Jak kelner wystraszył Piłsudskiego, czyli jedna z najlepszych polskich książek XX wieku

Opublikowano Czerwiec 5, 2014 | przez Dżordż

slonimski

„Gdy Boy mówił w Sorbonie, gdy objechał z odczytami prowincję francuską, odwiedził również Epernay, Dijon i Cognac. Boy w Cognacu to zaiste coś nowego. Jak dotąd, Cognac bywał w Boyu. Ma to wszelkie cechy rewizyty”.

Piękne, prawda? Takich perełek mamy w książce „Alfabet wspomnień” całą masę. Jej autorem jest Antoni Słonimski, czyli jeden z najbardziej utalentowanych Polaków jacy żyli w XX wieku. Człowiek, który radził sobie wspaniale właściwie ze wszystkim za co się zabrał. Sprawdził się i jako satyryk, i w roli poety, felietonisty a także rysownika.

Przyjaciel Juliana Tuwima, Jana Lechonia i wielu innych znakomitości, napisał tę książkę według popularnego w dzisiejszych kolorowych magazynach schematu: wymieniając jej bohaterów alfabetycznie, od A do Z. Autor skupił się głównie na związanych z nimi zabawnych historiach, choć nie tylko, o czym później.

Na przykład o mającym budowę skoczka narciarskiego Bolesławie Leśmianie Słonimski pisze tak, wspominając słowa legendarnego Franca Fiszera: „zajechała pusta dorożka, z której wysiadł Leśmian”.

Słonimski kilka stron poświęcił też Lechoniowi. Najpyszniejszy fragment: (…) zarabiał niewiele, więc ja, gdy już miałem spore dochody, przez długie lata, nie wymawiając, finansowałem wspólne eskapady. (…) Po jakiejś mojej recenzji Lechoń pokłócił się ze mną i doszło do zerwania. Przychodziliśmy do Ziemiańskiej, ale siadywaliśmy osobno. Gdy płaciłem za kawę, kelner podawał mi karteczkę od Lechonia z wyliczeniem: Dwie kawy, cztery ciastka, numer Tygodnika Ilustrowanego, razem złotych cztery. Wręczałem wymienioną kwotę. Lechoń lekkim skinieniem głowy kwitował tę transakcję i dalej nie rozmawialiśmy ze sobą.”

No i powiedzcie, czyż facet nie miał kapitalnego poczucia humoru?!

Prawdziwym hitem jest jednak wspomnienie Michała Choromańskiego, pisarza, który świat postrzegał naprawdę osobliwie. Słonimski przypomina jedną z jego wypowiedzi: „Posadzono mnie na specjalnym fotelu, owinięto mi szyję jakimś białym prześcieradłem i obcy człowiek z wyostrzonym narzędziem w ręku pochylił się nade mną niebezpiecznie blisko” – tak wspominał Choromański wizytę u fryzjera!

W perełce Słonimskiego znajdują się anegdoty nie tylko tyczące się artystów, można też przeczytać słówko, i to niejedno, o wielkich osobistościach politycznych tamtych czasów, choćby o samym Józefie Piłsudskim, a konkretnie o jego… wizycie w jednej z warszawskich restauracji:

„Gdy Komendant przyszedł, siadł w pierwszej sali i zapalił papierosa, podszedł do niego kelner i powiedział surowo: Tu się nie pali. Wieniawa i Sławek zjeżyli się gniewnie, ale Piłsudski szybko zgasił papierosa. Gdy wspominam tę scenę, nie bez melancholii myślę sobie: Nie ma już dzisiaj takich kelnerów”.

Jeśli już jesteśmy przy polityce – „Alfabet wspomnień” to nie są tylko przygody wesołka z dawnych dla nas czasów. To także strony smutne, pełne bolesnych historii o śmierci przyjaciół podczas II wojny światowej, a także o konieczności szybkiego opuszczenia ojczyzny celem ratowania życia. To wreszcie wspaniały obraz naszej ojczyzny w czasach XX-lecia międzywojennego.

Jedna z lepszych książek jakie czytałem, aż żal, że liczy tylko niespełna 300 stron. Dodam, że anegdoty, które wymieniłem w tym tekście, stanowią zaledwie lichy procent historii w niej obecnych, także pędźcie do antykwariatów albo wchodźcie na Allegro i kupujcie tę pozycję, naprawdę warto.

Komentarze


Tagi: , , , , , ,



Back to Top ↑