Moda na odgrzewanie kotleta w TV. Który będzie smaczny?

Opublikowano Grudzień 27, 2016 | przez lucky bastard

maxresdefault-1

Jeśli chodzi o formaty telewizyjne, granice dobrego smaku i przyzwoitości już dawno zostały przekroczone. Dochodzimy do takiego wniosku za każdym razem, gdy odpalamy TV i najpierw natrafiamy na serial paradokumentalny (w zasadzie dowolny), następnie jakieś głupawe show z celebrytami (w zasadzie dowolne), później program typu „Ślub od pierwszego wejrzenia” i na koniec na rzyg od MTV. Umówmy się – zaliczenie tak fatalnej serii można porównać do wyjścia na spacer, w trakcie którego co dwa kroki wdeptujemy w gówno. Dlatego też cieszy nas, że telewizje coraz częściej decydują się na powrót do sprawdzonych programów, zamiast wymyślać coraz głupsze.

W ostatnich tygodniach zostały ogłoszone dwie duże informacje tego typu:

a) po 12 latach przerwy program „Idol” wróci na anteny Polsatu,
b) po 7 latach przerwy program „Milionerzy” wróci na anteny TVN-u.

Jak już wspomnieliśmy, sam trend wydaje się pozytywny jak – nie przymierzając – przekaz piosenek disco-polo. Pewnie każdy z nas potrafiłby stworzyć listę – dajmy na to – 10 bardziej lub mniej kultowych programów, które swego czasu zniknęły z anten, ale dziś mogłyby być dobrą odtrutką na trawiącą rodzime telewizje głupotę. Mamy nadzieję, że ten kierunek poszukiwań nie zostanie w przyszłości zaniedbany.

Jednak takie postawienie sprawy nie oznacza, że już czyścimy nasze kalendarze, chłodzimy piwko i kupujemy popcorn, by w komfortowych warunkach obejrzeć oba wyżej wymienione programy. Naszym zdaniem mają one różną – a propos programów, które mogłyby wrócić – szansę na sukces.

Pierwszy „Idol” to było coś. Z jednej strony rzesze utalentowanych młodych ludzi, którzy w swoim udziale w show widzieli przepustkę do wielkiego świata, z drugiej – wszystkie wynalazki, które zrobiłby wszystko, byle tylko na kilka minut zaistnieć.

Proporcje były jednak wyważone, a do tego jury wydawało się dobrze skompletowane. Zapendowska, która znała się na śpiewaniu. Cygan, który był sympatyczny. Leszczyński, który był charakterystyczny, bo miał dredy. No i Wojewódzki – każdy nastolatek marzył, by mieć taką ripostę jak on! Jak na polskie warunki w tamtych czasach – WOW!

Sęk jednak w tym, że kolejne edycje były coraz słabsze. Poniekąd to naturalna kolej rzeczy, wszak wysyp muzycznych talentów co kilkanaście miesięcy był niemożliwy. No i formuła też trochę podupadała. Twórcy dokonywali pewnych zmian, ale herbata od samego mieszania nie stawała się słodsza. W końcu „Idol” spadł w anteny.

Sam pomysł szukania zdolnych wśród zwykłych ludzi jednak nie umarł. Wręcz przeciwnie – przez lata wszystkie telewizje zorganizowały tyle muzycznych talent show, że chyba już każdy z nas zna kogoś, kto był w tego typu programie. I właśnie z tego powodu wydaje nam się, że nowy „Idol” nie będzie wielkim sukcesem. Nawet jeśli nie oglądaliśmy tych wszystkich programów, czujemy przesyt, a wątpliwe jest, że twórcy zaskoczą czymś świeżym, bo pole manewru jest jednak ograniczone. Może na początku ludzie będą chcieli porównać nowego Idola ze starym, ale gdy ciekawość zostanie zaspokojona, może być różnie.

Inaczej oceniamy szanse Milionerów. Dlaczego? Ano dlatego, że w tym przypadku możemy mówić o deficycie – zawsze brakuje w polskiej telewizji programów, w których chodzi przede wszystkim o wiedzę uczestników a nie show. Oczywiście kilka dzielnie się trzyma („1 z 10”!), ale większość porządnych teleturniejów została wyrżnięta. Klarowne zasady – 11 pytań (przynajmniej wg zapowiedzi, wcześniej było ich 15) dzieli zawodnika od dużej bańki. Do tego dwa progi z nagrodą gwarantowaną i trzy koła ratunkowe: pół na pół, pytanie do przyjaciela i pytanie do publiczności. Do tego Hubert Urbański jako prowadzący.

Właśnie trwają castingi (śmiało!). Ale jako widzowie powinniśmy wygrać wszyscy. Na pewno. Definitywnie. To nasza ostateczna odpowiedź, można zaznaczać.

Komentarze


Tagi: , , , , , , ,



Back to Top ↑