„Klub Julietty”, odcinek 1: seks w szafie

Opublikowano Sierpień 24, 2014 | przez ZP

Sasha1

Sashę Grey polubiłem mniej więcej po minucie projekcji pierwszego filmu z jej udziałem jaki oglądałem. Bardzo podobało mi się zaangażowanie w rolę Amerykanki, pomysłowość i bezkompromisowość przed kamerą. W związku z tym kiedy usłyszałem, że napisała książkę, byłem wniebowzięty. Uznałem, że jeśli jej talent pisarski stanowi chociaż 10 % aktorskiego, to na pewno będę obcował z bestsellerem.

Czy tak rzeczywiście jest? Czy „Klub Julietty” to dzieło godne „50 twarzy Greya”, które analizowałem dla Was ponad rok temu na łamach Wyszło? Na te arcyważne pytania będę odpowiadał w ciągu kilkunastu najbliższych dni. Pozycja Grey liczy około 300 stron. Żeby nie zaliczyć jej na raz, postanowiłem podzielić książkę na sześć części. Poniżej analiza pierwszej z nich.

Jednak zanim rozpocznę recenzję, muszę nakreślić wam pokrótce fabułę: Klub Julietty to tajne stowarzyszenie, do którego należą najbardziej wpływowi ludzie świata. Na spotkaniach nie rozmawiają jednak przy szklaneczce dobrej whisky o globalnej polityce i głodzie w Afryce. Nie, te VIP-y po prostu… pierdolą ładne panny.

Główna bohaterka, Catherine, jest jedną z nich. A bogaczy, którzy ją penetrują, określa poetycko „Ligą Niemoralnych Skurwysynów” a także „Zorganizowaną Grupą Jebaków”. Nasza sympatyczna studentka w ogóle ma tendencje do nadużywania błyskotliwych w jej mniemaniu porównań: „Tak więc nasi panowie wszechświata, profesjonalne jebaki, obmyślili, jak dostać wszystko czego pragną, i spełnić swoje najdziksze i najbardziej wyuzdane seksualne fantazje, nie wywołując przy tym skandalu. To tak jakby ktoś stwierdził, że POTRAFI PUSZCZAĆ BĄKI tak, by nie śmierdziało”.

Wzniosłe, prawda?

Po pierwszych pięćdziesięciu stronach pożycia z Catherine dowiadujemy się o niej wiele więcej niż to, że lubi paralele. Przede wszystkim: ta dziewczyna ma obsesję na punkcie swojego wykładowcy. Jej chłopak woli czytać książki niż pukać, dlatego skupia się na niejakim Marcusie, który jest „Cudowny, rozczochrany, przystojny i nieśmiały (…)”. Podczas zajęć z tym ciachem Catherine stara się znaleźć odpowiedź na jedno zajebiście, ale to zajebiście istotne pytanie: jaką długość ma jego pento?

„Gryzę ołówek i patrząc na szew jego spodni po wewnętrznej stronie ud, próbują odgadnąć wielkość, długość i szerokość”.

Niestety, na razie nie przekonuje się, czy Marcus jest obdarzony, do moich oczu dociera za to inna, dużo ważniejsza informacja: facet jest kompletnym zjebem. Dowiaduję się tego od znajomej Catherine, niejakiej Anny.

Owa dzierlatka sypia z nauczycielem, choć właściwie to złe słowo, ponieważ para nie spółkuje w łóżku. Gdzie to robią – zapytacie. Oddaje głos Annie, która na stronie 36 zdradza koleżance szokującą tajemnice:

” – W szafie. Lubi to robić w szafie.”

Ostrzegam, teraz zrobi się dosyć ostro, więc kto z was preferuje tylko i wyłącznie seks na misjonarza, niech wyłączy ten tekst.

Kiedy Anna przyjeżdża do Marcusa, ten nie wita jej uśmiechem i drinkiem. Nie robi tego, ponieważ… czeka na nią w szafie. Dziewczyna sama otwiera sobie drzwi jego mieszkania. Gdy już jest na kwadracie, nie wygląda jak laska z klubu DeLite. Nie ma na sobie szpilek i obcisłej sukienki z dużym dekoltem. Nie robi tego gdyż wykładowca „chce, żebym wyglądała jak jego matka”.

Następnie Anna powoli zrzuca z siebie każdą część garderoby. W tym czasie stary świntuch podgląda ją przez otwór w drzwiach. Ta dziura bywa jednak wykorzystywana do innego celu. Uważajcie:

„Musi patrzeć zdumiona aż jaja Marcusa (rzeczywiście, jest nieśmiały! – przypomina ZP) przecisną się przez szparę i zawisną po drugiej stronie drzwi.

– Kiedy jego kutas drga, siadam przed szafą i liże go jak roztopionego loda, który ścieka po rożku”.

Po oralnej rozgrzewce Anula wchodzi do szafy, która „jest tak duża, że stopy są jedyną częścią mojego ciała, która ma kontakt z podłożem”. Tam Marcus czuje się swobodniej niż szympans w dżungli. „Pieprzy mnie jak szaleniec, jak bestia, jak ktoś zupełnie inny. Aż szafa się trzęsie”.

Cały ten natłok wyuzdanych informacji niezwykle podnieca Catherine, która po raz kolejny błyszczy oryginalnością: „Teraz chcę wiedzieć jeszcze więcej. Mam wrażenie, że mogę czytać Marcusa niczym książkę i z każdą stroną dowiadywać się czegoś nowego”.

A propos – mi zostało tych stron jeszcze 250, strach się bać, czego dowiem się, gdy je przeczytam.

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑