Mój kraj, moja duma: polski e-sport

Opublikowano Sierpień 25, 2015 | przez Gofrey

KGI6ncT

Neo. TaZ. snax. byali. Wreszcie bodaj najsłynniejszy: Pasha. Jeśli te ksywki nic wam nie mówią… Cóż. Czas nadrobić braki. Dzięki takim ludziom jak ta piątka Polska jest bowiem coraz istotniejszym miejscem na mapie e-sportu. Wspomniani goście tworzą virtus.pro, czyli jeden z najlepszych zespołów Counter-Strike’a na świecie.

Nadal czujecie się jak Alicja w Krainie Czarów? Spróbujmy w nieskomplikowanym języku sprzed czasów Internetu. Pięciu Polaków napieprza „w gry komputerowe”. I napieprza tak, że wszyscy naprawdę mamy powody do dumy.

ESL One Cologne 2015. Wielka impreza, którą właściwie można spokojnie porównać z galami boksu zawodowego, albo innymi halowymi wydarzeniami, na które tłumnie stawiają się tysiące kibiców spragnionych sportowych emocji. Doskonała organizacja, potężna hala Lanxess Arena, dwanaście tysięcy widzów oraz internetowe relacje, które w szczytowych momentach oglądało grubo ponad… milion osób. Ciężko uwierzyć, że to wszystko dla kilku gości strzelających do siebie na ekranach komputerów.

A jednak. E-sport to coraz większe przedsięwzięcie, a dzięki temu również coraz bardziej smakowity kąsek dla tych, którzy graniem chcieliby zarabiać na chleb. Oczywiście Pashy i jego kolegom wciąż sporo brakuje do Roberta Lewandowskiego czy nawet Michała Kucharczyka, ale już teraz stają się rozpoznawalni nie tylko w wąskim gronie miłośników gier komputerowych, ale i wśród reklamodawców. Pasha z półmilionową publiką na swoim facebookowym fanpage’u to gwarancja wysokiego zasięgu reklamy, ale i jego koledzy – oscylujący wokół 100-150 tysięcy fanów na swoich profilach FB – mogą już myśleć o spieniężaniu swojej rozpoznawalności. A przecież mówimy tu wyłącznie o potencjale marketingowym.

Do tego dochodzą oczywiście nagrody z turniejów i – ogółem rzecz ujmując – funkcjonowania jako e-sportowiec. Wbrew pozorom gra dla takich teamów jak rodzimy virtus.pro czy szwedzki fnatic to setki godzin treningów, które kiedyś trzeba wykonać. Dla tych chłopaków to już nie „relaks po robocie”, ale właśnie robota. Może nieszczególnie obciążająca, ale jednak – czasochłonna robota.

Wróćmy jednak do Kolonii. Właśnie tam, w asyście laserów, prezenterów, hostess i sponsorów, virtus.pro po raz kolejny mocno zaznaczył polską obecność na mapie e-sportowego świata. Polacy dotarli do półfinału, w którym zmierzyli się ze szwedzkim fnatic. Pasjonujący bój śledziła bodaj cała scena fanatyków CS-a, ale i mnóstwo „postronnych”, według antyweb.pl – nawet 900 tysięcy ludzi (czyli niewiele mniej niż finał). Co prawda po ciężkim spotkaniu rodzimi gracze odpadli, ale pozostawili po sobie bardzo dobre wrażenie. Zresztą jak zawsze – bo przecież właśnie ta piątka wygrała w Katowicach turniej EMS One oraz ubiegłoroczne Gfinity 3.

Jak daleko zdążył już dojść e-sport? Według PC World od kolońskiego turnieju wszystkie najważniejsze rozgrywki mają być związane z wyrywkowymi… kontrolami antydopingowymi. Aha, obecny cel Virtus.pro to zwycięstwo na zawodach ESL ESEA Pro League Invitational w Dubaju. W puli nagród ćwierć miliona dolarów. Polacy wystąpią tam jako jeden z sześciu najlepszych zespołów świata. Poniżej próbka rozmachu, z jakim realizowane są obecnie zawody Counter Strike’a Global Offensive. W rolach głównych oczywiście nasi rodacy. Druga tercja półfinałowego starcia z fnatic.

Te polskie flagi rozłożone przed monitorami naszych zawodników i na trybunach… Jasne, na razie to „tylko” e-sport, coś jak łyżwiarstwo szybkie albo hokej na trawie. Dla grupy zapaleńców, pasjonatów. Ale odróżnieniu od wspomnianych dyscyplin – e-sport ma przed sobą wielką przyszłość. Dobrze, że jest w niej miejsce na biało-czerwoną flagę!

Komentarze


Tagi: , , , , ,



Back to Top ↑