Romans w pracy? Kuszące, ale nie skorzystam

Opublikowano Sierpień 6, 2014 | przez MB

w pracy

Pamiętacie jak rodzice ostrzegali was, byście nigdy nie chodzili z dziewczyną z klasy? Wyszło ostrzega – nie wdawajcie się w romans w pracy.

Koleżanki z firmy puszczają wam zalotnie oczka, wysyłają dyskretne uśmiechy albo kokieteryjnie kręcą lokiem? Ich spojrzenia mówią: powiedz tylko słowo, a będę twoja? Takie rzeczy się zdarzają. Każdy facet jest łasy na zalecanki, lubi czuć się pożądany i atrakcyjny dla płci przeciwnej. Jesteśmy próżnymi warchlakami, którzy najchętniej wykorzystaliby każdy objaw nawet najmniejszego zainteresowania (czyt.: wzięliby laskę na warsztat). Zazwyczaj można sobie na to pozwolić. Zazwyczaj, ale nie w pracy. Z tego zawsze powstają kwasy.

Przede wszystkim taką sprawę ciężko ukryć. Dyskrecja i dochowywanie sekretów to nie są mocne strony kumpli z pracy. Najpierw oczywiście zbiją z wami triumfalne piątki, odbędą rytualny taniec samców i będą pod wielkim wrażeniem waszego podboju. Z czasem jednak ich podziw zamieni się w durne podśmiechujki, dogryzanie i szyderstwa. Na to wszystko przypadkowo wejdzie szef, który akurat romansów w pracy nie toleruje i macie przejebane.

Może być też tak, że sam wyczuje pismo nosem. Myśląc o ruchaniu w miejscu pracy staniecie się mniej wydajni, rozkojarzeni, zaczniecie popełniać najprostsze błędy i nici z awansu. Nie daj Bóg, żeby ktoś nielojalny nakrył was na szybkim bzykanku w pakamerze albo w pokoju socjalnym. Wtedy kiła, mogiła (tej pierwszej żadnemu z was nie życzymy, tak się tylko mówi).

Tak czy siak wieść o tym, że pukacie jakąś laskę z firmy rozniesie się szybciej niż wąglik. Nawet jeśli boss nie będzie miał nic przeciwko (bo pewnie sam swoje łódeczki struga), to inni pracownicy nie dadzą wam żyć (zapewne ci, których życie seksualne ogranicza się do codziennej kąpieli). Ploteczki, krzywe spojrzenia, szepty. Wśród zniesmaczonych i zawistnych na pewno znajdzie się kilka lasek, które liczyły na to samo, ale przyjemność zasmakowania w waszym kutasie je ominęła.

Pukanie koleżanki z pracy to także nienajlepszy sposób na skok w bok. Niby jest pod ręką, nie nachodzi się człowiek, ale to jednak zawsze jakieś służbowe bankiety i imprezy, na które zabiera się partnerki, są na nich wspólni znajomi, sporo się wtedy pije itd. Od słowa do słowa, od spojrzenia do spojrzenia i sprawa się rypnie. Można oczywiście próbować przyjść samemu, ściemnić, że tylko dla pracowników, ble, ble, ble, ale wtedy bądźcie pewni, że na drugi dzień w sieci pojawią się wasze fotki w objęciach cycatej kochanki. Tacy właśnie są koledzy.

Albo taka sytuacja. Dochodzicie do wniosku, że nie chcecie już jej posuwać. Znudziła wam się i chętnie przerzucilibyście się na inną łanię. W okolicznościach pozasłużbowych rozwiązania są dwa: szczera rozmowa, postawienie sprawy jasno i wyproszenie jej z chaty albo nagłe i całkowite zerwanie kontaktu. Oba jednak zakładają, że dziewczyna się rozpłacze, będzie miała żal, nagle wyzna wam miłości i zagrozi samobójstwem. W okolicznościach służbowych pozostaje jedynie szczera rozmowa, która zapewne skończy się podobnie. Tylko potem trzeba z tym żyć jak z wrzodem na tyłku. Po fazie rozpaczy przyjdzie etap nienawiści. Laska będzie nie do zniesienia. Na każdym kroku będzie wam przypominać o tym, jakimi jesteście skurwielami i że zmarnowaliście jej życie. Nie wykluczone, że dojdzie do rękoczynów. Nawet najstarsi górale nie są w stanie przewidzieć, do czego zdolna jest odrzucona kobieta.

W kobiecej furii najgorsze jest to, że po każdym ataku musi nastąpić wyciszenie w ramionach przyjaciółeczek. Zatem w oczach dup, które wcześniej miały na was chętkę, jesteście totalnie spaleni i na terenie firmy już nie zaliczycie.

I dobrze, to nauczka dla wszystkich baranów, którzy decydują się na romans w pracy.

Komentarze


Tagi: , , , , , , , ,



Back to Top ↑