Remont warszawskiej starówki, czyli absurd goni absurd

Opublikowano Sierpień 7, 2014 | przez lucky bastard

Czasem zastanawiamy się czym urzędnik miejski różni się od każdego innego obywatela. Nie chodzi nam tu o ekstremalnie sztywne godziny pracy, czy przytulanie premii uznaniowych i tak zwanych trzynastek. Odpowiedź jest prostsza niż mogłoby się wydawać – urzędnik za swoje czyny odpowiada nie tylko przed swoim szefem i innymi współpracownikami, ale przede wszystkim przed społeczeństwem.

Dalecy jesteśmy od opinii, że urzędnicy specjalizują się w podejmowaniu absurdalnych decyzji. Oczywiście ci ludzie co chwilę wykonują irracjonalne ruchy, ale nie zdarza im się to częściej niż przedstawicielom jakiegokolwiek innego zawodu. U nich po prostu te wszystkie idiotyzmy są mocno eskalowane i widać je jak na dłoni.

Nikogo nie obchodzi, że pani Jola z księgowości przez godzinę wypełniała tabelkę w Excelu i na koniec zapomniała wcisnąć „save”. Szef ją opieprzy, koleżanka postuka się w czoło, a ona po prostu wykona tę robotę drugi raz, rezygnując z popołudniowych ploteczek przy kawie. Kiedy jednak to urzędnik w niedostatecznym stopniu używa rozumu, konsekwencje są o wiele bardziej przykre. Świetnym przykładem jest tu harmonogram czteroletniego remontu warszawskiej starówki.

To ogromne przedsięwzięcie realizowane jest z gracją Jarosława Kuźniara prowadzącego program o śpiewaniu. W sierpniu zeszłego roku rozwalono rynek, tłumacząc, że przebudowa tak rozległego fragmentu zajmuje dużo czasu i nie da się nie zahaczyć o okres wakacyjny. Można dyskutować, czy naprawdę nie można było podzielić tej operacji na etapy lub uwinąć się w okresie jesień-wiosna. To już jednak przeszłość i zdążyliśmy nawet pomyśleć, że wszystkie kontrowersyjne decyzje są już za nami. A potem wybraliśmy się na spacer na starówkę.

slub

Sami zastanawiamy się, jak urzędnicy wytłumaczą realizowany w sierpniu remont Kanoniej i Jezuickiej, czyli ulic położonych tuż obok Pałacu Ślubów. I to w samym środku sezonu ślubnego! To jasne, że mają wyjebane na nowożeńców, więc prawdopodobnie niczego nie będą tłumaczyć. Niech panny młode uwalą sobie sukienki jeszcze przed rozpoczęciem ceremonii, niech czekający goście stoją wśród kamieni, piachu i tego całego syfu. Wreszcie niech po zaślubinach wszyscy sobie cykną fotkę z fragmentem koparki.

Ludziom z innych części Polski warto wyjaśnić, że Pałac Ślubów to dla mieszkańców Warszawy miejsce wyjątkowe, praktycznie jedyna opcja na wzięcie ślubu cywilnego z pompą. Alternatywę może stanowić któryś z dzielnicowych urzędów, obskurnych i cuchnących, ulokowanych tuż przy ruchliwej ulicy lub na kompletnym zadupiu. Tego lata ta jedyna rozsądna możliwość została bezczelnie obdarta z estetycznych atutów. Wkurwionym nowożeńcom pozostaje tylko uśmiechać się przez zaciśnięte zęby i udawać, że wszystko jest w porządku.

A warszawskim urzędnikom podpowiadamy – zimą zajmijcie się renowacją Górki Szczęśliwickiej, a przed następnymi wakacjami rozkopcie wszystkie wyjazdówki w stronę Zalewu Zegrzyńskiego.

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑