Najważniejsza rzecz, jaką przegapiłeś w święta: loty w kosmos stały się sto razy tańsze

Opublikowano Grudzień 28, 2015 | przez ZP

MUSKsum_2778344b

Czy Elon Musk jest geniuszem – za wcześnie wyrokować. Na pewno jednak jest wizjonerem, który właśnie odniósł sukces przybliżający go do realizacji najśmielszych planów, z kolonizacją Marsa włącznie. Bezproblemowy powrót rakiety Falcon 9 to osiągnięcie, które zmniejsza koszty lotu w kosmos z kilkudziesięciu milionów dolarów do kilkuset tysięcy, a to otwiera całą gamę nowych możliwości przed, cóż, wszystkimi: od wojska, przez korporacje, po turystów.

Jak było wcześniej? Dobrze powinniście znać ten schemat z filmów. Rakieta służyła po to, by wynieść w kosmos, a później z braku odpowiedniej technologii stawała się bezużyteczna – wracało się w lądowniku. Dawniej Falcon 9 byłby kosztującą 60 milionów dolarów cholernie złożoną konstrukcją, w którą włożono tysiące godzin pracy, a która niedługo po wylocie zmieniałaby się w kupę kosmicznego złomu. W takich realiach loty w kosmos siłą rzeczy były rzadkie i dostępne dla bardzo, ale to bardzo nielicznych. Nawet dotowana miliardami dolarów NASA w ostatnich latach wyraźnie wytraciła tempo. Teraz jednak po sukcesie Falcon 9 zasady gry drastycznie się zmieniają, dlatego specjaliści nazywają niedawny lot rozpoczęciem nowej ery eksploracji kosmosu.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Może się wydawać, że ta rewolucja przychodzi w momencie niespodziewanym, bo przecież w temacie kosmicznych podbojów działo się ostatnio jakby coraz mniej. Najlepszym przykładem NASA, której notorycznie okrajano budżet, a która notowała więcej spektakularnych porażek niż sukcesów. Powód był prosty: nawet Amerykanie mają tak wiele wydatków bardziej przyziemnych, że zwyczajnie nie stać ich na wielkie i kosztowne misje kosmiczne, zawsze jest coś o wyższym priorytecie. Co innego jednak prywatni inwestorzy, którzy na lotach w kosmos chcą po prostu dobrze zarobić. W pierwszej chwili powątpiewano, by mogło im się to udać, teraz jednak jest już pewne: prywatne firmy mogą być kołem zamachowym rozwoju tej dziedziny techniki, co właśnie udowadnia SpaceX Elona Muska.

Falcon 9 był bezzałogowym lotem komercyjnym, wyniósł na orbitę kilkanaście satelit. Taka usługa jest teraz w zasięgu finansowym setek podmiotów, to nowe możliwości dla wszystkich. A przecież nie tylko Musk odnosi sukcesy w tej branży, bo firma innego multimilionera, Jeffa Bezosa, również posłała rakietę w kosmos i potrafiła ją sprowadzić – Blue Origin była jednak mniej zaawansowana, to raczej lot testowy, w przeciwieństwie do operacyjnego Falcon 9. Możliwe też przecież, że za odpowiednią kwotę Musk sprzeda Falcon 9 jakiejś firmie czy nawet rządowi – to biznes, wizjonerski, ale biznes, a na realizację swoich kolejnych planów Musk potrzebuje miliardów. Z której strony nie patrzeć, dla ogromnego grona otwierają się właśnie nowe możliwości, począwszy od wylotów turystycznych, a kończąc na militarnych spięciach o kontrolę nad przestrzenią kosmiczną.

comment_cFhNx35OZ9eCQPmPetyRL9ZUUXNBoMMr

Co dalej planuje sam Musk? Zawsze szedł wielotorowo i teraz też realizuje wiele projektów (choćby hiperszybki pociąg rozwijający prędkość macha), ale zawsze jego celem numer jeden był Mars. Jak każdy wizjoner roztacza wizje rozległe i nie mówi tylko o locie załogowym, ale od razu o mieście na Czerwonej Planecie i kolonizacji. Jak z rękawa sypie pomysłami na uczynienie atmosfery przyjaźniejszej człowiekowi albo „uzielenieniem” Marsa, czyli uprawą roli tamże. Może to się wydawać czystym science-fiction, ale przez wiele dekad równie czystym science-fiction był powrót rakiety na ziemię. Dla Muska to zmiana najistotniejsza, bo dzięki niej pokonuje barierę najtrudniejszą: finansową. Bez jej pokonania wszelkie inne plany to wędrówki palcem po mapie, teoretyzowanie.

Komentarze


Tagi: , , , , , , ,



Back to Top ↑