Legalne ćpanie. Nawet nie wiesz, co może sprzedać ci farmaceutka

Opublikowano Kwiecień 24, 2013 | przez Diabeu

800px-Dexamphetamine_sulfate_5_mg_tablets

Trawa cię nudzi, kwas traktujesz jak sakrament, a koks rujnuje twoją kieszeń? Zawsze możesz wybrać się do apteki, gdzie czekają na ciebie legalne specyfiki, które też serwują niemały odlot. Zapewne posiadasz je w swojej domowej apteczce i jesteś całkowicie nieświadomy ich możliwości.

Ćpanie już dawno temu przestało być rozrywką dla elit i staje się coraz bardziej powszechne, co często niesie za sobą również negatywne skutki. Absolutnie obrzydliwym zjawiskiem były – i niestety są, tyle że w nieoficjalnym obiegu – sklepy z dopalaczami. Od tego chemicznego ścierwa trzymajcie się z daleka, dobrze wam radzę.

Jeden z moich kolegów wciągnął to na imprezie, a trzy dni później modlił się, żeby wreszcie go puściło. Przez cały ten czas nie zmrużył oka, mimo że na chodzie (i to intensywnym) był już od dobrych 60. godzin i zdążył wychylić dwie butelki mocnego wina. Dzwonił do znajomych z prośbą o pomoc, bo czuł, że popada w obłęd. Dorosły facet, a płakał w tej sytuacji jak bezbronne dziecko.

Zabawy z cyklu „na dopalaczach” może i są przednie, ale gdy następnego dnia na chemicznym kacu zdajesz sobie sprawę z tego, że dzień wcześniej na imprezie, na środku parkietu, otoczony obcymi ludźmi byłeś Batmanem i nie widziałeś w tym nic dziwnego, to przestaje ci być do śmiechu. Zaczynasz czuć się kurewsko zażenowany.

To taka amfetamina, tyle że w wydaniu dla osób, które posiadają wyjątkowo nasiloną tendencję do autodestrukcji. Jest mi wstyd, bo w okresie największego boomu na dopalacze sam raz spróbowałem tego syfu, wciągając nosem biały proszek, który w teorii powinien zostać umieszczony w klaserze. I raczej nie wspominam tego zbyt dobrze. Ale dzięki temu przynajmniej jestem w 100% świadom konsekwencji, wynikających z bycia tak zwanym kolekcjonerem dziwnych proszków. Krótko mówiąc, te całe dopalacze to gówno jakich mało, a podniecać mogą się tym chyba tylko skończeni kretyni.

Nauczony doświadczeniem mogę was zapewnić, że w aptece za rogiem kryje się dużo więcej ciekawszych, legalnych i mimo wszystko bezpieczniejszych (przynajmniej do czasu) dla organizmu specyfików. To normalne lekarstwa dostępne bez recepty, a dostarczają odlotów niczym dragi kupowane u dilera. Opowiem wam co nieco o tych, z którymi mniej lub więcej eksperymentowałem. Jeśli jesteś ciekawy świata i lubisz nowe doznania, z pewnością znajdziesz tu coś dla siebie. Poznaj świętą trójcę narkotyków, które są do kupienia w każdej aptece.

thiocodin-tabletki-10tabl

Kodeina (nazwa handlowa: Thiocodin). Pochodna morfiny z rodziny opiatów. Wystarczy jedno opakowanie za kilka złotych, czyli 10 małych tabletek, by poczuć jak ciało ogarnia przyjemne ciepełko i wszystkie problemy znikają w oddali. To cholernie przyjemna, ale jednocześnie bardzo zdradziecka substancja. Można zatracić się w niej bez reszty i szybko popaść w mocne uzależnienie, zarówno fizyczne jak i psychiczne. A tolerancja wzrasta i trzeba żreć tego więcej i więcej.

Na dodatek biorąc Thiocodin w czystej postaci, bez oddzielania samej kody od substancji pomocniczej, której nazwy nie potrafię nawet wymówić, koncertowo rozpierdalamy sobie żołądek. Dlatego bawcie się z nim ostrożnie. Z tego co wiem, apteki każdego dnia odwiedza coraz więcej osób, które nie potrafiły oprzeć się urokowi tego specyficznego, kodeinowego szczęścia. I teraz są w tak zwanej dupie, bo bez dziennej porcji zaczynają srać pod siebie.

5478_sudafed-60-mg-12-tabletek-powlekanych-aptekagdanskapl_

Pseudoefedryna (nazwa handlowa: Sudafed). To coś dla miłośników jazdy na amfetaminie, której pseudoefedryna jest pochodną. Działanie to silne pobudzenie i euforia, włącznie z obecnością tej specyficznej, narkotycznej miłości do wszystkich ludzi. Wystarczą cztery tabletki, by poczuć przyjemną i całkiem silną jazdę w wyjątkowo syntetycznym wydaniu. Działania niepożądane oczywiście występują, na czele z przyspieszoną akcją serca i obecnością dziwnego niepokoju. Wyjątkowo silne wrażenia, jak na małą ilość leku dostępnego bez recepty, to rekompensują, ale z Sudafedem, tak jak i z innymi dragami, nie warto przesadzać.

Jeśli masz potrzebę, zarzuć na imprezie raz na kilka miesięcy i traktuj bardzo rekreacyjnie. W przeciwnym razie rozpierdolisz sobie pikawę. Kiedyś podobne efekty uzyskiwało się też przy pomocy leku Tussipect z efedryną (ach, te niezapomniane lekcje religii w liceum), ale od dłuższego czasu jest dostępny na receptę. Szkoda, bo kopał jeszcze mocniej niż Sudafed, a był chyba o połowę tańszy.

acodin

Dekstrometorfan (nazwa handlowa: Acodin). Substancja zwana potocznie DXM, wchodząca w skład popularnego wśród gimbusów leku Acodin, to już wyższa szkoła jazdy. Zażywana w większych dawkach (od 30 tabletek w górę) potrafi zrobić prawdziwe kuku na muniu i zabrać nas na wycieczkę do innego świata. Odrealnienie, halucynacje, zwidy, a przy jeszcze większych dawkach i wyższych poziomach plateau – mistyczne doznania i wyjście duszy z ciała. To wszystko, a nawet więcej jest w stanie zaserwować substancja wchodząca w skład niepozornego leku na kaszel. Gratis można otrzymać też kurewskiego bad tripa, dlatego w czasie eksperymentów z Acodinem warto mieć przy sobie kogoś trzeźwego i doświadczonego.

Doznania są tak silne, że ma się wrażenie totalnego zagubienia w czasie i przestrzeni. Przez niedoświadczone osoby bywają porównywane do tripu na LSD, tyle że dość niesłusznie, bo jazda po kwasie jest zupełnie inna – dużo przyjemniejsza i mimo wszystko bardziej uporządkowana. Choć trzeba przyznać, że skala mocy faktycznie robi wrażenie. Znałem typa, który miał ambicje na przeżycie z DXM czegoś naprawdę odpierdolonego w kosmos. Zeżarł 90 tabletek i przez kilkanaście godzin nie wstał z łóżka. Co wtedy widział, wie tylko on sam. Jeśli lubisz eksperymenty z dragami, powinieneś choć raz DXM spróbować. Trzeba być jednak bardzo ostrożnym i najlepiej nie powtarzać więcej tego doświadczenia, bo substancja ta, jak każda inna zażywana w niezdrowych dawkach, rozpierdoli ci mózg i wątrobę.

Nie próbujcie tego w domu! (…) Najlepiej jest po prostu wyjść z mieszkania…

Ogólnodostępnych leków do ćpania jest w aptece więcej, ale moim zdaniem pozostałymi, takimi, jak choćby powodujący halucynacje środek do irygacji pochwy (!), nie warto zawracać sobie głowy. W tym miejscu chciałbym też uprzedzić i stanowczo zaznaczyć, że powyższy tekst ma wyłącznie informacyjny charakter, więc traktujcie go bardziej jako życiową ciekawostkę, niż namowę do złego. Nikogo do niczego nie namawiam i nie biorę odpowiedzialności za ewentualne szkody spowodowane niekontrolowanym zażywaniem tych leków. Musicie pamiętać, że każdy organizm jest inny, w konsekwencji czego inaczej reaguje na określone substancje. Istnieje też ryzyko uzależnienia od konkretnego składnika, a z tym już nie ma żartów. Pozdrawiam wszystkich kodeiniarzy-aptekarzy.

Co prawda ja w większości przypadków bawiłem się zajebiście, a mimo to nadal jestem okazem zdrowia. Nic mi nigdy nie odpadło, nie rozpierdoliło mi wnętrzności, ani nie wyżarło mózgu. Od żadnej z tych rzeczy też nigdy się nie uzależniłem, choć przyznaję, że w przypadku kodeiny linia bezpieczeństwa jest naprawdę cienka. Równie szczęśliwe podobne eksperymenty wypadły w przypadku większości znanych mi osób, które „ćpały aptekę”, ale rzecz jasna nie mogę zagwarantować, że każdy będzie miał tyle samo szczęścia. Bawcie się dobrze i nigdy nie traćcie czujności.

Komentarze


Tagi: , , , , , , , , , , ,



Back to Top ↑