Facet czyta „50 twarzy Greya” – odcinek 1

Opublikowano Marzec 27, 2013 | przez ZP

50-shades-of-grey

No to zaczynamy! Począwszy od dziś przez dziesięć kolejnych dni będziemy wam recenzować w odcinkach „50 twarzy Greya”.

<Wszystkie odcinki analizy książki „50 Twarzy Greya” znajdują się pod tym linkiem>

Nie jestem uprzedzony do światowych hitów literatury współczesnej. Nie zakładam, że skoro coś jest masowe to musi być chujowe.  „Harry Potter” mi się podobał, podobnie jak „Trylogia Millenium” Stiega Larssona.

Piszę o tym dlatego, żebyście wiedzieli, iż przed rozpoczęciem przygody z „50 twarzami Greya” nie miałem do tej pozycji negatywnego nastawienia. Owszem, kilka osób mówiło mi, że książka jest kiepska, ale starałem się nie sugerować tymi opiniami. I podejść do niej tak obiektywnie, jak tylko się da.

Moje tłumaczenie „50 twarzy Greya” ma 597 stron. Plan był więc prosty: codziennie czytam koło 60, a potem piszę o moich wrażeniach. Dziś wcieliłem go w życie. Za mną 1/10 książki, która stała się megahitem światowej literatury.

Pierwszy wniosek? 537 stron, które mi zostały do przerobienia musi być przezajebistych albo ludzie  są kompletnie debilni. Tylko te dwie opcje wchodzą w grę. Nie ma nic pomiędzy.

To, co dziś przeczytałem, to jakaś kpina. Wypracowania dresiarzy pisane na lekcjach polskiego w gimnazjum stoją na wyższym poziomie, jestem o tym przekonany.

Już nigdy nie będę nabijał się z dialogów w „Klanie”. Rozmowy doktora Lubicza z Grażynką to przy początku „Greya” Mount Everest błyskotliwości, polotu, finezji i dowcipu.

Ale po kolei: główna bohaterka książki nazywa się Anastasia Steele. Autorka, E L James, uczyniła z niej dziewczynę przy której Zosieńka z „Pana Tadeusza” to najbardziej wyuzdana suka w historii literatury.

Ana zawstydza się nieustannie: gdy Grey na nią spojrzy, powie coś do niej, dotknie jej dłoni. Przez 60 stron książki pisarka użyła zwrotu „zarumieniła się” kilkadziesiąt razy.

Niemożliwe, żeby ktoś był aż tak płochliwy. I pierdołowaty – Anastasia potyka się o własne nogi częściej niż Robert Kubica wylatuje z tras rajdów. Aż dziw, że ma jeszcze jakiekolwiek zęby – przy tylu upadkach powinna być kompletnie szczerbata.

Steele poznaje Greya, milionera-biznesmana, gdy przyjeżdża do niego na wywiad w zastępstwie chorej koleżanki. Tak właśnie zaczyna się to „arcydzieło”.

Kolo od razu przypada do gustu naszej lękliwej sarence . I tu czas na grafomański opis numer 1: „Jest wysoki, ma niesforne włosy w odcieniu ciemnej miedzi i błyszczące szare oczy, których spojrzeniem mierzy mnie uważnie”.

Brr, aż się wzdrygam, gdy przepisuję ten fragment książki. Ale to jeszcze nic, łapcie ten kawałek:

„Kiedy odwracam się, widzę, że Grey opiera się jedną ręką o ścianę przy windzie. Naprawdę jest bardzo, ale to bardzo przystojny. Mocno mnie to rozprasza. Przewierca mnie swymi szarymi oczami”.

Gdyby Magik z Paktofoniki przeczytał te zdania, jak nic drugi raz wyskoczyłby z okna.

OK, wiemy już, że Steele to nieśmiała pierdoła, której przypada do gustu zamożny przystojniak. 60 stron „50 twarzy Greya” pozwala nam jednak odkryć zdecydowanie więcej:

a) mama bohaterki to chyba jej dokładne przeciwieństwo. Wygląda mi na nimfomankę: przed nią dopiero połowa życia, a już ma czwartego męża.

b) Anastasia to jak nic dziewica. Dwudziestokilkuletnia dziewica. Po czym wnoszę? Otóż wspomina o tym, że na studiach nie umawiała się z nikim na poważnie, a nie wygląda mi na laskę, która po pijaku wypięła się gdzieś w akademiku na raz, zakładam więc, że jeszcze nie rozchylała ud przed żadnym samcem.

c) Steele ma chyba poważny problem z rówieśnikami: zamiast zatrudnić się jak klasyczna studentka w barze czy butiku z odzieżą dla młodych ludzi, poszła do roboty do… sklepu żelaznego. Sprzedaje w nim starym prykom jakieś dziwadła o których ma przerażająco dużą wiedzę.

Na deser zaprezentuję wam jeszcze kilka cytatów z początku książki.

Fragment szarmancki (i higieniczny): „Mój głos jest odrobinę zbyt radosny. Zerkam na Greya i niemal od razu tego żałuję. Kurde, przystojniak z niego. Rumienię się. – Pani przodem – czyni gest dłonią z wypielęgnowanymi paznokciami”.

Fragment wyjątkowo błyskotliwy: „Wygląda jak model pozujący dla ekskluzywnego magazynu o modzie”.

Fragment romantyczny: „Gdy nasze dłonie się stykają, znowu czuję ten rozkoszny prąd, który mnie rozświetla i wywołuje rumieńce (…)”.

Fragment kosmiczny: „A ja zostaję, drżąca masa szalejących kobiecych hormonów. Długo wpatruję się w drzwi, za którymi zniknął, nim wreszcie wracam na Ziemię”.

Fragment zaskakujący: „Idę na kawę z Christianem Greyem… a ja nie znoszę kawy” (w tym momencie aż zarumieniłem się z wrażenia, ręce mi zadrżały, wypuściłem z nich kubek latte)

Fragment poetycki: „Jego język pieści moje imię, a mnie serce po raz kolejny wali jak młotem”.

Fragment ogłupiający: „Wdycham jego czysty, męski zapach. Pachnie świeżym praniem i jakimś drogim żelem pod prysznic. O kurczę, to mieszanka odurzająca” (widać laska nigdy nie zapaliła nawet zioła).

Napisałbym wam coś jeszcze, ale dłonie pocą się straszliwie, hormony buzują, a w spodniach pojawił się zalążek erekcji. Zmykam więc pod zimny prysznic bo inaczej stanie na dobre.

Serce, nie penis.

Do widzenia, do jutra.

foto: www.tylershields.com

Komentarze


Tagi: , , , , , , ,



Back to Top ↑