Pornhub znów wychodzi poza ramy. Teraz walczy z „porno zemstą”

Opublikowano Listopad 28, 2015 | przez lucky bastard

article-2535968-1A7FD41400000578-626_634x423

– Kochanie, a może byśmy TO nagrali? – pewnie nie każdy usłyszał w swoim życiu takie pytanie, ale nie oszukujmy – zjawisko filmowania swoich łóżkowych popisów jest dość powszechne. A jeszcze częstszym jest udostępnianie swoich nagich lub roznegliżowanych fotek życiowym partnerkom/partnerom lub – co gorsza – ludziom, z którymi wiąże nas stały związek.  Niby wszystko-ładnie, ale tylko do pewnego momentu, bo z tą zabawą jest trochę tak, jak z tatuowaniem sobie imion lub podobizn drugiej połówki – związki się rozpadają, a poważny ślad zostaje.

No i przesrane. Wyobraźcie sobie, że rozstajecie się ze swoją kobietą w bardzo napiętych stosunkach – przykładowo przez zdradę – a ona jest w posiadaniu nagrania, które albo was kompromituje, albo po prostu znajdują się na nim treści, których raczej nie pokazalibyście sąsiadom.  I nie zawaha się go użyć! Liczenie w takiej sytuacji na zdrowy rozsądek zranionej byłej to spory optymizm – w zasadzie równie dobrze można obstawić, że ostatnia drużyna w tabeli wygra na wyjeździe z liderem. Chęć zemsty jest zbyt mocna, nakrywa czapką wszystkie inne popędy. Oczywiście bardziej na wyobraźnię działa przykład odwrotny, w którym to kobieta jest potencjalną ofiarą, ale akurat w tym przypadku problem dotyczy wszystkich.

Porno zemsta – okrutna sprawa, wyjątkowe skurwysyństwo, mogące złamać życie. Pół biedy jeśli niepożądane treści rozpowszechniane są w wąskim gronie. Gorzej, gdy nagranie trafia do internetu i obejrzeć mogą je wszyscy – zarówno twój szef, jak i rodzice. Od czasu do czasu słyszymy o takich tragicznych historiach u nas, z kolei w Stanach zjawisko zdążyło już urosnąć do bardzo poważnego problemu, „revenge porn” zaczęto traktować jako przestępstwo.

Prawdopodobnie największym beneficjentem takich rewanżów stały się portale dla dorosłych. Amatorskie nagrania biją na nich rekordy popularności, są jedną z najczęściej oglądanych kategorii filmów, a porno zemsty to już w ogóle top topów. Nie do końca wiemy z czego to wynika, ale domyślamy się, że chodzi o pełną naturalność. Zresztą nieważne, nie w tym rzecz. Chodzi o to, że dla serwisów to kura znosząca złote jajka.

A popularny portal Pornhub – na pewno znacie – jako pierwszy w branży postanowił się wychylić i tę kurę zarżnąć. Powiedziano tam głośne i zdecydowane: nie dla porno zemsty. – Mamy świadomość, że naszym użytkownikom prócz rozrywki zależy przede wszystkim na bezpieczeństwie. Wszystkie nasze działania zmierzają w kierunku tego, by takie poczucie im zapewnić – mówi Corey Price, wiceprezes Pornhuba. Na czym polega zmiana? Chodzi o maksymalne uproszczenie procesu zgłaszania niepożądanych treści. Do tej pory był on bardzo trudny i długotrwały, wymagał szczegółowej argumentacji, uwierzytelniania własnej osoby itd. Jeśli kończył się happy endem, to najczęściej działo się to już po tym, gdy ofiara zdążyła zostać gwiazdą serwisu.

Teraz wystarczy jeden prosty formularz i po krzyku. Przynajmniej na Pornhubie, ale niewykluczone, że przykład wezmą też inni.

Świetny pomysł, szczytna, a przy tym dobra reklama. To kolejna głośna akcja tego serwisu, potrafią dam zadbać o marketing. Jakiś czas temu pojawiły się przecież głosy, że Pornhub chętnie zostanie głównym sponsorem drużyny piłkarskiej, a jeszcze wcześniej portal zasłynął z fundowania stypendiów dla najzdolniejszych studentów (należało napisać esej na temat uszczęśliwiania innych i nagrać krótkie video o sobie). Do tego Pornhub mocno angażuje się we wszelkie kampanie społeczne m.in. na rzecz walki z rakiem piersi i rakiem jąder. Najwidoczniej czasy się zmieniły, konkurencja wzrosła i porno już też trzeba reklamować. A skoro tak, to należy brać przykład z Pornhuba.

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑