Jak wygodnie słuchać muzyki, gdy jest się sportowym świrem

Opublikowano Wrzesień 15, 2016 | przez ZP

2hnypp5

Kilkanaście godzin w tygodniu. W przeliczeniu – dwa niezłe audiobooki. Ponad setka przesłuchanych od deski do deski piosenek. Sporo dobrego można zrobić przy okazji biegania czy walki z ciężarami na siłowni, ale tylko pod warunkiem, że znajdzie się sposób na to, jak wygodnie załatwić sprawę słuchania tego wszystkiego.

Przyznaję się bez bicia – miałem z tym duży problem, bo do tej pory próbowałem walczyć na dwa sposoby:

– Telefon/odtwarzacz mp3 w kieszeni, ale ten pomysł skończył się jak Cezik na Kill ’em All. Rozbitym wyświetlaczem podczas biegania. Cóż, wejście słuchawkowe przegrało z grawitacją i odpuściło walkę, gdy liczyłem jeszcze, że telefon zawiśnie na kablu i jakoś uda się go uratować. Empetrójka natomiast wyzionęła ducha jakiś czas temu, wpadając pod koła roweru.

A, właśnie, spróbujcie jeszcze w takim ustawieniu wskoków na skrzynię.

– Telefon na opasce naramiennej, ale o ile przy bieganiu jest okej, na siłowni to kompletna porażka. Spróbujcie z czymś takim na ramieniu wyciskać na ławeczce, a zrozumiecie o czym mówię.

Mówię sobie – dobra. Spróbujemy z dedykowanym odtwarzaczem mp3 do uprawiania sportu. Wybór padł na jeden z modeli Sony, chociaż na rynku jest od groma podobnych konstrukcyjnie urządzeń. W zasadzie nie jest to nawet kwestia marki, czy jakaś wielka filozofia wyboru – po prostu miał dobre opinie. A jedna z odmian tego modelu kiedyś znalazła się w pierwszej trójce rankingu sprzętu muzycznego do biegania razem z dwoma odtwarzaczami spod znaku jabłka.

Osprzętowanie? Całkiem do rzeczy – ładowarka niewielka, kabel USB do niej może trochę za krótki, do tego zestaw różnego rozmiaru gumowych nakładek na słuchawki w opcji klasycznej i – podobno, bo jeszcze nie miałem okazji sprawdzić ich na basenie – wodoodpornej. Wierzę na słowo.

No dobra, „podobno” na bok. Jak całość sprawuje się w momencie, gdy trzeba wkroczyć do akcji?

Od razu zaznaczam – nie cierpię słuchawek dokanałowych. Zakładając je czuję się, jakby ktoś wsadził mi do ucha wielką pałeczkę do czyszczenia z ogromnym kłębkiem waty na końcu i trzymał ją tam zdecydowanie za długo. Niemniej jednak postanowiłem temu modelowi dać szansę. Choćby dlatego, że uwierzyłem w to, że w końcu znajdę sposób na słuchanie muzyki i podczas biegania, i na siłowni, który nie będzie przy tym maksymalnie upierdliwy.

zknzh0

Model ze zdjęcia to SONY NW-WS413B

I tak jak dalej nie potrafię się oswoić z gumą siedzącą dość głęboko w uchu, tak pod kątem sprawowania się przy aktywności – jest spoko. Kilka przebieżek, parę odwiedzin sali z ciężarami i ani razu nie wypadły. Nie było szans, by przypadkiem wyrwać je pociągnięciem za kabel, żadne sprinty, przysiady, podskoki, pajacyki, skrętoskłony, ćwiczenia w leżeniu – prawie nic ich nie rusza. Prawie, bo na przykład przy wyciskaniu sztangi zza głowy zdarzyło się o nie zahaczyć. Bez konsekwencji.

Jakość dźwięku również jest bardzo poprawna, bo choć nie są to wielkie, profesjonalne słuchawki nauszne, to da się czerpać przyjemność z rozgrzewki przy dźwiękach Red Hotów. A to w sumie najważniejsze.

I chociaż do tych piekielnych dokanałówek pewnie nigdy się nie przyzwyczaję i zawsze na dłuższą metę będą mnie drażnić, to chyba wreszcie mogę powiedzieć, że da się uprawiać sport słuchając muzyki wygodnie. Bez obaw o siedzący w kieszeni telefon, który w każdej chwili może wypaść czy plączący się kabel od klasycznej „empetrójki”.

Jak nic – jest łapka w górę.

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑