Listopad miesiącem bez alkoholu? Zajebisty pomysł!

Opublikowano Listopad 6, 2016 | przez lucky bastard

Inspirujące Green Apples

Opublikowano Listopad 6, 2016 | przez lucky bastard

0

Przeczytałem ostatnio tekst mojego serdecznego kolegi ZP, który pisze o ludziach zamierzających nie pić alkoholu w listopadzie (całość TUTAJ). Tak się akurat składa, że sam odłożyłem mocniejsze trunki w tym miesiącu, ale pojęcia nie miałem, że to jakaś szerzej zakrojona akcja. Skoro jednak ja pomyślałem, że listopad to dobry miesiąc na niepicie i inni też tak pomyśleli, być może coś w tym jednak jest.

ZP twierdzi inaczej, dla niego lepszą porą na odstawienie kieliszka jest wiosna lub lato, kiedy uciech jest na tyle dużo, że picie schodzi na drugi plan. Natomiast listopad to miesiąc – tu cytat – kiedy ciągle piździ, a dzień jest krótszy niż azjatycki penis, więc nie da się go przetrwać na trzeźwo. No ale właśnie, czy naprawdę się nie da?

Tu należałoby zadać sobie jedno zajebiście, ale to zajebiście ważne pytanie: co lubię w życiu robić? po co piję alkohol? Dla mnie jest to katalizator pozytywnych emocji. Kiedy chcę się cieszyć ciepłym letnim wieczorem, kieliszek wina mi w tym pomaga (chociaż bez niego też bym się cieszył). Kiedy chcę pogadać z długo niewidzianym kumplem, kufel piwa poprawia atmosferę (chociaż bez niego też byłoby okej). Być może błądzę lub jestem kompletnym patusem, ale dla mnie alkohol to narzędzie służące do wzbogacania niektórych chwil. W tym kontekście jak najbardziej rozumiem wspomniany przez ZP kieliszek wina do dobrej książki, który pomaga wczuć się w jej klimat i nakręca do czytania.

Wiosną czy latem siłą rzeczy mamy więcej chwil, które można w ten sposób wzbogacać, a w listopadzie mniej. Dla mnie sprawa jest oczywista – niepicie akurat w tym miesiącu odbywa się stosunkowo bezboleśnie. No chyba, że spożywanie alkoholu (a może powinienem napisać: napierdalanie?) znajdujemy jako rozrywkę samą w sobie. Jako wspomnianą uciechę, która pomaga przetrwać tak smutny miesiąc, i bez której może się skończyć depresją. To jednak oznaczałoby, że sytuacja nieco wymknęła się koledze ZP spod kontroli, a niedługo jego inicjały będziemy rozwijać do Zasnął w Pisuarze.

A tak zupełnie serio, w ponurym listopadzie najbardziej bałbym się gigantycznego kaca. Bałbym się rozwalenia organizmu i podatności na infekcje, spowodowanych przez regularne picie. Natomiast uwielbiam uczucie, kiedy na zewnątrz zimno i pada, a ja wychodzę pobiegać i gęba mi się śmieje. Kiedy wstaje przed świtem wypoczęty i kiedy własnym świetnym samopoczuciem przeciwstawiam się chujowości pogody. I tak właśnie czuję się dziś.

Od wielu lat jeden miesiąc w roku wybieram sobie na – jak to nazywam – nastawienie się na sport. Na zdrowe odżywianie, regularne treningi biegowe i na siłowni oraz na dobrze przespane noce. Zawsze wybieram sobie miesiąc, którego nadejścia w normalnych okolicznościach panicznie bym się bał. W tym roku ponownie będzie to listopad, choć kiedyś częściej stawiałem na luty. I wiesz co drogi ZP? Tak się dziwnie składa, że czuję się z tym bardzo dobrze, a na początku grudnia będę bardziej wypoczęty niż po najdłuższych zakrapianych wakacjach.

Komentarze


Tagi: , , , , , , , , ,



Back to Top ↑