Selfie z krową, Jogobella i Sacrum vs Profanum. Redaktor Wyszło na Malcie

Opublikowano Lipiec 30, 2014 | przez MB

0

Wróciłem. Tydzień mnie nie było, bo grzałem dupę na Malcie. Zaraz po powrocie zasiadłem do klawiatury, bo rzeczy, które tam się działy, zasługują na to, by je uwiecznić. Jak wiadomo wszystko, co wrzucone w Internet, zostaje w nim na zawsze. Jako że tekst ukazuje się na łamach Wyszło, nie spodziewajcie się zwyczajnych wspomnień.

Przez najciekawsze i najdziksze sekrety Malty, kraju, gdzie kręcony był pierwszy sezon „Gry o tron”, najlepiej poprowadzą nas fotografie. Robione w mocno turystycznych miejscowościach, w miastach nie tak bardzo oczywistych, w sklepach, w autobusach, na ulicach, w restauracjach. Na pierwszy rzut oka to niewielkie państwo wyspiarskie wygląda jak z Google Graphics. Zachwycające widoki, silne skały, woda i niebo czyste jak polska wódka. To wszystko możecie sobie znaleźć w necie. Malta to coś o wiele więcej. I wcale nie trzeba brać narkotyków żeby to poczuć (choć można).

Czy zdawaliście sobie sprawę z tego, że to właśnie na Malcie robią najlepszą pizzę na świecie?

1

Zaplecze gastronomiczne kraju jest srogo wyposażone. Naleśniki, których nawpieprzałem się najwięcej, ryby, makarony, boskie wypieki (koniecznie skosztujcie kiedyś tzw. pastizzi), oliwki, które najlepiej jeść na plaży, lody, za które można zabić, nawet Cola smakuje tam lepiej. Z kolei maltańskiego burgera zje tylko prawdziwy skurwysyn.

2 +

2.min

Dziwne jest jedynie to, że sektor kulinarny, a dokładnie sekcja „fast food”, bywa mieszany w sprawy wiary.

3

Na Malcie sacrum i profanum ocierają się o siebie bardzo często, lecz nikomu to nie przeszkadza. Przykład pierwszy z brzegu – Balluta Bay – urocza zatoczka w środku miasta, położona u stóp niewiarygodnie pięknego kościoła. Na dole opalone i spocone ciała prężą się  na słońcu i taplają się w chłodnej wodzie, na górze Bóg i wszyscy święci mają niezły widok. Weźmy też zwykły sklep fotograficzny. Standardowy asortyment takiego sklepu to aparaty, klisze, obiektywy, ramki do zdjęć. Na Malcie dorzucają figurki papieży.

4

Technologicznie krajowi też niczego nie brakuje. iPphone’y, smartfony, tablety, hotspoty, wi fi, wszystko jest. Nawet kler jest w tych sprawach oświecony.

5

Jednak nie wszystkie rejony podążają za nowinkami.

6

Inne z kolei z trendami zdecydowanie przesadzają.

7

Jeśli komuś z was wydaje się, że Malta to taka maleńka, spokojna wysepka, która ma gdzieś postęp cywilizacyjny, to jest w głębokim błędzie. Ten kraj łyka wszystko jak młody pelikan. Globalizacja, kurwa. Pepsi, Zara, KFC, Minionki, Disney, Burger King, Marks & Spencer, Lacoste, Nike, Apple, Gilette, McDonald’s. Nie uświadczycie żadnych lokalnych słodyczy, wszędzie Snickersy, Marsy, Twixy i Bounty. Jest jedno lokalne piwo – CISK – ale to jakiś sikacz. Maltańczycy mają jednak zjawiskowo pyszny i skutecznie orzeźwiający napój Kinnie, który ponoć jest już sprowadzany nawet do Polski.

8

A skoro o Polsce mowa:

9

Jogobella na Malcie? Co takiego? Ze wszystkich wspaniałych rodzimych towarów eksportowych (wędliny, majonezy, pieczarki, jabłka, buraki cukrowe, drób) na Maltę akurat dotarły jogurty? Już nic mnie nie zaskoczy. I wierzcie mi lub nie, ale zdjęcie poniżej nie przedstawia wcale kadru programu lokalnej stacji telewizyjnej poświęconego problemowi z komunikacją miejską (ten problem to akurat jedyny wrzód na dupie, jaki pozostał mi po tych wczasach). To 4funTV. To samo, które tak bezczelnie krytykowałem w jednym z poprzednich artykułów. Karma.

10

Zaskoczyło mnie również to, jak bardzo naród maltański świadomy jest kulturowo, i jak chętnie język kultury przekłada język ulicy. Jadąc tam spodziewałem się, że zewsząd dobiegać będzie włosko brzmiący pop, bardowie będą grać zniewieściałe serenady, na ulicach zamiast grajków śpiewać będą soliści operowi, a w samochodach buczeć będzie toporne techenko. Było tak jedynie po części i przekonałem się o tym dopiero w którymś dniu pobytu. Maltańczycy walą amerykański pop, słuchają brytyjskiego indie rocka, otwarci są na elektronikę, na folk, przeboje te same co w Radiu Zet i Michael Jackson wiecznie żywy. Czuć też nostalgię do rozkosznych lat 90. i początków XX wieku. W Valettcie, czyli w stolicy, za bezcen dorwałem CD Puddle of Mudd i braci Hanson.

11 +

11

Zaś podczas kolacji na dachu, którą nasz host zorganizował dla nas i swoich przyjaciół, miałem wrażenie, że słucham własnej playlisty z YouTuba. Muzyczka palce lizać. Maltańska scena nie jest już tak ekstytująca. Poniżej taka ichna Madonna – Ira Losco.

 

Kiepskie hity to jednak żaden problem wobec ogromu wspaniałości, jaki Malta roztacza przed turystą. Plaże, drinki, przejażdżki motorówką, podróże promem, restauracje nad brzegiem Morza Śródziemnego, cudowne miasteczko Mdina, doskonałe tortellini, palenie papierosów na skalistych wybrzeżach, kąpiele w miejscu, w którym Daenerys Targaryen hajtała się z Khalem Drogo, festiwale artystyczne, wyczesane graffiti, mega życzliwi ludzie, wspaniała przyroda, wiatr przyjemnie muskający końcówki włosów, pączki sprzedawane na ulicy, ekskluzywne hotele, baseny, krajobrazy… I tylko jednego żal:

12

Na szczęście można kupić sobie ciasto.

13.min

Choć byłem w Sliemie, Bugibbie, St. Julian’s, na wyspie Gozo, na Comino, w Naxxar i w Valettcie, języka nie liznąłem ni w ząb. Podczas wspomnianej kolacji na dachu (dach był zajebisty) próby wymówienia „dzień dobry” zostały zniweczone przez krążący w mym organizmie alkohol. Trochę nawet się tym speszyłem i w pewnym momencie przestałem mówić w ogóle. Na szczęście angielski to na Malcie drugi z języków urzędowych, dla niektórych nawet pierwszy, więc na co dzień z komunikacją nie było problemów. Mówiła za mnie dziewczyna. Ja trzaskałem głównie foty i jadłem. Przeczytałem genialny tom opowiadań Andrija Lubki, ostrzegam, zupełnie niewakacyjny, odpocząłem jak król, strzaskałem się na heban, ochlałem wińskiem i zwiedziłem trochę świata. Nauczyłem się też jednej rzeczy o kobietach, którą chciałbym wam podarować na koniec.

Udanych wakacji.

14

Komentarze


Tagi: , , , , , , , , , , , , ,



Back to Top ↑