„Szef”, czyli zjadliwa acz przeciętna komedia o… żarciu

Opublikowano Lipiec 27, 2014 | przez ZP

chef_merrick_morton_2

Gdybyście zapytali mnie, czy w niedzielne popołudnie lepiej wybrać się do kina na film „Szef”, czy też po prostu pojechać  nad jezioro ze znajomymi i spić kilka browców, bez mrugnięcia okiem poleciłbym Wam opcję numer 2. Mimo że w obrazie Jona Favreau nie brakuje gwiazd, kilku błyskotliwych dialogów i paru zabawnych fragmentów, to jednak ostatecznie człowiek traktuje go dokładnie tak, jak kanapkę z szynką, o której zapomina w momencie, w którym skończył ją jeść.

„Szef” to film, który wylatuje z głowy jeszcze zanim wybrzmią końcowe napisy. Dlaczego? Bo jest tak samo zaskakujący, jak alfabet dla polonisty. Przez ponad 110 minut nie ma nawet jednej chwili, która sprawiłaby, że widzowie na sali krzykną „wow”. Jest za to wiele momentów, które irytują. Do takowych, niestety, trzeba zaliczyć WSZYSTKIE sceny z udziałem Scarlett Johansson. Piszę to z ciężkim sercem, bo to laska, którą mam w swoim top 5 sław do zaliczenia w przyszłości. Niestety, w „Szefie” dziewczyna prezentuje poziom polskiego aktora z telenoweli. Czytaj ma ciągle tę samą niewyraźną minę, która wkurza tym bardziej, że jakiś niewydarzony stylista dobrał jej do roli fatalną, ciemną fryzurę z grzywką.

Równie kiepski co Scarlett jest w swoim epizodzie Dustin Hoffman. „Rain Man” powinien już chyba pomyśleć o emeryturze, ponieważ „trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść” i takie tam.

Żeby jednak nie było, że nasza letnie premiera to tylko przewidywalny scenariusz i gwiazdy, które rozczarowują, napiszę kilka pozytywnych słów. Po pierwsze, o… jedzeniu. Bohater filmu jest kucharzem z najwyższej półki i trzeba przyznać, że autorzy potrafili to oddać. Obrazy, które pokazują jak nasz wrażliwy grubasek o imieniu Carl pichci pyszności, sprawiają, że człowiekowi cieknie ślinka i jedyne o czym marzy, to by opuścić kino i zjeść jakiegoś znakomicie dopieczonego burgera albo inną pastę.

Większe wrażenie od żarcia robi Sofia Vergara, grająca żonę głównego bohatera. Człowiek patrzy nią i myśli sobie jedno: jednak Kolumbia dała światu coś jeszcze wspanialszego niż Shakira i James Rodriguez. Babka ma klasę, styl, elegancję, oglądając ją w akcji nawet w przesadnie w klimatyzowanej sali Kinoteki można konkretnie się spocić.

Pisząc o „Szefie”, nie sposób nie wspomnieć o panu nazywającym się Robert Downey jr. Choć sympatyczny Iron Man gra w filmie krócej niż stoi się w kolejce do kasy w Auchan o 12 w poniedziałek, to i tak w tym czasie skradł serca widzów. Gość ma tak znakomitą passę, jest w takim gazie, że zachwyciłby gawiedź nawet w roli drzewa stojącego na polu, na którym rozgrywa się bitwa pod Waterloo. Ba, jestem przekonany, że spisałby się w niej tak fajnie, iż widzowie zapomnieliby o naparzających się żołnierzach i skupili całą uwagę na Robercie.

Komentarze

Chęć wpierdalania podczas seansu
Dustin i Scarlett
Hot chica from Columbia
Downey, Downey, ślisko, ślisko

Podsumowanie: Dupy nie urywa, dramatu nie ma, iść można, ale latem można porobić dziesięć fajniejszych rzeczy niż oglądanie tego filmu.

3.8


Ocena użytkowników: 2.3 (4 głosów)

Tagi: , , , ,



Back to Top ↑