Literatura podrywu, czyli co czytać (a czego nie), by zaimponować pięknym i mądrym kobietom

Opublikowano Sierpień 4, 2014 | przez MB

książki

Mężczyzna czytający dużo książek to jedno, mężczyzna z dobrym gustem – drugie. By zrobić wrażenie na pięknej i mądrej kobiecie najlepiej, by obie te rzeczy szły w parze. Tak powstaje mężczyzna oczytany.

Prawda jest taka, że nawet czytając jedną książkę dziennie można pozostać tumanem i nie zrobić wrażenia na żadnej pani. Wpływa na to przede wszystkim nieumiejętny dobór lektur. Chyba, że chcemy wyrwać typową lampucerę, wtedy pobieżne przewertowanie gazetki promocyjnej Media Markt w zupełności wystarczy. Można też nie czytać wcale i z pamięci pojechać tekstem z info prasowego „50 twarzy Greya”.

W skutecznym zdobyciu przychylności kobiety wyrafinowanej i z klasą na pewno nie pomaga zakleszczenie się w jednym gatunku, niezależnie od tego jaki by to gatunek nie był. Laski chyba najgorzej jednak reagują na fantasy. Według pradawnych wierzeń ortodoksyjni wyznawcy „Wiedźmina”, elfów, smoków i troli nie wyrywają dobrych towarów.

Podobny los czeka tych, których gust literacki cechuje tzw. wewnętrzna kobieta. Szczegółowo znasz losy Bridget Jones? Czekasz na premierę nowej książki Katarzyny Grocholi? Lubisz pochlipać przy historyjkach Jane Austen? Lepiej nie wybieraj się z kumplami na podryw, tylko zwal konia w kiblu.

Najbardziej przechlapane mają chyba mężczyźni typu „wieczne dziecko”. To super, kiedy facet jest spontaniczny, lubi zwykłe, proste rzeczy, ma poczucie humoru, cieszy się życiem i ma ochotę czasem się powygłupiać, ale kiedy przekraczając granicę siedemnastu lat nadal marzy by dostać się do Hogwartu, wziąć udział w meczu quidditcha albo zostać wampirem, to znaczy, że niektóre lektury miały na niego zbyt duży wpływ.

Na daleki out zostanie wysłany też ten, kto czyta książki celebrytów. Krzysiek Ibisz, Katarzyna Cichopek, Kinga Rusin – to nie są najlepsze literackie autorytety.

Pisząc o książkach, które warto czytać, by uwieść damę sposobem „na intelektualistę”, nie będziemy silić się na odkrywanie Ameryki i nieznanych pierwiastków. Najlepsze są sprawdzone metody. Dlatego zapamiętajcie, że dobra biografia nie jest zła. Oczywiście zależy czyja. Życie Ilony Felicjańskiej zainteresuje tylko stare alkoholiczki, a losy Jeremy’ego Clarksona największych motoryzacyjnych geeków, których wśród kobiet jest stosunkowo niewiele. Uniwersalni są aktorzy, pisarze, poeci, politycy, naukowcy, artyści, muzycy, królowie, przywódcy, nobliści i wynalazcy. Zawsze w dobrym tonie jest rzucić cytatem z Gajosa, teorią Einsteina albo przytoczyć anegdotę z życia Ludwika XIV.

Na kobiety świetnie działa też klasyka. Np. rosyjska: Czechow, Gogol, Nabokov – to absolutna podstawa. Sensualna mitologia Greków i Rzymian –  to samo. W tym przypadku w zupełności wystarczy jedno źródło, Jan Parandowski.

Na całkiem kumatego gościa można wyjść powołując się również na oczytanie w rodzimej prozie. O ile z muzykami i filmowcami w Polsce jest różnie, tak pisarzy mamy zacnych. Kobiety dostają intelektualnego orgazmu za każdym razem, gdy słyszą takie nazwiska jak Pilch, Hłasko, Tyrmand, Głowacki, Herbert, Stachura, Lem. Ostatnio zaś na topie są zaś Twardoch i Karpowicz. Warto je nimi pieścić.

Beatnicy, tu trzeba uważać, ale czasem można spróbować. Za dużo w nich psychozy, podtekstów i homoseksualizmu. Trzeba dobrze wybadać, z jakiego typu laską ma się do czynienia. Niektóre są zbyt wrażliwe, by słuchać o ćpaniu i ruchaniu kolegów z branży. Inne snują zbyt dużo domysłów.

Strzałem w dziesiątkę wydają się za to kryminały. Ale te, które teraz są modne, właśnie głównie wśród pań – skandynawskie: Larsson, Mankel, Nesbo, Lackberg. Z polskich naturalnie Krajewski. Mimo że w księgarniach można zauważyć wiele wznowień książek Agathy Christie, ich czas seksualnego potencjału zdecydowanie przeminął i raczej randki nikomu nie załatwią.

Leniwym polecamy felietony. W tygodnikach opinii, miesięcznikach literackich albo w magazynach lifestyle’owych. Wbrew pozorom sztuka polskiego felietonu to nie tylko Żulczyk i Passent. Maciej Stuhr pisze bardzo błyskotliwie w „Zwierciadle”, Artur Andrus w tej samej redakcji, Hanna Samson w „Wysokich Obcasach”.  Michał Zaczyński to jedyny gość piszący o modzie, którego nie wstyd czytać, a Maria Czubaszek to klasa sama w sobie.

Nie od dziś wiadomo, że intelekt to najsilniejszy afrodyzjak. Kształtowanie go za pośrednictwem książek to dodatkowe dziesięć punktów. Najlepiej jest czerpać ze wszystkiego po trochu. Być światłym i świadomym czytelnikiem. Już nawet nie chodzi o stymulowanie wyobraźni, poszerzanie słownictwa, bezbłędne wysławianie się  czy zdobytą wiedzę. Tacy imponują kobietom i takim kobiety oddają się najchętniej.

Co teraz czytacie?

Komentarze


Tagi: , , , , , ,



Back to Top ↑