Najman napisał książkę o Kuleju. Wątpimy, czy przed kompem poradził sobie lepiej niż na ringu…

Opublikowano Kwiecień 30, 2014 | przez ZP

jerzy-kulej-moj-mistrz-b-iext25034226

Ta wiadomość uderzyła we mnie z siłą ciosu Witalija Kliczki. Powinienem napisać inaczej – z siłą ciosu Marcina Najmana, ale umówmy się – facet nie umie boksować, więc byłoby to porównanie chybione.

„Mój mistrz” – tak brzmi tytuł wspomnień Najmana o mistrzu bokserskim Kuleju. Czy je czytałem? Nie. Czy zamierzam? Hm, nie.

Z jednej strony zdaje sobie sprawę, że Marcin znał pana Jerzego bardzo dobrze, więc na pewno ma o nim coś do powiedzenia. Z drugiej naprawdę ciężko mi wyobrazić sobie Najmana, który siedzi przy butelce whisky – i z papierosem w kąciku ust – stukając jednocześnie w klawiaturę z takim efektem, z jakim Ernest Hemingway płodził na maszynie kolejne powieści.

Po czym wnoszę? Otóż moi drodzy pisanie książek to jest jednak dziedzina dużo bardziej skomplikowana niż pranie się po mordach, naprawdę mało kto jest w niej biegły. Moim skromnym zdaniem np. w XX wieku żyło mniej doskonałych pisarzy niż bokserów. Idąc dalej tym tokiem myślenia: skoro Marcin nie opanował nawet w stopniu niezłym szermierki na pięści, zapewne nie udźwignął też ciężaru napisania fajnej książki. Szczególnie, że facet nie jest mistrzem słowa mówionego, buduje banalne zdania, intuicja podpowiada mi, że nie ma szans, by dla odmiany pisał błyskotliwe.

– No ale może ktoś mu pomagał, może pod nazwiskiem Najman jest napisane małymi literkami jakieś znanego dziennikarza? – dopytuje mnie kumpela, gdy opowiadam o Marcinie-pisarzu.

Sprawdzam i, niestety, odpowiedź brzmi: nie.

– To nie jest książka napisana przez kogoś innego. Każde zawarte w niej słowo jest moje – oto słowa Najmana, które bez trudu można odnaleźć w Internecie. Słowa te bez wątpienia działają na niekorzyść Marcina. Podobnie jak fakt, że ślęczał nad książką cztery miesiące. Tylko cztery miesiące.

Ja wiem, że sprawni pisarze w stylu Krzyśka Stanowskiego są w stanie w tak krótkim czasie stworzyć coś ciekawego, ale żeby MN uwinął się z intrygującą lekturą w 1/3 roku? Nie kupuję tego. Dosłownie i w przenośni.

W książce „Mój mistrz” dostrzegam tylko jeden plus – rodział napisała poetka Krystyna Kulej, była żona Jerzego. W ciemno strzelam, że to może być hit, inaczej niż przemyślenia Marcinka. Ludzką rzeczą jest jednak wątpić, więc jeżeli nie zgadzacie się z moją opinią, tudzież nie chcecie skreślać Najmana przed przeczytaniem jego książki, uprzejmie informuję, że możecie ją nabyć pod tym adresem:

 http://www.sklep.weszlo.com/produkt/1256-jerzy-kulej-moj-mistrz-przedsprzedaz

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑