Romans w pracy? Jasne, że tak

Opublikowano Sierpień 20, 2014 | przez lucky bastard

lEwty9j

Przyznam, że z lekkim zdziwieniem – ale też z rozbawieniem – przeczytałem tekst kumpla z redakcji o romansach w pracy (całość http://wyszlo.com/romans-w-pracy-kuszace-ale-nie-skorzystam). Rozumiem, że ma kiepskie doświadczenia, a taki układ go nie interesuje lub nie kręci – jego prawo. Ale autorytatywne odradzanie służbowego bzykania wszystkim wkoło to jednak spora przesada.

W gruncie rzeczy problem z romansami w pracy leży w stereotypowym myśleniu. Nietolerancyjne szefostwo, niższa efektywność pracy, plotki i – tu największy argument przeciwników – codzienne widywanie się po zakończeniu etapu gier i zabaw. Zrozumiałbym, gdyby taką wyliczanką podzielił się ze mną ojciec albo, co bardziej prawdopodobne, dziadek. Dziś jednak młody pracownik „robi” w zupełnie innej rzeczywistości, w której można pozwolić sobie na zdecydowanie więcej.

No dobra, weźmy na warsztat tego złego szefa, który po przyłapaniu nas na figlach z koleżanką wywali z roboty lub zablokuje awans. W dwu-trzy osobowej firmie taki koleś faktycznie może stanowić problem. Jeśli jednak – jak spora część naszego społeczeństwa – pracujecie w dużej korporacji, sytuacja wygląda zgoła inaczej. W takich okolicznościach szefa widuje się okazjonalnie, najczęściej na krótkich przemówieniach podczas firmowych bankietów. Taki szef komunikuje się z załogą mejlowo, zazwyczaj przy okazji życzeń świątecznych lub informacji o braku podwyżek. Wreszcie korporacyjny boss nie wie, jak się nazywa jego przeciętny pracownik, z jakiego jest działu i czym się zajmuje. Jedyne co wie, to że takiego pracownika można łatwo zastąpić kimś innym.

Rzecz jasna poza szefem jest cała sieć bezpośrednich i pośrednich przełożonych, kierowników działów, menedżerów i partnerów. Każdy z nich potencjalnie może krzywo spojrzeć na romans w pracy, ale nie ma to większego znaczenia. Ci z wyższych stanowisk zachowują się podobnie jak szef, a ci z niższych to bardziej koledzy niż przełożeni. Każdy odpowiada za wąską działkę, z którą czyjeś intymne relacje zazwyczaj nie kolidują. Liczą się głównie cyferki i – jeśli się zgadzają – można harcować do woli.

Oczywiście problemem może być flirt w pracy, pisanie tysięcy znaków na firmowych komunikatorach i rozkojarzenie. Niczym nie różni się to jednak od romansowania przez internet z każdą inną laską. W dobie Facebooka i gmaila nie ma znaczenia, czy dziewczyna, do której startujemy, pisze do nas z innego piętra, czy z innego miasta. Koniec końców w monitorowanych firmowych pomieszczeniach i tak nie można dziabnąć żadnej z koleżanek. Jeśli jednak w przerwie na lunch pracowniczka HR zamiast kiełbaski z hot-doga wybierze inną, jest to wyłącznie jej sprawa.

Plotki to również problem trochę na siłę. Ze strony kumpli z pracy nie ma się czego obawiać, bo większość i tak skrycie marzy o którejś z koleżanek. Przez niektórych może przemawiać zazdrość, ale nikt nie będzie otwarcie potępiać romansów w pracy, bo wielu liczy, że kiedyś staną się one i ich udziałem. Z kolei czarny PR ze strony pań to temat stary jak świat. Jeśli jednak da się delikwentce delikatnie do zrozumienia, że jest to broń obusieczna, ma się zagwarantowany spokój.

No dobra, przejdźmy do meritum, czyli do codziennego widywania laski po ustaniu relacji seksualnych. Myślenie, że w dzisiejszych czasach każda rozłąka prowadzi do nienawiści wydaje się równie jałowe, co felietony Jerzego Dudka. Świat się zmienił i zmieniły się również kobiety, które coraz częściej myślą o seksie w czysto hedonistyczny sposób. To panie zazwyczaj wychodzą z propozycjami relacji „friends with benefits” (czyli po prostu „fuck friends”) – chociażby dlatego, że facetowi nie wypada podnieść takiej inicjatywy. Kobiety to już nie zranione sarenki, ale zaradne łowczynie, które wiedzą czego chcą. A jak chcą się po prostu bzykać, to nie robią przy tym planów na przyszłość i nie nadają dzieciom imion.

Nie rozumiem, jak można swobodnie rezygnować z całych rzesz pięknych, eleganckich, często władczych i wyniosłych kobiet z pracy. Zwłaszcza, jeśli któraś zachowuje się niedwuznacznie i daje do zrozumienia, że jeszcze dziś wieczorem może być naprawdę gorąco. Mężczyźni są tak skonstruowani, że pożądają kobiet, które znają i widują. Nie fantazjują o swoim ideale czy jakiejś jeszcze niepoznanej ślicznotce. Chcą dziabnąć dziewczynę ze szkoły lub z pracy, która – nawet jeśli ma odrobinę zbyt dużą pupę lub za małe cycki – i tak nie daje spać w nocy.

A że pojawią się plotki? Że za kilka tygodni przyjdzie czas rozstania i trudniej będzie pracować? Naprawdę targają wami takie wątpliwości, kiedy tuż obok wypina się bezwzględna pani menedżer?

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑