Jak nie zabiłem kobiety w aptece

Opublikowano Marzec 18, 2013 | przez Dżordż

apteka

Stoi przy okienku już sześć minut. Jej mózg rozpaczliwie pracuje. Wszystkie dwie komórki zapierdalają na całego. Gripex czy Theraflu – oto jest pytanie. Cała apteka trzyma kciuki, by wreszcie znalazła na nie odpowiedź.

Spieszę się na basen. Jest czynny dla osób indywidualnych tylko przez godzinę, od 13 do 14. Właśnie tyle potrzebuję, żeby wykonać mój dzisiejszy trening.

Obok pływalni znajduje się apteka. Planuję sobie, że wpadnę tam na chwilę po witaminy, a potem pójdę prosto na zajęcia.

12.30. Wkraczam. Przede mną stoją tylko dwie osoby. Uff, spokojnie zdążę  – taka myśl przechodzi mi przez głowę.

Jakże nieadekwatna do rzeczywistości!

Wiek: koło trzydziestu lat. Wygląd: z twarzy podobna do nikogo. Ubiór: z akualnymi trendami, mówiąc delikatnie, nie jest na bieżąco. Sposób mówienia: przekupa z bazaru.

– Pani, a w czym ten Theraflu jest lepszy od Gripexa? A może bym co innego wzięła? A to skuteczne są te środki, czy nie? A drogie? A może jaka zniżka?

Mija minuta, dwie, trzy. Kolejka się wydłuża. Łącznie jest nas już siedem osób. Wszyscy czekają aż utleniona blond gwiazda podejmie prawdopodobnie najważniejszą decyzję w swoim dorosłym życiu.

To już dziesięć minut. Ona ciągle trajkocze. I nadal nie jest pewna swego. Zastanawia się, kurwa jego mać, jakby kupowała dom, a nie opakowanie pierdolonych saszetek na przeziębienie.

Czuję, że rośnie mi gula. Ciśnienie skacze. Czuję, jak starzeję się w tej kolejce. Może na głowie zaczynają mi się pojawiać siwe włosy? Nie wiem, ale zaczynam rozumieć ludzi, którzy czasem nie wytrzymują nerwowo bo np. jakiś cham zajechał im drogę, w efekcie czego wyciągają go za fraki z auta i obijają ryj na masce.

Gdyby była facetem, chyba odciągnąłbym ją sprzed tego okienka. Sprzedał jeden strzał, a potem na widok zdziwionej miny zarzucił starym dowcipem: jebłem to jebłem, nie drąż.

12.45. Dokonała wyboru. God bless you!

Przechodzi obok mnie. Zadowolona jakby właśnie miała wielokrotny orgazm. Tylko resztki rozumu powstrzymują mnie przed podstawieniem jej nogi.

Przy kasie stoi już druga delikwentka. Dopiero teraz zauważam, że podobna wiekiem i – o zgrozo – zachowaniem.

– Pani, szampon chciałam. Taki dobry, niedrogi, na łupież – mówi.

Ocho, zaczyna się.

12.51. Trwa autorski pokaz szamponów farmaceutki. Aż dziw kurwa, że nie przebrała się w kostium kąpielowy, nie zwilżyła włosów wodą i nie rozpaćkała sobie mikstury na łbie celem uzyskania lepszego efektu.

Mam dość, nie chcę się spóźnić na trening, wychodzę z apteki.

Właśnie straciłem 21 minut życia. Nie kupiłem witamin, napatrzyłem się na dwie skończone idiotki.

Ilu z was zaliczyło w kolejkach po leki czy w urzędach takie akcje? Podejrzewam, że 99 %.

W NBA na rozegranie akcji masz 24 sekundy. Podobne zasady powinno wprowadzić się w aptekach: dostajesz 3 minuty na zakup potrzebnych leków. Jeśli w tym czasie nie udaje ci się wyrobić i zdecydować, okienko zostaje zamknięte, a przekaz jest jasny: spierdalaj nieudaczniku, nie mamy dla ciebie całego dnia. Prosimy kolejną osobę.

 

 

 

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑