Nowa jakość polskiej krytyki literackiej: Klaudia Halejcio

Opublikowano Lipiec 16, 2014 | przez MB

Karnawa³ Gwiazd - Polki.pl

„Mamy go za mało? A czasami dłuży się w nieskończoność… Czas. To niby obiektywna miara znana od tysiącleci. Odmierzamy lata, dni, godziny. Są jednak takie chwile kiedy godzina wydaje nam się wiecznością, a innym razem rozpaczliwie błagamy, aby trwała dłużej.”

Powyższy fragment to wstęp do recenzji książki „Zaklinacz czasu” Mitcha Alboma. Autorką tekstu jest Klaudia Halejcio, czyli nowa fala polskiej krytyki literackiej, która na swoim blogu otworzyła kącik mola książkowego. Do tej pory poruszała tematy takie jak: moda, w kuchni i beauty. Przede wszystkim jednak jest aktorką paru seriali i kilku kinowych klap. Widzowie pamiętają ją jako małą dziewczynkę. Dla nas to niezła sztunia z „Tańca z gwiazdami” (możemy tak mówić, jest pełnoletnia). I nowa bogini słowa.

Uwaga, recenzenci i krytycy literaccy, autorzy książkowych portali i czasopism, freelancerzy i współpracownicy prestiżowych redakcji, swoje wypociny od dziś prawdopodobnie możecie schować do szuflady albo spalić. Klaudia Halejcio to zwiastun nowej szkoły.

Treść jest dla naszej gwiazdy tak samo istotna jak wczorajszy stolec albo rozlany budyń. Ważne by było prosto, bo przecież w innym przypadku wydawnictwo się obrazi, a czytelnicy nie zrozumieją. Trzeba pisać okrągło, przyzwoicie i stosować jak najwięcej wyświechtanych sloganów.

„Czas okazuje się być niekiedy przekleństwem, innym razem każda chwila staje się błogosławieństwem i nadzieją, że to jeszcze nie koniec. ,,Zaklinacz czasu” prowokuje do myślenia o naszym własnym czasie – o jego przeżywaniu, o jego przemijaniu i znaczeniu.”

Najlepiej, by z treści nic sensownego nie wynikało. Meritum wystarczy uchwycić w jednym zdaniu:

„Powiem krótko: warto i nie będzie to czas zmarnowany.”

Wszystko co powyżej równie dobrze może być przepisem na stek wołowy lub streszczeniem odcinka „Złotopolskich”. Albo, jak w przypadku Halejcio, peanem dla ukochanej mamy. Wzruszenia, uczucia, miłość, rodzina, emocje rodem z reality show doskonale sprzedają się także w krytyce literackiej.

„Jednocześnie czułam wdzięczność, szczęście, radość, kiedy myślałam o mojej rodzinie. Ta książka uświadomiła mi jak cenni są moi bliscy, jak wiele im zawdzięczam i jaką szczęściarą jestem, że są cały czas obok mnie. Nigdy więcej nie zmarnuję choćby jednego dnia, bez powiedzenia – „Kocham Was”, „Kocham cię, Mamo”!”

Ten fragment pochodzi z recenzji książki „Jeszcze jeden dzień” tego samego autora. Warto mieć swoich ulubionych pisarzy. Bądź też korzystną umowę z wydawnictwem.

Halejcio uczy krytyków jeszcze jednej istotnej rzeczy: nie ma recenzji bez zajebistej sesji zdjęciowej.

Czytając nowego Kinga koniecznie trzeba jebnąć sobie kilka stylowych fotografii z książką w dłoni. To dowód, że recenzent faktycznie odrobił zadanie domowe. I możliwość pochwalenia się okolicznościami w jakich do tego doszło. Najlepiej czytać pośród palm, w jakimś ośrodku spa, odzianym w zupełnie nowy kostium kąpielowy dobrany specjalnie na potrzeby sesji. Wcześniej koniecznie trzeba zadbać o ciało. Krytyk literacki w dzisiejszych czasach musi być nienagannie wyrzeźbiony, by nie było siary na zdjęciach. Zgrabne łydki i płaski brzuch – absolutna konieczność. Bezbłędna cera i opalenizna będą dodatkowymi atutami.

Czytamy Halejcio.

Recenzje oraz zdjęcia autorki znajdziecie poniżej:

http://klaudiahalejcio.com/mitch-albom-jeszcze-jeden-dzien/

http://klaudiahalejcio.com/zaklinacz-czasu/

 

 

Komentarze


Tagi: , , , , , , , ,



Back to Top ↑