„Strażnicy Galaktyki” – najlepszy film o superbohaterach w historii kina

Opublikowano Sierpień 13, 2014 | przez MB

strażnicy

Jeszcze na długo przed premierą „Strażnicy Galaktyki” byli murowanym hitem. Nikt chyba jednak nie przypuszczał, że film będzie aż tak dobry.

Entuzjaści komiksowego uniwersum Marvela dostawali spazmów, stali bywalcy Comic Conu onanizowali się na widok pierwszych plakatów, Internet zrobił z Chrisa Pratta najgorętsze nazwisko sezonu. Często takie reakcje są ewidentnie na wyrost, a film ostatecznie okazuje się wielkim gniotem. W przypadku „Strażników Galaktyki” wszystkie przedwczesne orgazmy były jak najbardziej na miejscu. Tytuł tekstu głosi, że jest to najlepszy film o superbohaterach w historii kina. Jest to też najlepszy film science-fiction na przestrzeni ostatnich co najmniej trzydziestu lat.

W marvelowskiej produkcji zgadza się właściwie wszystko. Począwszy od obsady przez efekty specjalne, kostiumy, zgrabne dialogi, aktorski kunszt, poczucie humoru na boskim soundtracku lat 70. kończąc. W kategoriach kina rozrywkowego film Jamesa Gunna otrzymuje 10/10. Twórcom należą się szczególne brawa, bo tak naprawdę wiele rzeczy mogło nie zagrać i wiele rzeczy można było tu spieprzyć.

Historia Strażników Galaktyki nie jest tak dobrze znana jak cykl o Avengersach. Nie mają w swoim składzie seksownego Iron Mana, mocarnego Thora i niszczycielskiego Hulka. Nie mierzą się z tak spektakularnymi wrogami jak Magneto czy Venom. Potencjał teoretycznie mają znacznie słabszy: tępe drzewo, które na wzór Pokemonów i Hodora powtarza ciągle „I am Groot” i raczej bohatera nie struga, mały szop-wypłosz z giwerą, ograniczony umysłowo zbieg bez poczucia humoru i sarkazmu, zielonoskóra zdradziecka dziunia i średniej klasy złodziejaszek o pretensjonalnej ksywce. Ponadto ich losy osadzone są w odległym kosmosie, a jak dobrze wiemy, wszystko, co w nim osadzone, zawsze musi przegrać rywalizację ze „Star Wars”. U Marvela zresztą jest podobnie jak u Lucasa. Kosmiczne statki, wiele ras żyjących między sobą, dzielni i młodzi najemnicy, galaktyczni opryszkowie i jeden zły koleś, który wszystkim trzęsie.

Spektakularne klęski wielu potencjalnych blockbusterów spod znaku sci-fi pokazują też, że publiczność różnie reaguje na ufoludki, stwory, monstra i poczwary. Tych w „Strażnikach” nie brakuje. Jak wobec tego wypadają w obliczu napakowanego Kapitana Ameryki, wszechmocnej Storm, szkieletów z adamantium i realiów czasów współczesnych? Nieziemsko.

„Strażnicy Galaktyki” są tym wszystkim, czym film o superbohaterach być powinien. Historia typowych kosmicznych nieudaczników w stylu „od zera do bohatera” to opowieść najwyższych lotów. Nie ma dłużyzn, wypełniaczy, niepotrzebnych scen. Każda z nich jest logiczna i uzasadniona. Widz nie zadaje sobie pytań „ale jak to?”, „po co?”, „co to, kurwa, ma być?”. Nie ma na to nawet czasu. Nowy stuff od Marvela to jednocześnie jazda bez trzymanki i fascynujące przeżycie. Poemat na cześć przygody. Tępe drzewo okazuje się potężną sekwoją, szop-wypłosz dzielną bestią, ograniczony zbieg symbolem honoru i braterstwa, zdradziecka dziunia gorącą laską, a średniej klasy złodziejaszek wybitnym dowódcą.

Wizualnie produkcja Gunna to majstersztyk, pokaz tego, co można wykrzesać z nowoczesnych technologii. Nawet nie chcemy zachodzić w głowę, jak to zrobili, po prostu bajecznie się na to patrzy. Szczególnie na scenę łączących się ze sobą statków tworzących wielką podniebną płachtę.

Jakby tego było mało, film jest zabójczo śmieszny. Błyskotliwe gagi, gry słów, nadzwyczajny humor sytuacyjny. Star-Lord totalnie z dupy tańczący przed największym wrogiem? Bezcenne. Chris Pratt słusznie został najgorętszym nazwiskiem sezonu. Jego postać jest genialna. A Bradley Cooper podkładający głos pod Rocketa? Kochamy tego gościa jeszcze bardziej.

Ta recenzja prawdopodobnie brzmi jak tekst piętnastoletniego oszołoma, który dałby się poćwiartować za maskę Spider-Mana albo spenetrować za autograf Hugh Jackmana. Gdyby jednak ten sam gówniarz po seansie „Strażników Galaktyki”, poszedłby do sklepu z zabawkami, kupił sobie sztuczny pistolet i udawał, że ratuje świat przed diabolicznym Ronanem, poszlibyśmy za nim jak w dym.

Komentarze


Tagi: , , , , ,



Back to Top ↑