Poznajcie najgorszego szefa na świecie

Opublikowano Sierpień 19, 2014 | przez lucky bastard

pullman1

Narzekacie na swojego szefa? Bo was opieprzył za coś, za co w waszej opinii nie powinien? Albo pracujecie dobrze, a nigdy nie pochwalił? Cóż, nie chcę mówić, że zawsze może być gorzej… Ale to prawda, może. Posłuchajcie historii najgorszego szefa w historii, George’a Pullmana.

Jak zły był?

Powiem tylko, że gdy zmarł, pochowano go kilkanaście metrów pod ziemią w stalowym sarkofagu, który zabetonowano grubą, kilkumetrową ścianą. Powód? Rodzina zmarłego obawiała się, że byli pracownicy WYKOPIĄ GO i będą chcieli w ten lub inny sposób zbeszcześcić jego zwłoki.

Nieźle, co? Jak sobie zasłużyć na taką opinię wśród podwładnych? Spokojnie, wszystko po kolei.

Po kolei również dlatego, że facet był… magnatem kolejowym w XIX wieku w USA. Wszystkiego dorobił się ciężką pracą. Zaczynał jako inżynier, pracował za grosze, ale dzięki wizjonerskim pomysłom i zasuwaniu doszedł do pieniędzy. W porównaniu z innymi na rynku, warunki pracy w jego fabrykach nie były złe, płacił też nienajgorzej. Ale potem wpadł na kolejny pomysł, mianowicie zbudowania miasteczka dla swoich pracowników. Wykupił spore połacie ziemi i zbudował w pełni funkcjonalne miasto: kościoły, teatry, parki, wszystko. Łącznie około 13 000 budynków! Według statystyk umieralności, było to jedno z najbezpieczniejszych, najzdrowszych miejsc na świecie.

Zyskał tym wielki poklask u opinii publicznej. Pracownicy też w pierwszej chwili nie narzekali: wielu przeniosło się z zapyziałych nor do nowiutkich mieszkań, w dodatku mieli blisko do pracy. Wszystko chodził jak w zegarku. Ale był jeden, podstawowy problem: Pullman był idealistą, posiadającym nad miasteczkiem pełną kontrolę. I kto jak kto, ale on nie bał się swoich idei wprowadzać w życie. W końcu wielokrotnie przyniosło mu to profity.

Ale nie tym razem.

Miał w swoim miasteczku władzę feudalnego barona. Ustalał prawo. Decydował o wszystkim. Znamienne, że nie postawił żadnych barów, saloonów, a alkohol był dostępny tylko za spore pieniądze w jednym hotelu, docelowo zresztą trunki były wyłącznie dla przyjezdnych. Chciał spokojnego społeczeństwa, bez nałogów. Uporządkowanego. Utopii. I kolejny raz okazało się, że ta nie ma prawa się zrealizować w rzeczywistości.

Pullman regularnie wysyłał swoje bojówki policyjne, by sprawdzały jak mieszkańcy dbają o porządek w swoich mieszkaniach. Jeśli ktoś nie potrafił utrzymać wysokiego standardu, od razu miał problemy. Zakazał wolnej prasy, zakazał zgromadzeń publicznych. Potem zaczął płacić ludziom we własnej walucie.

Tak jest, ustanowił walutę, która była respektowana tylko w miasteczku. Tak ludzie otrzymywali wypłaty. W ten sposób stawali się w gruncie rzeczy więźniami, nie mieli szans odłożyć pieniędzy, uciec było bardzo trudno. Potem zresztą tej pensji rodem z Monopoly też zaczęło ubywać.

A pamiętajmy, że facet miał kontrolę nad cenami w sklepach, nad czynszami, nad wszystkim. Mógł więc sterować nimi tak, że choć pensje szły nieznacznie w górę, to ich faktyczna siła nabywcza opadała. W pewnym momencie obciął też pracownikom kasę o 25% pozostawiając ceny na tym samym poziomie. Jednocześnie wydłużył godziny pracy, bo branża stawała się coraz bardziej konkurencyjna.

Co zaczęło się z myślą o podniesieniu efektywności wraz z poprawą jakości życia pracowników, skończyło się zamaskowanym, ale w pełni rozpasanym niewolnictwem. Ktoś może powiedzieć: specyficznegto rodzaju obozem koncentracyjnym.

W końcu ludzie zaczęli strajkować. Co wtedy zrobił Pullman? Wezwał na pomoc kawalerię. Sam ówczesny prezydent USA pomógł mu rozbić strajk, wysyłają blisko 4000 żołnierzy. Tak mocno Pullman stał wówczas pod względem pozycji, tak szanowano jego wcześniejsze osiągnięcia. Zdołał przekonać ważnych ludzi, że wina stoi po stronie pracowników.

Ale wreszcie wszczęto dochodzenie i odkryto prawdę o jego miasteczku. Uznano go za winnego, a lokację sąd najwyższy Illinois przyłączył do Chicago, odbierając Pullmanowi władzę…

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑