdopodobnie byłbym najbardziej znudzonym i zblazowanym facetem na świecie.

A słyszałem to tysiące razy. Od kobiet moich, nie moich i tych, z którymi być nie chciałem, ale i tak nie spełniałem postawionych mimo wszystko oczekiwań.

Tyle tylko, że ja mam ogromny problem z domyślaniem się i uważam tę instytucję za zbędną. Zakładam bowiem, że jeśli coś jest do powiedzenia, to należy to mówić (a w najgorszym razie: pisać), zamiast zostawiać w mojej gestii podjęcie decyzji na podstawie tak małej ilości podpowiedzi lub przesłanek, jak umie przekazać tylko kobieta.

Kilka przykładów.

Kupiłem kiedyś jednej dziewczynie odtwarzacz DVD, bo prosiła, nie podając żadnych szczegółów. Okazał się beznadziejny, bo nie pasował do stolika, na którym miał stać. Oczywiście o tym, że ma pasować do jakiegoś stolika, nie usłyszałem. Podobno miałem się tego domyślić.

Innym razem czuję, że Pani X zaczyna się dąsać. W większości wypadków nie lubię na to reagować, ale tym razem luzuję swoją politykę zagraniczną i pytam, o co chodzi. W odpowiedzi słyszę, że mam się domyślić o co, więc nie robię nic i wracam na fotel, z którego prowadzę od rana istotne działania taktyczne na Playstation.

Jeszcze kiedy indziej słysząc, że mogę sam podjąć decyzję o pojechaniu bądź nie pojechaniu do przyszłej teściowej, wybieram bramkę numer 2 i ogłaszam, że wolę zostać w domu. Kiedy zbiera się na burzę, mówię uczciwie, że przecież miałem podjąć decyzję!

Seks to już w ogóle kopalnia tematów. „Mogłeś się domyślić, że lubię/nie lubię tego, gdy to robisz/nie robisz w tym miejscu w ten/tamten sposób”. Aha, dzięki za ułatwienie mi łóżkowej sytuacji! Okej, teraz, dzięki Twoim precyzyjnym sygnałom, mam do sprawdzenia jedynie milion kombinacji ruchów dłoni, ust, języka, palców, fiuta i Bóg wie czego jeszcze na twoim ciele, składającym się z tysiąca punktów, z których nie podana do wiadomości ilość jest strzałem w jedynkę/dwójkę/trójkę/(…)/dziesiątkę!

„Odkryłeś właśnie mój ulubiony punkt” – usłyszę wreszcie, po losowo określonym czasie prób i błędów. DZIEWCZYNO, SKORO JEST ULUBIONY, NIE MOGŁAŚ TEGO POWIEDZIEĆ ROK TEMU?

Gdyby to całe domyślanie się nie było tak przereklamowane, kobiety domyśliłyby się wreszcie, że szansa, że mężczyźni zaczną się domyślać, jest równa zeru.

Poważnie – jak trudne to jest dla kobiet, żeby rozmawiać o tym, czego od nas chcą? Przecież my nie mamy problemów z reagowaniem na prośby, czy ze spełnianiem życzeń. To robimy (większość z nas) z przyjemnością, cenimy klarowne komunikaty, chcemy być rycerscy, wiemy też, że za dobre uczynki często jest nagroda. Nie ma tu więc złej woli. Problem pojawia się wtedy, gdy oczekuje się od nas bycie Nostradamusem, a gra przypomina rosyjską ruletkę.

Wielu kolesi, przeciągniętych pod kilem oskarżeń o brak domysłu, łamie się i traci jaja. Latają za tymi dupami, sto razy przynoszą nową filiżankę herbaty, wymieniają w sklepach prezenty, dają się opieprzać i wodzić za nos. Myślą, że zrobili coś złego i zakładają, że intencje ich fruzi są czyste, jak łza. Po jakimś czasie sami zaczynają wierzyć w to, że w pewnym momencie „zrozumieją i poznają swoją kobietę na tyle, żeby już się zawsze domyślać”. Bzdura! Kiedy na to patrzę, mam ochotę ich kastrować, ale najpierw – zwymiotować, tak mi źle od patrzenia na te ofermy. Biedne, wychowane do podawania kapci kundelki, skaczące dokoła zimnych, wyrachowanych szantażystek pławiących się w rozkoszy widząc swoich chłopców na kolanach. Te laski mają to we krwi. To profesjonalistki. Kiedy widzą słabość, pociągają za cyngiel. A ich faceci sami przed ten celownik wchodzą.

Nie toleruję tych wszystkich gierek w domyślanie się (i nie domyślanie) także dlatego, że kiedy ja czegoś chcę, to o tym mówię. Kiedy chcę, żeby kobieta założyła czerwoną sukienkę, mówię, że chciałbym, żeby założyła czerwoną sukienkę. Nie będę jej prosił, żeby „się domyśliła”, którą kieckę ma wyciągnąć z szafy, bo jak znam życie (a znam), to albo skończy się na tej, której akurat nie znoszę, albo na kręceniu sceny o tym, że potrzeba nowej.

Działam więc w życiu tak, aby w sytuacjach, na których mi zależy, nie pozostawiać ani trochę miejsca na niedomówienie lub, co gorsza, na losowość. Ubezpieczam się tak, bo wiem, że mój mózg nie jest kompatybilny z mózgiem kobiet. Mamy inne cele, często inne pragnienia, a prawie zawsze inny stosunek do szybkiego seksu bez gry wstępnej i oglądania Premiership 7 godzin z rzędu w weekend. Nie widzę więc nawet sensu zdawania się na opinię lub decyzję osoby, o której wiem, że ma zupełnie inne zamiary.

Dlaczego więc kobiety, wiedząc o wszystkich różnicach, jakie nas z nimi dzielą, wciąż próbują nas edukować lub poddawać próbom? Po co robią to, jeśli doświadczenie uczy je w wielu wypadkach, że poniosą bolesną porażkę?

To proste: bo lubią potem sobie powiedzieć coś o tym, że jesteśmy beznadziejni! Bo, z powodów, których nie rozumiem, lubią postawić przed nami wymagania, o których wiedzą, że nie spełnimy. Bo po prostu od czasu do czasu muszą być górą, choćby w tak dętej sprawie, jak nie domyślenie się czegoś, o czym nawet nie mówią.

„Mój Marek/Jurek/Marcin/Paweł jest beznadziejny, nigdy się nie domyśla, że mogę być smutna, gdy nie chcę tego okazywać” – stawiam 100 PLN, ze taką wypowiedź słyszy każdy babski wieczór po odkorkowaniu drugiego wina. Właśnie, wino!

„Kotku, kupisz wino”?

„A jakie chcesz”?

„Wybierz, proszę”.

<po godzinie>

„Nie lubię czerwonego. Lubię różowe”.

„Ale mówiłaś, że mam wybrać”…

„Mogłeś się domyślić, że tego nie lubię”!

KLASYK.

I teraz dochodzimy do ważnego punktu. Dlaczego nie będę się wciąż domyślał tego, na co mają ochotę kobiety? Po pierwsze, bo to niepedagogiczne. Od dziecka wymaga się, żeby swoje potrzeby wyrażało klarownie. Dlaczego więc nie wymagać tego od dorosłego?

Po drugie, bo nie mam na to czasu. Gdybym mógł marnować swoje życie na to, żeby bawić się w zgadywanie z szansą wygranej mniejszą, niż połowa, to prawdopodobnie zamiast pisać ten tekst, siedziałbym właśnie w kasynie i obserwował, jak biała kulka skacze na czarno-czerwonej tarczy.

Komentarze


Tagi: ,



Back to Top ↑