Jesteś elegancki, jest mi za ciebie wstyd

Opublikowano Lipiec 14, 2014 | przez Dżordż

 elegancja

 

Kiedy czytałem opisy dickensowskiego pana Pickwicka czy prusowskiego Wokulskiego, myślałem sobie tak: to byli naprawdę eleganccy faceci. Jednocześnie nie przypuszczałem, że niebawem sam poczuję się trochę tak, jakbym poruszał się po ulicach Warszawy w garniturze.

Jako że wielu znajomych w okolicach mojego wieku (rocznik 1983) jest już żonatych i dzieciatych, albo po prostu leniwych i nie chce im się wychodzić z domu, do tak zwanego miasta wybieram się ostatnio z ludźmi młodszymi. Niewiele, ale jednak.

Są to przeważnie jednostki urodzone koło 1990-93 roku. Ludzie ci w kwestii ubioru prezentują podejście o 180 stopni inne od tego, jakiego nauczono mnie kiedyś, gdy byłem w ich wieku.

Mamusia i babcia powtarzały wtedy, że koszula musi być uprasowana, świeża, dobrana kolorystycznie do spodni, paska i butów, obowiązkowo wypastowanych jeśli są skórzane. Porady te weszły mi w krew i stosuję je właściwie od dobrej dekady. I tak jak np. będąc w miejscach pełnych młodzieży koło 2008 roku nie czułem się szczególnie wytwornie odziany, tak teraz dochodzę do wniosku, że jestem przestylowy. Do podobnej konkluzji dochodzą też wspomniani młodzi, urodzeni już po upadku komuny w Polsce. Tyle że to, co w moich oczach jest atutem, w ich raczej pozostaje minusem, długim jak Gazociąg Jamalski. Dlaczego? Ponieważ ludzie młodsi mniej więcej o dekadę noszą się nieco inaczej.

W tym miejscu pozwolę sobie opisać przykładowego studenta, co by starszy czytelnik wiedział o co chodzi.

Student zamiast połyskujących, skórzanych butów przeważnie nosi na stopach trampki. Buty te wyglądają jakby zaliczył w nich bieg Rzeźnika. Są ubłocone i porozrywane tu i ówdzie.

Spodnie studenta prezentują się nieco schludniej. Letnią porą są krótkie, przed kolano, najlepiej w jakim fantazyjnym kolorze. Jesienią czy zimą student zakłada jeansy tak obcisłe, iż na cud zakrawa fakt, że nie mówi do znajomych mezzosopranem.

Student przeważnie brzydzi się koszulami. Na klatę zakłada t-shirt, najchętniej z jakimś zwariowanym napisem w stylu „Samiec Alfa”. Naturalnie dla osiągnięcia dowcipnego efektu obok niego można zobaczyć buźkę sympatycznego bohatera serialu.

Jeżeli już student da się namówić na włożenie czegoś zapinanego na guziki, nie może być to w żadnym wypadku jednokolorowa, połyskująca koszula. Nie, student nie chce wyglądać jak krawaciarz, musi przecież dbać o to, by prezentować styl, którego motto można by sprowadzić do jednego zdania: NIE ZALEŻY MI.

W związku z nim student uwielbia mieć także na głowie fryzurę, która wygląda tak, jakby dopiero co wstał z łóżka. Niestety, przeważnie osiągnięcie wymarzonego efektu wymaga od niego przynajmniej półgodzinnych, intensywnych zabiegów przed lustrem.

Podsumowując: człowiek całe życie słyszał od bliskich, że poprzez odpowiedni ubiór wyraża szacunek dla innych, dlatego staram się być elegancki. W tym miejscu do głowy przychodzi kilka pytań: czy młodzi ludzie, propagujący styl kloszarda, okazują w ten sposób pogardę dla otoczenia? A może kompletnie się nad tym nie zastanawiają i, jak to się mówi, mają wyjebane na to w czym chodzą?

Ewentualnie w grę wchodzi jeszcze jedna rzecz, która niepokoi najbardziej: że uważają, iż wyglądają fajnie. Jeśli tak, aż strach pomyśleć, co założą na siebie dzieci współczesnych dwudziestolatków, żeby w swoim mniemaniu być cool. A może… nie będą nosić już nic, może koło 2034 normalką będzie poruszanie się po ulicach nago?

W sumie dla mnie nie byłoby to takie złe rozwiązanie: wówczas będę już tak starym pierdzielem, że byłaby to jedyna okazja, żeby zobaczyć na żywo nieubraną, młodą dziewczynę.

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑