Rewolucja w świecie procentów. Do gry wjeżdża whisky o… smaku cycków

Opublikowano Lipiec 16, 2014 | przez lucky bastard

wyszło. wódka

Ręka w górę, kto nigdy nie pił Żubrówki „Bison Grass”, z trawą w środku? Lasu rąk się nie spodziewam. Wódki z domieszkami żurawiny czy też cytrusów przez niektórych nazywane są perfumami, ale nie zmienia to faktu, że jest na nie duży rynek i idą jak, cóż, woda. Jak daleko pójdą twórcy alkoholi w wymyślaniu wszelakich kompozycji, mających urozmaicić ofertę, poprawić sprzedaż? Otóż już wiem, że dość daleko. Właściwie ciężko zajść dalej. Dostępna na rynku jest już… whisky o smaku cycków.

No dobra, trochę uprościłem, ale tak, jak trawa w Żubrówce ma nadać jej charakterystycznego smaku, tak niemiecka marka whisky „G Spirit” liczy na to, że cycki nadadzą niepowtarzalnego smaku ich wyborom. Proces twórczy wygląda, jak dowiadujemy się z oficjalnych materiałów prasowych, tak: „Wykorzystujemy tylko alkohol, który przeleżał co najmniej dziesięć lat w najlepszych warunkach. Aby nadać mu unikalnego smaku, jest potem rozlewany po piersiach wyjątkowej kobiety, a następnie każda kropla jest zbierana i trafia do butelki”.

amina

Śmiejecie się? A może jeszcze żyjecie wyobrażaniem sobie tej scenki? Tak czy inaczej, sprawa jest potraktowana poważnie. Podczas procesu rozlewania whisky po piersiach, a później zbiorach tejże, obecny jest medyczny personel i generalnie wszystkie służby konieczne, by później wydać pozwolenie na dopuszczenie takiej whisky do obiegu. Cóż, wcale nie obrazilibyśmy się, gdybyśmy musieli rano wstać do pracy trudniąc się takimi zajęciami. Znalazłoby się parę gorszych zawodów.

Szczególnie, gdy patrzymy na zdjęcia lasek, które rzekomo biorą udział w procesie wytwórczym. Jest Alexa Varga, węgierska Playmate of the Year za rok 2012, a także modelka Evelin Aubert. Są zjawiskowe dziewczyny, że tylko by się chciało powiedzieć: momencik, bardzo chętnie ten towar kupię, ale proszę podawać, że tak powiem, na surowo. Szkoda szkła, szkoda butelki. Może być prosto z piersi, nie obrażę się.

Śmierdzi to oczywiście kitem na kilometr, łatwym sposobem na to, by podnieść cenę zupełnie normalnej whisky o kilkaset procent w górę. Bo chyba nikt z was nie ma wątpliwości, że nabycie G Spirits to zabawa dość droga. Na nasze butelka kosztowałaby mniej więcej tysiąc złotych. I teraz pytanie: czy to trochę nie za mało, skoro ciągle do jej produkcji potrzeba regularnego najmowania modelek i to do pracy topless? Kolejne podejrzenie.

Ale jeśli to prawda? To tak, spróbowalibyśmy. Bylibyśmy ciekawi. Jest w idei na taką whisky coś bezczelnie pięknego, szalona wizja wprowadzona w życie na zasadzie „a chuj, tak zrobię!”. I choć to projekt komercyjny, choć jesteśmy dymani na kasę, to jeśli faktycznie naprawdę ktoś wprowadził ten plan w życie – uściśniemy rękę i pogratulujemy. Pomysłu i jaj.

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑